Nagrody dzielą urzędników

W ubiegłym roku Urząd Miasta Świdnik wydał ok. 170 tys. zł na nagrody dla swoich pracowników. Otrzymało je łącznie 121 osób, czyli większość z zatrudnionych. Jednak – jak twierdzą niektórzy – system przyznawania nagród nie jest sprawiedliwy, bo jedni otrzymują je regularnie, a inni od „święta”. Wiceburmistrz Marcin Dmowski odpiera takie zarzuty.

Jak informują nasi Czytelnicy, związkowcy z NSZZ „Solidarność” w Urzędzie Miasta skierowali ostatnio do burmistrza pismo w sprawie nagród przyznanych pracownikom w ubiegłym roku. Nieoficjalnie mówi się, że padają w nim pytania, m.in. o to, dlaczego część pracowników regularnie otrzymuje nagrody, a część nagradzana jest sporadycznie. O to jakie wątpliwości zgłosili związkowcy chcieliśmy zapytać przewodniczącego Jana Rutkowskiego, ale mimo kilku prób kontaktu nie udało nam się z nim porozmawiać.

W urzędzie mówi się, że jest wąska grupa osób, która systematycznie jest premiowana. Mają być to głównie niedawno zatrudnieni urzędnicy, bliscy współpracownicy wiceburmistrza Marcina Dmowskiego. Starsza kadra, z wieloletnim doświadczeniem, ma się czuć z tego powodu niedoceniona i rozczarowana, a pracownicy, którzy osiągnęli wiek emerytalny mają być nakłaniani do odejścia z pracy.

Jak wyjaśnia zastępca burmistrza Świdnika, Marcin Dmowski zgodnie z przyjętym w urzędzie systemem nagradzania, nagrody nie są dodatkiem do pensji, który należy się każdemu, a docenieniem za robienie czegoś ponad obowiązki.

– Nie są przyznawane za dobre wykonywanie pracy, za to otrzymujemy pensję – mówi wiceburmistrz. – Są przyznawane zazwyczaj, kiedy skończy się realizacja jakiegoś zadania, np. budowa żłobka, burmistrz jest zadowolony i docenia zaangażowanych w projekt urzędników. W tej chwili mam pod nadzorem wszystkie wydziały, więc zarzut, że nagrody najczęściej otrzymują „moi” pracownicy jest chybiony.

Jakby popatrzeć statystycznie nie powiedziałbym, aby któreś wydziały były szczególnie wyróżniane. Ta średnia od lat jest na podobnym poziomie. Oczywiście rozmawiamy ze związkami. Kierują do burmistrza różne pisma, w sprawie nagród również; mają swoje wymagania co do podwyżek i chciałyby, żeby system nagród był niejako opiniowany przez związki. Burmistrz ma mandat do rządzenia i nie możemy mu odmawiać nagradzania osób, które w jego opinii na to zasługują i wypełniają coś ponad swoje obowiązki. Każda nagroda jest umotywowana.

M. Dmowski potwierdza, że jest w urzędzie niewielka grupa pracowników, która nabyła prawa emerytalne, ale jak podkreśla, decyzja o zakończeniu pracy zawodowej należy do nich i nikt nie sugeruje, ani nie pyta, czy i kiedy zamierzają odejść. Ale co ciekawe, dla tych, którzy się na to zdecydują przewidziana jest gratyfikacja finansowa.

– Nie możemy nikogo zmuszać do odejścia czy sugerować, że należy to zrobić. Proponujemy jednak pewne rozwiązania finansowe, aby zachęcić pracowników. Można z tego skorzystać, ale nie trzeba. Zależy nam na tym, aby był okres przejściowy, kiedy starsza kadra z dużym doświadczeniem wprowadzi w pewne tematy, czy przekaże pewną wiedzę młodszym pracownikom – kończy wiceburmistrz. (w)

1 KOMENTARZ

  1. Dzień dobry.
    W nawiązaniu do ukazanego się artykułu w Państwa tygodniku „Nowy Tydzień” dotyczącego nagród urzędniczych na prośbę pracowników tut. Urzędu Miasta Świdnik prosimy o uwzględnienie sprostowania.
    Informujemy, że grupa starszych pracowników, łącznie z Burmistrzem Waldemarem Jaksonem, nie ma prawa do emerytury, a jedynie osiągnęła wiek emerytalny. Prawo do emerytury powstaje po rozwiązaniu stosunku pracy i wydaniu przez ZUS decyzji o nabyciu prawa do emerytury. Nie pobieramy emerytury jednocześnie pracując jak to zasugerował z-ca Burmistrza Pan Marcin Dmowski. Naciski na odejście pracowników były, łącznie z sugestią, że jak nie odejdą to będą zwolnienia. Obniżenie wieku emerytalnego i niskie zarobki spowodowały, że emerytury są niesatysfakcjonujące i każdy dodatkowy miesiąc czy rok pracy podwyższa świadczenie /zwłaszcza kobiet/.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here