Ostatnie pożegnanie po Covid-19

Nie spodziewali się, że nigdy więcej go nie zobaczą. Z powodu Covid-19 nie można było otworzyć trumny, nie można było spojrzeć na kochaną twarz po raz ostatni. Trumna była szczelnie zamknięta. W kościelnym nabożeństwie uczestniczyła garstka osób. Tak wyglądał jeden z pierwszych w Chełmie pochówków zmarłego pacjenta z Covid-19. Jest ich coraz więcej.

Kolejne rekordy zakażeń, zaostrzanie restrykcji i rozpaczliwe próby zatrzymania epidemii. Coraz więcej jest opinii, że Covid-19 dotknie wszystkich – jedni odczują infekcję bardziej, drudzy mniej. Ofiar przybywa, a panika jest coraz większa. W powiecie chełmskim na początku epidemii trzeba było zorganizować jeden pogrzeb osoby, u której potwierdzono Covid-19. Przez kilka kolejnych miesięcy nie było u nas ofiar koronawirusa. Ale w październiku się to zmieniło.

Zmarłych z Covid-19 przybywa. W takich przypadkach pochówek trzeba zorganizować zgodnie z wytycznymi rozporządzenia ministra zdrowia, wydanego wiosną br. Przeprowadza się dezynfekcję zwłok płynem odkażającym, odstępuje się od mycia ciała, a w przypadku, gdy to konieczne, należy zachować szczególne środki ostrożności. Według rozporządzenia należy „unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok”, „umieścić zwłoki w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym, a w przypadku przekazania zwłok do spopielenia umieścić pierwszy worek ze zwłokami w drugim worku”; „zdezynfekować powierzchnię zewnętrzną kolejno każdego worka przez spryskanie płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym”.

Zwłoki zabezpieczone w ten sposób umieszcza się albo w kapsule transportowej – gdy ciało przekazywane jest do krematorium, albo w trumnie – w przypadku bezpośredniego pochowania na cmentarzu. W myśl rozporządzenia na dnie trumny do pochówku umieszcza się warstwę substancji płynochłonnej o grubości 5 cm. Wszystkie te czynności wykonuje personel szpitala, jeśli pacjent tam zmarł. Jeśli pacjent zmarł poza szpitalem, należą one do przeszkolonych pracowników zakładów pogrzebowych. Muszą oni być odpowiednio zabezpieczeni – ubrani w fartuchy, kombinezony, czepki, maski, gogle, rękawiczki.

Leszek Łukowiec, właściciel Chełmskiego Domu Pogrzebowego „Łukowiec”, mówi, że do października br. zorganizowano tylko jeden pochówek osoby, u której potwierdzono Covid-19. W ostatnich tygodniach trzeba było ich urządzić więcej – ponad dziesięć. Ta liczba rośnie.

Pracownicy zakładu pogrzebowego transportują szczelnie zamkniętą trumnę z ciałem osoby zmarłej z Covid-19 na cmentarz albo do kościoła (jeśli rodzina chce nabożeństwa, a ksiądz wyrazi na to zgodę).

– W tej sytuacji trumna nie jest otwierana, informujemy bliskich, że to wynika z rozporządzenia dotyczącego pochówków osób zmarłych na Covid-19 – mówi L. Łukowiec. – W naszej kaplicy nie urządzamy już w takich przypadkach ostatnich pożegnań, a pozostałe też odbywają się w ograniczonym gronie – do pięciu osób bliskich. Działamy na podstawie przepisów, nasi pracownicy są odpowiednio zabezpieczeni.

Jeden z chełmskich księży mówi, że w ostatnich dniach odprawił w kościele mszę świętą pogrzebową. Bliscy zmarłego, u którego potwierdzono Covid-19, byli zrozpaczeni. Żałobników było w kościele kilkoro. Nie zdążyli pożegnać się z kochaną osobą, nie spodziewali się, że jej więcej nie zobaczą. Nie mogli spojrzeć na nią po raz ostatni, bo zgodnie z przepisami trumny nie można było otworzyć.

– Po konsultacjach z wojewodą lubelskim wysłaliśmy wszystkim księżom informację, że w świetle obowiązujących przepisów sanitarnych msza święta pogrzebowa może być sprawowana w kościele także w obecności trumny z ciałem osoby zmarłej na Covid-19 – informuje Adam Jaszcz, wicekanclerz i rzecznik prasowy Archidiecezji Lubelskiej. – Nie ma obowiązku kremacji ciał osób, które były zakażone koronawirusem. W większości przypadków bliscy spopielają ciała zmarłych na koronawirusa, ale wiem też, że zakłady pogrzebowe organizowały już tradycyjne pochówki z trumną, między innymi w Puławach i Wilkowie. W takiej sytuacji zakład zobowiązany jest do przestrzegania dodatkowy przepisów sanitarnych. Nie jest możliwe na przykład otwieranie trumny.

Takie sytuacje mogą być ogromną traumą dla rodzin, które tracą bliską osobę, a na dodatek, z uwagi na sytuację epidemiczną, nie mogą się z nią pożegnać tak, jak chciałyby.

– To bardzo trudne sytuacje, ciężkie przeżycia – mówi Andrzej Sternik, proboszcz Sanktuarium Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie. – Nie ma w tej sytuacji złotego środka, recepty na to, aby zmniejszyć ból. Trzeba zapamiętać żywy obraz bliskiej nam osoby, która odeszła. Epidemia sprawiła, że jesteśmy w nowej rzeczywistości. Musimy to przyjąć, bo nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Pozostaje modlitwa oraz dobre wspólne chwile w pamięci, na fotografiach, nagraniach. Starajmy się na co dzień, aby tych dobrych wspólnych momentów, przeżyć i dialogów było jak najwięcej.

Marek Parada, kierownik cmentarza komunalnego przy ul. Mościckiego w Chełmie, nadzorowanego przez chełmskie MPGK, informuje, że po zaliczeniu Chełma do strefy czerwonej nie są już w ogóle odprawiane nabożeństwa żałobne w cmentarnej kaplicy.

– Kaplica nie jest udostępniana aż do odwołania – tak, jak to było zaraz po wybuchu epidemii – mówi kierownik Parada. – Chodzi o kwestie logistyczne. Trudno byłoby wypraszać żałobników z kaplicy, gdyby weszła tam ich większa liczba. (mo)