O krok od tragedii na przejeździe kolejowym

Niesprawne zabezpieczenia na przejazdach kolejowych i brak podstawowej reakcji w sytuacjach kryzysowych – na takie problemy skarży się nasz czytelnik, student z Chełma, który w ciągu zaledwie dwóch dni doświadczył dwóch niebezpiecznych i, jak podkreśla, skrajnie nieodpowiedzialnych sytuacji podczas podróży pociągami między Chełmem a Lublinem.

W czwartek (8 stycznia) młody mężczyzna jechał pociągiem Polregio relacji Chełm–Lublin, który odjechał ze stacji w Chełmie o godz. 15.26. Podczas przejazdu, doszło do groźnego zdarzenia. – Widziałem jak samochód wjechał na przejazd kolejowy, mimo że nadjeżdżał pociąg. Maszynista trąbił, a kierowca w ostatniej chwili uciekł sprzed lokomotywy. Wyglądało to tak, jakby nie działały szlabany. To były sekundy. O mało nie doszło do tragedii – relacjonuje młody mężczyzna. Na tym jednak nie koniec problemów. Dzień wcześniej, podczas podróży z Lublina do Chełma, pociąg, którym jechał student, uległ awarii w miejscowości Zawadówka. Skład zatrzymał się, a pasażerowie zostali poproszeni o opuszczenie pociągu. – Kazali wszystkim wysiąść i radzić sobie dalej na własną rękę. Nie podstawiono żadnej komunikacji zastępczej, żadnych autobusów, nic. To było w środku dnia, po godzinie 13 i każdy z nas musiał dzwonić po rodzinie czy znajomych, żeby nas odebrali z tego mrozu – dodaje i podkreśla, że nie chodzi tylko o dyskomfort, ale o realne zagrożenie dla życia i zdrowia pasażerów. – Jestem wściekły, bo w ciągu dwóch dni widziałem awarię pociągu, kompletny brak organizacji i sytuację, która mogła skończyć się śmiercią kogoś na przejeździe.

Kierowcy i piesi, w obecnych warunkach pogodowych pokonując torowisko zachowajmy szczególną czujność nawet na strzeżonych przejazdach, na których zainstalowane są szlabany i świetlna sygnalizacja. Niewykluczone, że z powodu mrozu, czy śniegu dojdzie do jakiejś awarii i rogatka, czy sygnalizator nie zadziała! (bm)