Sanepid: Jaja były dobre

Zbadano jaja, z których przygotowane zostały potrawy, ale samych potraw już nie zbadano. Mimo to sanepid nie ma wątpliwości co do żywności serwowanej podczas balu studniówkowego, bo i tak została ona poddana obróbce termicznej. Oficjalnie powód zatrucia u 158 uczniów i nauczycieli I Liceum Ogólnokształcącego w Chełmie pozostaje nieznany.

Właściciel firmy cateringowej obsługującej tegoroczny bal maturzystów I Liceum Ogólnokształcącego w Chełmie może spać spokojnie. Sanepid wykluczył, jakoby to serwowane na studniówce jedzenie miało być powodem masowego zatrucia.

Sprawa ujrzała światło dzienne zaraz po balu, który odbył się z racji sobotniej żałoby narodowej w niedzielę (20 stycznia). Dwa dni później, wtorek (22 stycznia), wielu uczniów nie pojawiło się w szkole, a jeden z rodziców powiadomił sanepid, że najprawdopodobniej doszło do zbiorowego zatrucia.

Młodzież po zabawie dostała ostrej biegunki, wymiotowała, miała bóle brzucha. Trójka maturzystów wylądowała nawet po balu pod kroplówką na SOR-ze. Nikt na szczęście nie trafił na oddział zakaźny.

Podejrzenie padło na jedzenie serwowane podczas balu. Inspektorzy z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie pobrali ze szkoły listy obecnych na zabawie i rozpoczęli dochodzenie epidemiologiczne. Ustalono, że na około 450 osób przebywających w noc studniówkową w szkole (włącznie z nauczycielami, ochroną czy DJ-em) 420 było zagrożonych.

Początkowo założono, że zatruciu uległo około 200 osób, później liczba ta spadła do 133, a w ubiegłym tygodniu sanepid poinformował o 158 chorych (wciąż nie wszyscy zostali przebadani). Wśród osób z objawami ostrego zatrucia byli zarówno sami uczniowie, jak i nauczyciele I LO.

Co było powodem? Tego się raczej nie dowiemy. Sanepid pobrał próbki do analizy (pod kątem bakteriologicznym oraz wirusologicznym) od chorych i pracowników firmy cateringowej– z kuchni i sprzętu używanego do przygotowywania dań, a także próbki jaj. Wszystkie wyniki okazały się ujemne.

Jak zapewnia Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie, fakt, że próbki pobrano z umytych naczyń i wyczyszczonych powierzchni, nie ma tu nic do rzeczy, bo inspektorzy wiedzą, w które zakamarki należy sięgnąć, by pobrać odpowiedni materiał – jeśli byłoby coś nie tak, wyszłoby to w trakcie badania.

Tak samo nie powinno mieć znaczenia, że inspektorzy pobrali tylko próbki jaj, których użyto do przygotowania potraw, a nie wyprodukowanej już żywności (firma nie miała obowiązku przechowywania resztek ze studniówki). To w kierunku jaj zachodziło podejrzenie, a poza tym żywność przed podaniem została poddana obróbce termicznej. (pc)