Prezes vs zarząd – walka trwa

(24 kwietnia) Tylko około tuzina członków MLKS Włodawianka przyszło do ratusza na walne zebranie członków, którego celem była zmiana statutu klubu. Niestety, doszło do kolejnego kuriozum, bo większość zebranych przyznała, że zmiany są niepotrzebne, więc zamiast je uchwalać, podyskutowano o obecnej sytuacji klubu, po czym członkowie rozeszli się do domów.

Trwa przepychanka pomiędzy prezesem MLKS Włodawianka, Damianem Adamczykiem, a resztą zarządu. Ten pierwszy był nieobecny na walnym zebraniu, które odbyło się 24 kwietnia. – Dwa tygodnie wcześniej prosiłem zarząd, by walne przełożyć na inny termin, bo tego dnia mam bardzo ważny wyjazd na turniej ze swoim synem, ale jak zwykle, panowie byli głusi na moje prośby i postawili na swoim, dlatego na zebraniu nie byłem – mówi Adamczyk.

Podczas spotkania padło wiele propozycji dotyczących ratowania klubu z zapaści. Większość z nich dotyczyła finansów. – Tylko pieniądze pomogą Włodawiance, nie ma bowiem dzisiaj sportu, nawet na poziomie najniższej ligi, bez pieniędzy – przekonywał Leszek Kuczyński.
Edward Łągwa, wiceprezes MPGK-u, przyznał, że jego firma może pokryć koszty dojazdów, kupno sprzętu, ale tylko jeśli wszystko będzie dokładnie udokumentowane. Na pewno jednak MPGK nie pokryje kosztów wynagrodzenia piłkarzy. – To nie ten poziom, nie ta liga – mówił.

Były też propozycje pozyskania funduszy, w tym 500+ czyli wpłatę po 500 zł na klub przez kibiców czy sponsorów. Wśród innych pomysłów znalazł się i ten dotyczący powołania funduszu „Awans Włodawianki”, na którym zbierano by pieniądze, które następnie wypłacano by piłkarzom i trenerom, ale wyłącznie w przypadku awansu. Mówiono też o przyciąganiu sponsorów w postaci rozdawania naklejek „Partner Włodawianki”. Przypomniano też o możliwości wpłaty 1% z podatku dochodowego na klub.

Większość obecnych była również za dalszą grą drużyny seniorów w lidze. – Na każdy mecz seniorów przychodzi po 200 kibiców, może to niedużo, ale we Włodawie nie ma wiele takich wydarzeń, które by przyciągnęły co tydzień kilkuset widzów. Dlatego warto, aby te mecze były rozgrywane. Ktoś, kto mówi, że Włodawianka nie powinna grać w A klasie, jest po prostu głupi – argumentował były prezes klubu, Ryszard Nilipiuk.

Zgromadzeni jednoznacznie też ocenili, że zapowiadane wcześniej zmiany w statucie są bezprzedmiotowe, gdyż obecny statut – choć nie jest idealny – jest zgodny z obowiązującym prawem. Zwołanie zatem walnego zebrania w tym tylko zamiarze było nieuzasadnione.
Sporo czasu zajęła też obecnym kwestia prezesa, Damiana Adamczyka. Zdaniem niektórych fakt, że prowadzi on zupełnie odmienną politykę od reszty członków zarządu jest szkodliwy. – Nie może być tak, że członkowie zarządu mówią co innego, a prezes co innego. Każdy mnie klepie po plecach, a ja czuję się z tym bardzo niekomfortowo – mówił jeden z trenerów. Nikt na sali nie bronił prezesa, który poszedł „swoją drogą”. Jednak niektórzy twierdzili, że zmiana prezesa w tak trudnym momencie byłaby bardzo szkodliwa wizerunkowo. Ten sposób myślenia skrytykował E. Łągwa, twierdząc, że właśnie to, co się teraz dzieje, najbardziej kompromituje klub. Co ważne – prezesa powołuje – zgodnie ze statutem – zarząd klubu. Zarząd może go też odwołać w każdej chwili. (pk)