W powiecie grasuje piroman

Tak duża liczba podejrzanych pożarów nie może być przypadkiem, to muszą być celowe podpalenia. Ktoś regularnie jeździ po powiecie i podkłada ogień. Czy uda się go w końcu powstrzymać? Mieszkańcy mają związane języki.

Wtorek (17 marca): Leszczanka, Chojno Nowe Drugie, Wólka Kańska, Siedliszcze, Kanie, Lechówka, Chojeniec, Ostrów, Wojciechów, Zawadówka, ul. Metalowa w Chełmie, znowu Wojciechów, Wola Korybutowa Druga.

Poniedziałek, dzień wcześniej: Wojciechów, Liszno, Kanie, Zarzecze, Zawadówka, Wojciechów i ponownie Wojciechów, Wólka Kańska, Chojeniec, znów Kanie, Romanówka, ul. Legionów Polskich i Metalowa w Chełmie, Kanie-Stacja, Chojeniec-Kolonia.

To tylko dwa przykładowe dni z ostatnich tygodni. Widać jednak jak na dłoni, ile razy w ciągu doby i gdzie płoną suche trawy. Oficjalnie podwodem tych pożarów jest zaprószenie ognia przez osobę o nieustalonej tożsamości. Nieoficjalnie mówi się wprost: to podpalenia.

Nie ma tu mowy o niekontrolowanym rozprzestrzenieniu się ognia z powodu wypalania traw przez rolników, bo w większości płoną nieużytki, łąki nad Wieprzem. – Niemożliwe, żeby zapaliło się samo albo od rzuconego niedopałka – podkreślają strażacy. Ktoś regularnie (od popołudnia, gdy tylko trawa wyschnie z rosy, do wieczora) jeździ (rowerem?) i podkłada ogień. Niestraszna mu nawet pandemia koronawirusa.

Policjanci straszą grzywną, aresztem, a nawet więzieniem za wzniecenie pożaru. Strażacy apelują, bo nie dość, że taki pożary są niebezpieczne i niszczą przyrodę, to jeszcze słono nas wszystkich kosztują. Benzyna, koszty amortyzacji i środków gaśniczych – wydatki na zaledwie jedną akcję opiewają na kilka ładnych tysięcy złotych, a przecież to wszystko jest finansowane z kieszeni podatnika. Do tego dochodzą kolejne wydane kwoty, jeśli podczas gaszenia płomieni zostanie zniszczony sprzęt. Poza tym w walkę z pożarami traw na kilka godzin angażuje się większość sił, a przecież w każdej chwili w zupełnie innej części powiatu może zapalić się dom. Co wtedy? Dojazd na miejsce będzie trwał znacznie dłużej, niż gdyby jednostki były w komendzie w gotowości. Szkoda tylko, że do podpalacza czy podpalaczy – kimkolwiek są – to nie dociera. Rok temu, gdy z takim samym nasileniem płonęły nieużytki w gminie Siedliszcze, służby robiły pogadanki, spotkania i nawet ksiądz z ambony apelował do wiernych w tej sprawie. Efekt: w tym roku łąki płoną już nie tylko w gm. Siedliszcze, ale i okolicznych wioskach.

Policjanci mówią, że mają związane ręce, bo do wszczęcia dochodzenia potrzebne jest zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a żadne dotychczas nie wpłynęło. Patrząc jednak na powtarzalność miejsc, w których dochodzi do pożarów, aż dziw bierze, że mieszkańcy nie angażują się w akcję poszukiwań piromana. Czy naprawdę nikt ani rok temu, ani teraz nie zauważył nic ani nikogo podejrzanego? (pc, fot. OSP KSRG Wierzbica)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here