W sądzie walczą o podwyżki

Pracy sukcesywnie przybywa, a zarobki niezmiennie są na bardzo niskim poziomie. Wynagrodzenia większości z nich znacznie odbiegają od kwot, które jak mantrę powtarzają urzędnicy państwowi. Do tego dochodzi coraz większy stres i obciążenie. Pracownicy Sądu Rejonowego w Chełmie włączają się w ogólnopolską akcję protestacyjną. Część bierze urlop i jedzie pod sejm, reszta usiądzie za biurkiem w czarnych koszulkach.

Międzyzakładowa Organizacja Związkowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa domaga się wprowadzenia zmian w budżecie państwa w zakresie środków na wynagrodzenia. Jak na razie, mimo pełnego poparcia Ministerstwa Sprawiedliwości, resort finansów nie jest przychylny podwyżkom, więc pracownicy sądów (w tym Sądu Rejonowego w Chełmie) przygotowują się do strajku. Protest potrwa od wtorku do piątku (10-13 października).
Maria Ziętko, koordynator MOZ NSZZ przy SR w Chełmie, tłumaczy, że ich sytuacja finansowa wcale nie jest tak różowa, jak rysują ją urzędnicy państwowi. Zdecydowana większość zatrudnionych w sądach, to wcale nie sędziowie, a asystenci sędziów, urzędnicy i tzw. inni pracownicy (obsługa), których wynagrodzenia nie zależą od ustalanej w budżecie kwoty bazowej. 95 proc. z nich nie przekracza wynagrodzenia zasadniczego 4 tys. zł brutto, czyli 2.853,95 zł netto. Wiele osób zarabia nie więcej niż 2.500 zł brutto (1808,10 zł netto).
– Od lat płace pracowników administracji są zamrożone, a pracy jest ponad siły. Dochodzą kolejne obowiązki i programy do opanowania – mówi M. Ziętek.
Przedstawiciele chełmskiego sądu pojadą 10 października do Warszawy. Pod sejmem będą protestować ci, którzy otrzymali na ten dzień urlop. Kilkudziesięciu pozostałych, którzy nie mogą odejść od biurek, na znak solidarności i czas ogólnopolskiej akcji będzie przychodzić do pracy w czarnych koszulkach z symbolicznym wizerunkiem człowieka z pustymi kieszeniami i znakiem Stop zamiast głowy. Na obu budynkach SR w Chełmie zawisną też związkowe flagi. Protest nie powinien mieć wpływu na pracę sądu. (pc)