W Zawadówce narasta opór przeciwko działalności firmy Agrol Matejka. Po tygodniach skarg na pył, hałas i nieprzyjemne zapachy mieszkańcy postanowili się zorganizować. Utworzyli społeczny komitet, który ma reprezentować ich interesy i walczyć o ograniczenie uciążliwości związanych z funkcjonowaniem silosów zbożowych.
To kolejny etap sporu, o którym pisaliśmy już na łamach Nowego Tygodnia. Najpierw mieszkańcy alarmowali, że podczas budowy kompleksu zamknięto używany od lat skrót prowadzący do stacji kolejowej i osiedla dawnego CPN. Władze gminy przekonywały wtedy, że inwestycja przyniesie wymierne korzyści finansowe. Podczas jednej z sesji samorządowcy podkreślali, że firma płaci wysokie podatki, a rozwój przedsiębiorstwa oznacza dodatkowe wpływy do budżetu.
Dziś mieszkańcy mówią jednak, że za tymi pieniędzmi przyszły problemy, z którymi muszą mierzyć się każdego dnia. Skarżą się na pył osiadający na samochodach, elewacjach i w ogrodach. Mówią o uciążliwym hałasie, który słychać szczególnie nocą, oraz o intensywnym zapachu kiszonki i gnijącego zboża.
– Rano wszystko jest pokryte nalotem. Myjemy auta i po chwili znowu są brudne. Tego wcześniej nigdy tutaj nie było – opowiada jedna z mieszkanek.
Ludzie obawiają się też o zdrowie. Mówią o podrażnieniach oczu, bólach głowy i trudnościach z oddychaniem. Niepokój budzi również sąsiedztwo wagonów z paliwem i pracujących praktycznie bez przerwy instalacji.
Mieszkańcy mówią, że po sąsiedzku przez lata działały Zakłady Drzewne, ale takiej uciążliwości nie doświadczyli przez lata co przez ostatnie miesiące.
Teraz postanowili działać wspólnie. Komitet tworzy na razie kilka osób. Chcą zbierać dokumentację, relacje mieszkańców i interweniować w instytucjach zajmujących się ochroną środowiska. Przygotowali już pierwsze pisma do SANEPIDu, Urzędu Miasta w Rejowcu i Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Nie wykluczają też protestów.
– Pojedynczy człowiek nic nie wskóra. Musimy mówić jednym głosem, bo inaczej dalej będziemy zbywani – słyszymy od jednego z inicjatorów komitetu.
Władze Rejowca przekonują, że nie lekceważą problemu, ale część decyzji należy do innych instytucji. Burmistrz Tadeusz Górski przypominał wcześniej, że pozwolenie na budowę wydawało starostwo, a gmina prowadzi działania zmierzające do sprawdzenia wpływu zakładu na środowisko. Trwa procedura dotycząca ewentualnego sporządzenia raportu oddziaływania inwestycji.
Dla mieszkańców to jednak zdecydowanie za mało. Czują, że zostali postawieni przed faktem dokonanym, a interes inwestora i wpływy do gminnej kasy są ważniejsze niż ich komfort życia. Mówią, że kupili tutaj domy, zainwestowali pieniądze w remonty bo cenili to spokojne, zielone miejsce z dala od miasta. – A co teraz mamy – dzisiaj ?
Mimo to nie zamierzają odpuszczać. Wiedzą, że starcie z dużą firmą będzie trudne, ale liczą, że nagłośnienie sprawy i wspólne działania przyniosą efekt. Jak mówią, to trochę jak walka Dawida z Goliatem, ale nie mają już wyboru. (reb)






























