Seksualne niewolnice z misiem pod poduszką

Ksiądz, któremu nie udało się udowodnić winy. Pedofil, który miesiącami wykorzystywał młodszą siostrę. Psychol, który upośledzonego umysłowo siostrzeńca gwałcił pompką do roweru. Matki patrzące z zawiścią na własne córki, będące obiektem pożądania ojczymów.
10-latki rozbierające się przed kamerą za doładowanie telefonu. Dewianci, wykolejeńcy.
To wszystko dzieje się tutaj, wokół nas!

Był rok 2013. Ona miała 13 lat, on zbliżał się do osiemnastki. Rodzony brat zamienił dziewczynkę w swoją seksualną niewolnicę. Przez kilka miesięcy robił z nią, co chciał i kiedy chciał. I nikt mu się nie sprzeciwiał. Dewiant zaciągał siostrę w ustronne miejsca i gwałcił (prokurator ustalił, że dramat 13-latki trwał od maja do października 2013 r.). Dopiero gdy wyjechał za granicę, matka zgłosiła sprawę – 3 lata później, w 2016 r. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia 21-letni dziś dewiant z gm. Dubienka wrócił z Niemiec w rodzinne strony. Jeszcze tego samego dnia został zatrzymany i osadzony w areszcie, gdzie prawdopodobnie posiedzi do procesu. Odpowie za pedofilię i kazirodztwo.
Wrzesień 2015 r. Prokuratura Rejonowa w Chełmie wszczęła postępowanie w sprawie molestowania innej 13-latki. Nowemu partnerowi matki dziewczyny przestała wystarczać dorosła konkubina. Zaczął się dobierać do jej jedynej córki. Łapał ją, całował, obmacywał, wkładał palce… Nastolatka przerwała milczenie, a mieszkaniec gm. Leśniowice został aresztowany. Po jakimś czasie areszt jednak uchylono. Ofiara molestowania zaprzeczyła wszystkiemu – zeznała, że konkubent matki nigdy jej nie tknął. Biegła nie uwierzyła w tę wersję, uznając zeznania za niewiarygodne. Nastolatka prawdopodobnie zmieniła wersję zdarzeń pod naciskiem matki. Sprawa toczy się dalej, a mężczyzna otrzymał dozór policyjny. Ma też zakaz opuszczania kraju.
To przerażające, ale tak to, niestety, wygląda. O koszmarze dziecka dowiadują się najpierw matki i to one najczęściej zgłaszają sprawę do komendy i prokuratury. To na wsparcie tej – wydawać by się mogło – najważniejszej w życiu małej dziewczynki osoby – liczą ofiary pedofilów. Ale nawet one potrafią zawieść. Są matki, które reagują od razu, gdy tylko zobaczą dziwny ślad na ciele dziecka i podejrzane zachowanie ojca lub ojczyma; są takie, które dla „dobra rodziny” udają, że o niczym nie wiedzą – milczą i latami kryją tajemnicę za czterema ścianami. Są też takie, które z pogardą patrzą na własne córki, gdy odkryją prawdę. Chorobliwie zazdrosne o partnera, że ten interesuje się „młodszą”, zamiast bronić dziecka – przelewają na nie falę nienawiści.

Milcz, bo i tak nie uwierzą

Wieść o tym, że jeden z księży z terenu powiatu chełmskiego jest podejrzewany o molestowanie nastolatki, krążyła po wsi. Ofiara złożyła zeznania, prokuratura wszczęła śledztwo, ale choć wszyscy byli przekonani o zboczeniach kleryka – nie udało się tego dowieść.
Problem w tym, że przypadki molestowania dzieci zgłaszane są po czasie. Trudno wtedy udowodnić winę. To słowo ofiary przeciwko słowu podejrzanego. Dlatego średnio połowa postępowań przy tego typu sprawach kończy się umorzeniem.
Ofiary milczą, bo się boją. Sprawca (najczęściej ojciec, ojczym lub wujek) niszczy w nich poczucie własnej wartości – utwierdza je w przekonaniu, że i tak wszyscy uwierzą jemu, bo jest dorosły, a nie małoletniej. Tchórz i prymityw. Grozi pobiciem, podpaleniem, zabójstwem. Bywa, że dziecko nie ma też tak naprawdę nikogo, komu mogłoby się zwierzyć (pochodzi z rodziny niepełnej, jest sierotą lub eurosierotą). Dopiero po latach, gdy ofiary molestowania rodzą własne dzieci, przerywają milczenie. W 2014 r. zgłosiła się jedna z mieszkanek gm. Chełm. Kobieta zeznała, że wielokrotnie była przed laty wykorzystywana przez wujka. Początkowo usiłowała o tym zapomnieć (3 razy próbowała też popełnić samobójstwo). W międzyczasie mężczyzna skłócił się z rodziną i zniknął ze środowiska. Kobieta sądziła, że wszystko jakoś samo się ułoży, że zapomni. Tyle że on wrócił i zaczął się znów kręcić w okolicy, a ona miała już własną córkę. Bała się, że dewiant będzie się próbował również dobierać do jej dziecka. Na to już nie mogła pozwolić. Udało się. Mężczyzna został skazany i odsiaduje karę 6 lat więzienia.

