Torturowali dla pieniędzy. Wciąż są na wolności

Bandyci grasują. W ciągu tygodnia dwie rodziny z powiatu chełmskiego padły ofiarą brutalnych rozbojów w swoich domach. Dla pieniędzy i kosztowności bandyci przypalali ciała swoim ofiarom, podtapiali, miażdżyli palce. Nikt nie wie, kim są, gdzie i kiedy uderzą po raz kolejny. Co robi policja, by zapobiec okrutnym przestępstwom?

Koszmar w Okszowie

Około północy (9/10 maja) zamaskowani bandyci sprawnie włamują się do domu chełmskiego przedsiębiorcy. Wchodzą na piętro i gwałtownie rzucają się na śpiące ofiary. Nie ma szans na najmniejszy opór. Naciągają napadniętym na głowy czarne worki i krępują ręce i nogi. Kobietę rzucają na podłogę w łazience. Od mężczyzny żądają pieniędzy i kosztowności. Dostają, co chcą, ale przez dwie godziny brutalnie torturują swoją ofiarę, bijąc, przypalając ciało żelazkiem, miażdżąc palce młotkiem. Chcą mieć pewność, że zabiorą wszystko, co jest do zabrania. Sytuacja nie do wyobrażenia. Zamknięta i związana w łazience kobieta, słyszy odgłosy tortur i czeka na swoją kolej. W powietrzu czuć woń benzyny, co rodzi u ofiar lęk przed spaleniem. Przestępcy metodycznie przeszukują dom. Zabierają 20 tysięcy złotych i pół kilograma kosztowności. Nie zostawiają niemal żadnych śladów. Skrępowanym ofiarom udaje się przeczołgać do salonu i wezwać przez otwarte drzwi balkonu pomoc. Policję wzywa najprawdopodobniej ktoś z sąsiadów, który usłyszał wołania o ratunek.

Kilka dni wcześniej

Noc z 3/4 maja, Ochoża-Kolonia, kilka kilometrów od Chełma. Bandyci wdzierają się do domu emerytowanego funkcjonariusza straży granicznej i rzucają się na siedzące w salonie małżeństwo. Jest ich pięciu, są zamaskowani, mają rękawiczki, a na głowach kominiarki. Mężczyzna usiłuje się bronić, ale zaprzestaje oporu, gdy widzi obezwładnioną żonę i przystawione do swego brzucha widły. Jeden z bandytów grozi, że wbije je za chwilę głębiej. Ofiary zostają mocno związane. Mężczyzna mimo wskazania, gdzie trzyma pieniądze, zostaje pobity i zawleczony do łazienki. Tam około godziny jest torturowany, żeby powiedział wszystko, a przynajmniej potwierdził, co mówił wcześniej. Jest bity i przytapiany. W końcu traci przytomność. Brutalni przestępcy zabierają nieco ponad dwa tysiące złotych, smartfona i znikają. Kobiecie udaje się po jakimś czasie poluzować więzy i dotrzeć do małżonka, który leży nieprzytomny w wannie. Jest przekonana, że znajdzie go martwego…

Policja prowadzi działania operacyjne

Bandyci to nie amatorzy, a dobrze zorganizowana grupa przestępcza. Swobodnie otwierają zamki w drzwiach, nie zostawiając żadnych widocznych śladów włamania. Wchodzą w kominiarkach i rękawiczkach, nie zostawiając niemal żadnych śladów.
Ludzie, dla uspokojenia się, tworzą plotki, że na pewno w napadach chodziło o jakieś porachunki. Łatwiej z tym żyć, niż ze świadomością, że tak naprawdę każdy może paść ofiarą takiego najścia. I nieważne czy to dom na przedmieściu, w mieście czy mieszkanie w bloku. Bandyci działają tak zdecydowanie, że ofiary nie mają czasu na reakcję i zaalarmowanie otoczenia. Momentalnie są obezwładniane i mają zaklejane usta. Rabusie działają przy świetle latarek. Wszystko wskazuje na to, że brutalnym przestępcom chodzi wyłącznie o pieniądze, a mała kwota z pierwszego napadu mogła wywołać wściekłość i wzrost brutalności w kolejnym najściu. Co będzie dalej…

Śledczy założyli, że w obu przypadkach napady miały motywy rabunkowe. Z tym że, jak mówi ofiara z Ochoży-Kolonii, ich rodzina stałą się przypadkowym celem, bo bandyci szukali pieniędzy ze sprzedaży samochodu. Dostali błędny namiar?

Prokuratura nie podaje szczegółów sprawy. Przesłuchiwani są świadkowie. Na razie nie ma jednak wytypowanych podejrzanych. Jak mówi Lech Wieczerza, prokurator rejonowy w Chełmie, na tym etapie śledztwa nie ma stuprocentowej pewności, że obu napadów dokonali ci sami sprawcy. Do domu w Ochoży-Kolonii miało ich wpaść pięciu, w Okszowie mówi się o trzech lub czterech. Ale przecież reszta mogła być na zewnątrz… Podobno bandyci między sobą mówili po rosyjsku lub ukraińsku. Jeśli byli to obcokrajowcy, mieli czas, by dotrzeć do najbliższego przejścia w Dorohusku i przekroczyć granicę (wyjazdy tamtych nocy są sprawdzane), ale mogli też ruszyć w głąb kraju. Mogli to być też Polacy, dla zmylenia tropu udający naszych wschodnich sąsiadów, co zdarza się dosyć często.

Jedno jest pewne, aż tak brutalnych przestępstw nie było w naszych okolicach już dawno. Ludzie są w szoku, bo z takimi potwornościami, jakie spotkały te dwie rodziny, można zetknąć się w filmach czy książkach. Nie sposób sobie wyobrazić, co czuły ofiary. Najgorsze jest jednak to, że ofiarą bandytów nawet „przez pomyłkę” może paść każdy. Czy policja zdoła namierzyć gang bezwzględnych włamywaczy, zanim zaatakują kolejny raz? Czy chełmianie mogą czuć się bezpiecznie we własnych domach?

Zazwyczaj do tego typu spraw powoływana jest specjalna grupa operacyjna policji. Czy tak będzie tym razem? Jakie działania zostały już podjęte? Na te pytania, z wiadomych względów, nie chce odpowiedzieć p.o. komendanta miejskiego Policji w Chełmie, mł. insp. Paweł Łuka. Podobno trwają intensywne działania pod nadzorem komendy wojewódzkiej i prokuratury. Jednak nieoficjalnie wiadomo, że śledczy są w tzw. lesie. Czyżby pozostawało czekać, aż bandyci uderzą ponownie… (pc)