Odra szaleje tuż za Bugiem

Na Ukrainie trwa epidemia odry. Tylko od początku tego roku zachorowało tam już blisko 8 tysięcy osób. Tymczasem w regionie przybywa dzieci, których rodzice odmawiają szczepień przeciwko tej groźnej chorobie zakaźnej. Czym to może się skończyć?


Już od kilku tygodni jesteśmy zalewani informacjami o epidemii odry szalejącej tuż za naszą wschodnią granicą. I trzeba przyznać, że sytuacja wydaje się być naprawdę niepokojąca. 20 marca ukraińskie ministerstwo zdrowia podało informację, że od początku roku na odrę zachorowały już 7 752 osoby (z tego 5 065 dzieci!). Natomiast siedem osób, w tym pięcioro dzieci zmarło w tym czasie z powodu powikłań. Najgroźniejsza jest bowiem nie sama choroba, ale właśnie powikłania. Wśród nich najczęstsze to zapalenie ucha środkowego, zapalenie płuc i – najbardziej niebezpieczne – podostre stwardniające zapalenie mózgu.
Odra jest ostrą, wirusową chorobą, której pierwsze objawy często można pomylić z początkowym stadium przeziębienia lub grypy: ostry ból gardła, katar, gorączka, złe samopoczucie. W dalszym przebiegu choroby na ciele pojawiają się specyficzne czerwone grudki, najpierw na twarzy i za uszami, a później na innych częściach ciała.
Niestety odrą jest się dość łatwo zarazić. Choroba rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Co gorsza zainfekowana osoba najczęściej nie wie, że już zaraża, bowiem zakaźność pojawia się już na dwa dni przed wystąpieniem pierwszych objawów i utrzymuje nawet do czterech dni po wystąpieniu wysypki.
Chełmski sanepid uspokaja, że w tym roku nie odnotowano żadnych przypadków odry w naszym regionie. Mimo wszystko niepokoi fakt, że spada liczba dzieci poddawanych szczepionkom przeciwko tej chorobie. Z dokumentu „Informacja o stanie bezpieczeństwa sanitarnego miasta Chełm za 2017 rok”, prezentowanej na ostatniej sesji rady miasta, wynika, że procent uodpornienia dzieci i młodzieży przed odrą spada. W 2015 i 2016 roku wynosił 98,8 procent, a w 2017 roku – 97,4.
Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie, przyznaje, że w tym przypadku nawet niewielki spadek jest bardzo niepokojący.
– Najskuteczniejsza profilaktyka przeciw odrze to szczepienia. I trzeba to jasno podkreślić, że rodzice decydując się na niezaszczepienie swojego dziecka, narażają ich na przebycie tej choroby, a tym samym na groźne powikłania – mówi dyrektor.

Nie szczepią, bo…?

Rodzice, mimo programu obowiązkowych szczepień, coraz częściej decydują o tym, aby nie szczepić swoich pociech. W efekcie w powiecie chełmskim przybywa niezaszczepionych dzieci. Obecnie jest ich ponad sześćdziesiąt, z czego dziewiętnaścioro przybyło w ubiegłym roku.
Skąd w głowach rodziców pojawia się pomysł, aby swoich dzieci nie szczepić? Twierdzą, że to coś niezgodnego z naturą i że szczepionki mogą być dla dziecka niekorzystne. Tu warto podkreślić, że pracownicy chełmskiego sanepidu i lekarze wskazują w rozmowach z nami, że takie przeświadczenie, nie ma żadnych podstaw naukowych. Są też i tacy rodzice, którzy – używając górnolotnych twierdzeń – mówią, że zmuszanie do szczepienia dzieci to próba ograniczenia ich praw i wolności. Inni argumentują, że szczepienia są po to, aby przynosić zyski koncernom farmaceutycznym.
Jako pierwsi buńczucznych rodziców do zmiany zdania próbują przekonać lekarze.
– Najpierw rozmawiamy, tłumaczymy, apelujemy. Staramy się rozwiać wszelkie wątpliwości. Gdy to nie pomaga, informujemy sanepid – mówi Mariusz Żabiński, dyrektor Miejskiego Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Chełmie.
Dalej procedura wygląda następująco. Do rodziców, którzy nie szczepią dzieci wysyłane są upomnienia. Jeśli i to nie skutkuje sanepid występuje z tytułem wykonawczym do wojewódzkiego inspektora sanepidu, który nakłada na rodziców grzywnę. Jej wysokość zaczyna się od 500 zł. W ubiegłym roku wystawiono takich siedemnaście. W dwóch przypadkach od grzywien odstąpiono, a postępowanie umorzono, bo rodzice w końcu zaszczepili swoje dzieci.
– Nieszczepienie dzieci to niedobra moda, podsycana różnymi internetowymi wpisami – przyznaje dyrektor sanepidu. – Najczęściej rodzice, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, boją się niepożądanych odczynów poszczepiennych. Mogą się zdarzyć łagodne skutki typu zaczerwienienie, gorączka, ale ja w całej swej pracy zawodowej nie spotkałam się z żadnymi poważniejszymi przypadkami, wymagającymi na przykład hospitalizacji. Z kolei skutki zachorowania na choroby zakaźne mogą być tragiczne w skutkach. Rodzicom, którzy decydują się nie szczepić swoich dzieci, tłumaczymy, że powinni położyć na szale ryzyko wystąpienia niepożądanych objawów po szczepionce i ryzyko, jakie podejmują nie szczepiąc pociechy – podkreśla E. Kuryk.
Dyrektor Żabiński podaje nam jeszcze jedną, niepokojącą informację: wzrasta liczba kart szczepiennych, które po narodzinach dziecka ze szpitala trafiają do przychodni puste. – Jeszcze kilka lat temu w ogóle nie zdarzały nam się takie sytuacje, że rejestrowane u nas dzieci nie były objęte obowiązkowymi szczepieniami, przyjmowanymi w pierwszej dobie życia. Teraz takie sytuacje zdarzają się coraz częściej – mówi. (mg)

UDOSTĘPNIJ