Robinson Drop Shot Twins – blisko ideału

Spinning Drop Shot Twins to propozycja firmy Robinson dla wędkarzy, którzy za pomocą jednej wędki chcą pogodzić nie tylko klasyczne łowienie spinningowe i jigowe z coraz bardziej popularnym Drop Shotem, ale też i polować na praktycznie wszystkie (no, może oprócz suma) drapieżniki żyjące w naszych wodach. Pisząc te słowa już słyszę oburzonych wędkarzy, dla których udane połowy gwarantuje jedynie specjalizacja. Prawda jednak jest taka, że „zawodowców” wśród 630 tysięcy zrzeszonych polskich moczykijów jest niewielu. Ogromna większość to ludzie, którzy z wędkarstwa chcą czerpać przyjemność. I właśnie dla nich stworzono Drop Shot Twins.

Myśląc o Robinson Drop Shot Twins nie mogę pozbyć się skojarzenia z motoryzacją, bo wędzisko to jakoś nieodparcie porównuję do aut typu SUV. Jeszcze 20 lat temu takie pojazdy były ewenementem i nikt nie wróżył im kariery. – Co jest do wszystkiego, jest do niczego – mawiano. I co? Ano to, że dziś coraz większy udział w rynku mają takie właśnie samochody. Przepisem na sukces okazała się ich uniwersalność. I taki jest też Drop Shot Twins. To najbardziej uniwersalna wędka, z jaką miałem styczność. Składa się z jednego dolnika i dwóch identycznej długości szczytówek – jedna ma ciężar wyrzutu 5-15 g, pełny, wklejany top i teoretycznie służy do jigowania, bądź łowienia metodą Drop Shot. Druga to klasyczny spinning o szybkiej akcji. Wędka uwagę zwraca niebagatelnym designem – biały blank z czarnymi omotkami przelotek i uchwytem z czarnej pianki dzielonej zielonymi pierścieniami wygląda rewelacyjnie. Neopren jest bardzo sztywny i niezwykle ciepły w dotyku, ma idealną grubość i zapewnia pewny chwyt nawet, gdy wędzisko jest mokre. Dzielony dolnik nieco wystaje poza łokieć, ale w żaden sposób nie przeszkadza to w manewrowaniu wędką. Dzięki temu spinning prawie idealnie wyważa kołowrotek Robinson Sashima FD 410, który nie tylko wyglądem świetnie pasuje do tego kija.
Oczywiście wygląd to rzecz subiektywna i na łowienie raczej przełożenia nie ma. Ale wykonanie, waga, akcja, czy wyważenie już tak. Po pierwszych próbach z Twins’em w ręku w kąt poszedł używany przeze mnie dotąd Diplomat, choć w teorii to przecież wędzisko pozycjonowane wyżej. Co mnie przekonało do biało-czarnego Robinsona? Przede wszystkim wyważenie, które jest o niebo dokładniejsze, niż w jego starszym bracie. Bardziej „pode mnie” jest też grubszy neopren na uchwycie, dzięki któremu mam większą kontrolę nad kijkiem i mogę szybciej i wygodniej zareagować na to, co dzieje się na końcu zestawu. Kolejnym atutem Twins’a jest jego zasięg. Dzięki zastosowaniu nieco większych przelotek nie ma problemu z precyzyjnym i dalekim posyłaniem wabików zarówno na żyłce, jak i na plecionce. Na słowa uznania zasługuje też blank zbudowany z wysokomodułowego węgla o sztywności do 62 mln PSI, który w przypadku zamontowania szczytówki o c.w. 10-30 charakteryzuje się szczytową, szybką akcją. Pod większą rybą ugięcie z typowo szczytowego przechodzi w parabolę, co zapobiega spadom.
Przyznam szczerze, że wędkę tę chciałem mieć w swoim arsenale ze względu na jesienne sandacze. Choć do października jeszcze trochę czasu jest, to lżejszą szczytówkę wypróbowałem w zestawie na okonie montując Drop Shota. Pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Ciężar wyrzutowy określony przez producenta na 5-15 jest moim zdaniem nieco „udelikatniony”, bo wędka spokojnie posyłała do wody jaskółki obciążone nawet 25-gramowymi oliwkami, co zdecydowanie przyda się na sandaczowych łowach. Miękka szczytówka ładnie reaguje na każde puknięcie o dno czy przeszkodę, nie ma też problemów z przegapieniem momentu brania. Jedynym defektem, jaki zauważyłem, jest przesztywnienie wędki w miejscu złączenia (efekt ten nie występuje przy opcji 10-30 g), ale to akurat zmora większości wklejanek. Niestety, szczytówka w wersji Jig nie daje rady przegiąć mocniejszego dolnika, więc w pierwszej fazie holu wędzisko pracuje tak naprawdę tylko od połowy. Dopiero zdecydowany opór na końcu zestawu sprawia, że giąć się zaczyna też dolnik. Za to mięsista akcja lżejszej szczytówki doskonale sprawdza się w klasycznym jigowaniu. A teraz najlepsze. Wędka Robinson Drop Shot Twins w wersji o długości 2,70 m i c.w. 5-15 g oraz 10-30 g kosztuje ok. 300 zł. Za takie pieniądze dostajemy dwa odmienne zestawy, za pomocą których spokojnie możemy łowić wszystko, co pływa w naszych wodach. Tego kijka możemy użyć zarówno do klasycznego spinningu, do jigowania, czy do metody Drop Shot. A co najważniejsze obsługuje się go naprawdę bardzo komfortowo. Dlatego z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to najbardziej uniwersalne wędzisko, z jakim miałem do czynienia. Idealnie sprawdzi się w rękach wędkarzy, którzy chcą spróbować kilku metod, ale nie chcą wydawać góry pieniędzy na dedykowane wędziska typu Perch, Zander czy Pike.