Nowiny bronią się

fot. Google Maps, Robert Lewicki

Dramat w domach pomocy społecznej. Brak personelu i pozorna izolacja – tak wygląda codzienność w placówkach w kraju, w których przebywają starsi i schorowani pensjonariusze, narażeni na z góry przegraną walkę z koronawirusem. Jak do walki z epidemią przygotowany jest, największy w powiecie chełmskim, DPS w Nowinach? – Tylko pracownicy mogą przynieść wirusa do placówki. Wszyscy powinni się bardzo pilnować – mówi dyrektor.

Domy Pomocy Społecznej są wyjątkowo narażone na skutki pandemii koronawirusa. Pensjonariusze placówek to osoby starsze i schorowane. A to wśród nich jest najwięcej ofiar śmiertelnych wirusa z Wuhan. Wiceminister rodziny, któremu podlegają DPS-y, apelowała przed tygodniem o przekazywanie placówkom materiałów ochronnych. Za to oberwało jej się m.in. od internautów. – To pani jest odpowiedzialna za zapewnienie mieszkańcom i personelowi DPS-ów odpowiedniego sprzętu – pisali.

Media relacjonowały dramatyczną sytuację w DPS-ach. 17 kobiet przewlekle i psychicznie chorych z Lublińca oraz jedna z pielęgniarek zaraziło się koronawirusem. Jeszcze więcej chorych zdiagnozowano w Tomczycach – aż u 61 podopiecznych i 9 pracowników potwierdzono zarażenie.

Jak przygotowany jest największy w powiecie chełmskim DPS w Nowinach, w którym przebywa ponad 200 pensjonariuszy i pracuje 150 osób? Do redakcji dochodziły sygnały, że w placówce brakuje maseczek i rękawiczek jednorazowych.

– Ludzie się boją. Mam rodzinę, która tam pracuje i czeka na najgorsze. Okrojona załoga pracuje na pełnych obrotach. A okazało się nawet, że pracują tam osoby z Białopola, w którym było przecież ognisko pandemii – poinformowała nas Czytelniczka.

Dyrektor Marcin Kopciewicz próbuje studzić emocje i strach. – Po pierwsze nie brakuje nam żadnych materiałów ochronnych – zapewnia. – Mamy jednorazowe rękawiczki, maseczki różnego rodzaju – jednorazowe i bawełniane wielokrotnego użytku, fartuchy i płyny do dezynfekcji. Jeszcze w lutym zrobiliśmy odpowiednie zakupy. Już 20 lutego wprowadziliśmy także całkowity zakaz odwiedzin. A osoby, które przychodziły do mnie z pełnomocnikami, np. w sprawach spadkowych, były obsługiwane poza budynkiem. Teraz już nie ma nawet takich wizyt.

Dyrektor przyznaje, że wśród personelu DPS w Nowinach są osoby z Białopola. Ale zanim wirus dotarł do tej gminy, zostali wysłani na zaległe urlopy. – To dotyczy 4-5 osób, z których jedna miała objawy grypopodobne, ale po badaniu okazało się, że nie ma koronawirusa – mówi M. Kopciewicz. – Teraz wszyscy wrócili do pracy.

Od początku marca pracownicy Nowin codziennie przechodzą badanie temperatury. Wyniki są notowane i monitorowane. – Większość obostrzeń i zabezpieczeń wprowadziliśmy, zanim ogłoszono stan pandemii, dlatego do tej pory udało nam się uniknąć choroby – mówi dyrektor. Ale zaznacza, że jedyna droga, jaką wirus może dostać się do DPS, to pracownicy. – Gdyby stosowali się do wszystkich zaleceń poza pracą, to moglibyśmy być spokojni – mówi.

Ale były święta. Ciekawe czy pracownicy odmówili sobie np. rodzinnych odwiedzin?

Dla bezpieczeństwa dyrektor ograniczył możliwość współpracy pielęgniarek z innymi placówkami medycznymi. Część z nich dyżurowała m.in. w szpitalach w Lublinie. Na na czas pandemii kilka z ich zdecydowało się rozstać z DPS. Podobno pracownicy też pilnują się między sobą. Informują kierownictwo o krewnych czy znajomych, którzy np. wrócili z zagranicy.

Obsada faktycznie ograniczona jest do minimum. Na oddziałach są tylko te osoby, które mają bezpośredni kontakt z podopiecznymi. Wszyscy chodzą w maskach i rękawiczkach. Ale żeby nie czuli się poszkodowani, ich kolegom z administracji nie skrócono czasu pracy – tak jak to jest np. w urzędach. (bf)