Nie dopilnowali chorego na Alzheimera

Kto pozwolił żeby 85-latek, chory na alzheimera, sam opuścił Szpitalny Oddział Ratunkowy? Po kilku godzinach poszukiwań policja znalazła błąkającego się mężczyznę z rozbitą głową i pękniętą miednicą. – To skrajne zaniedbanie pracowników, przecież mogło dojść do jeszcze większej tragedii! – denerwuje się rodzina, która powiadomiła prokuraturę.

Do tej kuriozalnej sytuacji doszło w ubiegły poniedziałek, 21 września. Około południa rodzina wezwała pogotowie do starszego mężczyzny. 85-latek uskarżał się na złe samopoczucie, mdlał, miał podwyższoną temperaturę. Pogotowie zabrało go na Szpitalny Oddział Ratunkowy chełmskiego szpitala.

– Teściowa uprzedziła ratowników medycznych, że tata ma 85 lat, choruje na alzheimera i ma wiele innych dolegliwości m.in. kardiologicznych – mówi pani Anna, synowa chorego. – Zresztą przekazała im całą dokumentację medyczną. Po 18.00 dostaliśmy telefon ze szpitala, że możemy odebrać tatę.

Na oddział pojechał syn chorego, ale na miejscu ojca nie zastał. Zdezorientowany personel najpierw miał stwierdzić, że mężczyzna uciekł z oddziału. – Ale jak 85-latek, który sam ledwo się porusza, może uciec z oddziału? – pyta synowa. – Dopiero potem któraś z kobiet wygadała się, że odjechał taksówką. Ojciec nie ma telefonu, więc nie mógł sam zamówić taryfy.

Czy zrobił to ktoś z oddziału, czy wsiadł do taksówki stojącej pod szpitalem, na razie nie wiadomo. Udało się jednak ustalić, której firmy kierowca odjechał z nim spod szpitala. Okazało się, że taksówkarz podwiózł go pod blok przy ul. Kolejowej, w którym 85-latek faktycznie mieszka. Ale do domu mężczyzna nie dotarł.

Rodzina rozpoczęła poszukiwania i zawiadomiła policję. – Chodziliśmy wzdłuż ulicy, między blokami, ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć taty. Dopiero po 21.00 dostaliśmy informację od policji, że tata się znalazł na Rampie Brzeskiej. Miał rozbitą głowę i pęknięta miednicę. Prawdopodobnie spadł ze schodów. Musiał zostać przewieziony z powrotem do szpitala. I leży teraz unieruchomiony na ortopedii – mówi pani Anna. – Jak można było do tego dopuścić? Przecież od razu po telefonie ze szpitala mąż pojechał na oddział go zabrać. Wystarczyło poczekać 10 minut. Przypilnować.

Rodzina skarży się, że przez brak empatii i skrajne zaniedbanie pracowników nestor ich rodu teraz cierpi. – Ma być unieruchomiony przez trzy tygodnie, leżeć bez ruchu i będzie wymagał naszej stałej opieki. Przez zaniedbanie pracowników będziemy musieli przeorganizować nasze zawodowe sprawy – mówi rodzina.

Pismo ze skargą wpłynęło już do dyrekcji szpitala. A rodzina powiadomiła prokuraturę o możliwości popełniania przestępstwa. Wygląda na to, że dyrekcja szpitala będzie się też tłumaczyć przed marszałkiem, bo i tam rodzina zamierza złożyć skargę.

– Skarga faktycznie wpłynęła, czekamy na wyjaśnienia pracowników i będziemy się do tego ustosunkowywać – mówi Kamila Ćwik, dyrektor chełmskiego szpitala.

– Czekamy na wyjaśnienia kierownika SOR i oddziałowego – dodaje Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. medycznych w szpitalu w Chełmie. – Pacjent opuścił oddział samowolnie i chcemy sprawdzić jak do tego doszło. Chcemy wyjaśnić sprawę i właściwie zareagować żeby się to nie powtórzyło. (bf)