Prokuratura Rejonowa w Chełmie sprawdza, czy w chełmskim szpitalu nie doszło do ewentualnego błędu lub zaniechania skutkującego zgonem podopiecznego schroniska Brata Alberta w Chełmie. Śledczy gromadzą materiał dowodowy, aby zweryfikować, czy zostały dopełnione wszystkie procedury.
Chory na nowotwór pan Adam został zabrany karetką do szpitala. 16 października, czyli następnego dnia, jak poinformowało na Facebooku chełmskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, nieprzytomnego mężczyznę odwieziono szpitalnym transportem z powrotem do schroniska. „Nie wyraziliśmy zgody na jego przyjęcie, wierząc, że każdy człowiek zasługuje na opiekę i ukojenie w cierpieniu, każdy ma prawo odejść godnie, w warunkach w jakich powinien przebywać ciężko chory człowiek” – podkreśla w emocjonującym wpisie kierownictwo schroniska.
Mężczyzna ponownie został zabrany do szpitala, gdzie niebawem zmarł. Dyrekcja chełmskiego szpitala wystosowała oświadczenie, w którym podkreśla, że pacjent był pod opieką SOR, a „wykonaną diagnostykę, która nie wykazała stanu zagrożenia życia”. Dlatego podjęto nieudaną próbę transportu do miejsca jego zamieszkania, ale z uwagi na odmowę przyjęcia został on ponownie zabrany na SOR. W ocenie dyrekcji szpitala, potem „stan pacjenta się pogorszył i pomimo wdrożenia adekwatnych procedur medycznych nie uległ poprawie, po czym nastąpił zgon”. W komunikacie podkreślono, że dokumentacja medyczna nie potwierdza informacji o stanie zdrowia pana Adama, przekazywanych w mediach społecznościowych przez chełmskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.
Prokuratura bada sprawę ewentualnego błędu medycznego skutkującego zgonem pacjenta i weryfikuje, czy aby na pewno pacjent nie został zbyt pochopnie wypisany z SOR. Postępowanie jest prowadzone w sprawie, nikt nie usłyszał zarzutów. (pc)

































