Pan Leszek, który koczował w samochodzie pod blokiem znalazł w końcu nowe lokum, ale teraz mierzy się z hejtem. – Ludzie mnie nie znają, nie rozumieją mojej sytuacji a mimo to łatwo przychodzi im rzucanie oskarżeń i ocenianie – mówi i prosi by dać mu spokój.
O sytuacji 62-letniego pana Leszka pisaliśmy przed tygodniem. Mężczyzna stracił pokój na stancji i z całym swoim dobytkiem wylądował w samochodzie, pod blokiem. O pomoc dla koczującego bezdomnego poprosili mieszkańcy. Niektórzy zlitowali się i częstowali gorącą kawą, pomagali uruchomić samochód, żeby mógł się ogrzać, bo noce są coraz zimniejsze. Po naszej interwencji sytuacją pana Leszka zainteresował Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. I pomógł znaleźć nową stancję.
– W poprzedni czwartek była opieka społeczna, znalazła mi numer telefonu do właściciela nowej stancji. Dogadałem się, zapłaciłem kaucję i jeszcze tego samego wieczora miałem gdzie spać – mówi pan Leszek.
I chociaż wydaje się, że historia ma pozytywny finał, to jednak pan Leszek mierzy się teraz z hejtem ludzi. – Wytykają mnie palcami, nie mam zrozumienia wśród ludzi. Nie wiedzą, w jakiej jestem sytuacji, dlaczego się w niej znalazłem, ale łatwo przychodzi im oczernianie mnie i ocenianie – mówi mężczyzna, który prosi, aby uszanować jego trudny los i po ludzku dać mu spokój. (reb)






