W niebieskim pokoju

– Trudno jest brać na swoje barki ciężar odpowiedzialności za brak pomocy osobie, która jej faktycznie potrzebuje. Dlatego staramy się, mimo wszystko, takie sprawy, nawet bardzo wątpliwe, kierować do sądu. Nierzadko bywa, że właśnie na etapie sądowym sprawa się wzmacnia – dochodzi do spektakularnych zwrotów, pojawiają się nowe wątki – wyjaśnia Andrzej Lebiedowicz, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chełmie.
Samo śledztwo trwa średnio ok. 7 miesięcy. Po ok. 2 miesiącach od zgłoszenia zawiadomienia sąd przesłuchuje ofiarę (może to potrwać nawet kilka godzin). Tylko raz, w „Niebieskim pokoju”, w obecności psychologa i sędziego. Prokurator (wraz z ewentualnym obrońcą oskarżonego) obserwuje wszystko z drugiego pokoju przez weneckie lustro. Nagranie z zapisem przesłuchania jest potem odtwarzane na rozprawie, a protokół odczytywany (ponowne przesłuchanie następuje tyko w wyjątkowych okolicznościach). Po to, by zaoszczędzić ofiarom kolejnych traumatycznych przeżyć. Niepisaną zasadą jest też, że w sprawach o molestowanie dzieci uczestniczą sędziny, a nie sędziowie. Przed kobietami łatwiej im się otworzyć.
– Powracanie do drastycznych wspomnień wiąże się z ogromnymi emocjami i prawie zawsze z płaczem. Ofiary są pełne strachu, zamknięte, wstydzą się. Z kolei małe dzieci są jeszcze nieświadome, nie rozumieją tego i nie znają terminologii. Dlatego najpierw psycholog odbywa rozmowę badającą zasób słownictwa dziecka, jego poziom rozwoju – by dostosować poziom pytań zadawanych podczas przesłuchania – mówi zastępca Prokuratora Rejonowego w Chełmie.
Kilkulatek wie, że ojciec czy wujek kazał mu dotykać „siusiaka”, a jemu się to nie podobało, ale nie wie, dlaczego tak się działo i jak bardzo było to złe.
Po około dwóch miesiącach od przesłuchania przychodzi opinia psychologa – czy dziecko ma skłonność do konfabulacji, czy może być pod wpływem innych osób (w 2015 r. umorzono 4 postępowania po tym, jak okazało się, że matki każą dzieciom kłamać, by wygrać sprawę rozwodową i o alimenty) oraz czy jego zachowania są typowe dla dziecka skrzywdzonego (jest wycofane, garbi się, kuli i chowa genitalia, ma bóle brzucha i odruchy wymiotne). – Zdarzają się też przypadki, że ofiarą pada kilkumiesięczne dziecko. Tu trzeba być wyjątkowo ostrożnym, by nie pomylić śladów z otarciami i odparzeniami od pieluchy – dodaje prok. Lebiedowicz.

Na łące, pośród kwiatów

Sprawa wypłynęła w 2015 r. i trafiła już na wokandę. W jednej z wsi na terenie gm. Ruda-Huta dochodziło do drastycznych scen. Kobieta z 5 dzieci (w tym 4 upośledzonych umysłowo) mieszkała w jednym domu, a jej matka i brat (Edward G.) po sąsiedzku. Pod koniec lipca mężczyzna (alkoholik ze znacznym stopniem upośledzenia) został przyłapany na gorącym uczynku – na łące molestował chorego siostrzeńca. Natychmiast został zatrzymany i aresztowany. Udowodniono, że G. od czerwca wykorzystywał seksualnie swoich dwóch siostrzeńców (w wieku 16 i niespełna 18 lat, ale – jak stwierdził psycholog – mentalność chłopców była na poziomie 7-8-latków). Jednego z nich gwałcił nawet pompką do roweru. Wobec oskarżonego stwierdzono, że poczytalność w momencie popełnienia czynu była w znacznym stopniu ograniczona.

Rozbierz się, zasilę ci telefon

W 2015 r. prokuratura prowadziła 5 postępowań dotyczących nagabywania nieletnich przez internet w wiadomym celu. W jednym przypadku chodziło o sprawcę działającego na terenie całego kraju, ale w pozostałych – o mieszkańców miasta i powiatu. W ostatnich miesiącach nie wpłynęło tego typu żadne nowe zawiadomienie. Pojawiło się za to nowe, niepokojące zjawisko. Pedofile wyszukują swoje ofiary w „sieci” i proponują im układ. W zamian za doładowanie telefonu na kartę lub kilka złotych dziecko ma się rozebrać przed kamerą, nagrać filmik, jak dotyka intymnych miejsc i wysłać go swojemu „sponsorowi”. Najstarsza ofiara – 15 lat, najmłodsza – 10-letnia dziewczynka. – Radziłbym przede wszystkim wzmożenie nadzoru rodzicielskiego – apeluje prokurator Lebiedowicz.
Po przedstawieniu zarzutów oskarżonego bada seksuolog (od stopnia zaburzeń preferencji seksualnych i zdiagnozowanej pedofilii zależy późniejszej leczenie dewianta). Za molestowanie dziecka sprawca może usłyszeć wyrok od 2 do 8 lat więzienia. Średnio zostaje skazany na 4 lata.
Pedofilia nie jest przypisana do żadnego konkretnego środowiska. Na tzw. czystą pedofilię w całym kraju choruje zaledwie kilkadziesiąt osób. W pozostałych przypadkach ma miejsce pedofilia zastępcza – dziecko staje się obiektem popędu seksualnego w konkretnej sytuacji (tym bardziej, gdy w grę wchodzi alkohol). Dla mężczyzny jest wówczas bardziej dostępnym i łatwiejszym do zdobycia celem. (pc)