Wzbudza piękno i uniesienie

Lubelscy filharmonicy z dyrygentem Wojciechem Rodkiem

Dyrygent Wojciech Rodek wprowadził Filharmonię w rok jubileuszu. Obejmując jej kierownictwo latem 2018 – jako uprzedni dyrektor artystyczny FL – był także, i pozostaje od lat, dyrygentem tutejszej orkiestry symfonicznej. Stąd cała gama kompetencji do aktualnej roli. Dziś, kreśląc nowe plany dla tej instytucji, dyrektor Rodek chętnie sięga do kart historii oraz przywołuje dokonania swych poprzedników.


Podwaliny placówki dał niewielki zespół smyczkowy. Za początek działalności Filharmonii im. Wieniawskiego przyjmuje się koncert kilkunastu kameralistów tuż po wojnie w zrujnowanym wówczas mieście.

Pomysłodawcą utworzenia zespołu, który później zyskał miano Lubelskiej Orkiestry Symfonicznej był młody warszawski dyrygent Zygmunt Szczepański. Muzyków pozyskiwał z kawiarń, klubów tanecznych i orkiestr wojskowych. Pomagał mu w tym Edward Wrocki – krytyk muzyczny. Proponowali muzykom występy w tworzonym zespole. Nie obiecywano jednak nikomu gaży, a tylko możność wspólnego grania – wspominają skrzypkowie pierwszego składu kameralistów.

Początki instytucji datuje się od grudniu 1944 – wówczas powołanie jej anonsowała lokalna gazeta. Było to efektem koncertu wspomnianej małej orkiestry smyczkowej, pierwszej na wyzwolonych terenach Polski. Siedzibą filharmonii stała się sala na tyłach Teatru im. Osterwy, a od 1995 roku południowa część gmachu Teatru w Budowie, dziś Centrum Spotkania Kultur.

Pierwszym dyrektorem FL w latach 1945-1951 był Jan Widmański. Kolejni to m.in.: Antoni Niemczynowski1(951-1953); Andrzej Cwojdziński – dyrektor i kierownik artystyczny w latach 1957-1963; Marian Lewandowski (1964-1969); Adam Natanek (1969-1990); Leszek Hadrian (1990-1996); Teresa Księska-Falger – dyrektor naczelny (1996-1997), dyrektor naczelny i artystyczny (1997-2003); Mirosław Ziomek (2003-2009); Jan Sęk (2009-2018); Wojciech Rodek – dyrektor artystyczny 2012-2017 i dyrektor naczelny od września 2018 roku.

Filharmonia ma na swym koncie liczne wydawnictwa płytowe. Długo by wymieniać sławnych muzyków występujących na jej scenie.

Jest się czym chwalić

Obecny szef Filharmonii Lubelskiej przywiązuje dużą wagę do rocznic i dziejowych wydarzeń w życiu tej instytucji. Jednak najbardziej ceni sobie stabilny grunt firmy. „Dyrygowanie” tym organizmem nie przychodzi bowiem łatwo. Przez ostatni rok należało wygładzić relacje międzyludzkie, ugruntować zespół, uporządkować regulaminy, wzmóc starania o mocne wsparcie finansowe.

– Ten rok był dla nas bardzo dobry. Złożyły się nań wydarzenia, takie jak 450-lecie unii lubelskiej, 75. rocznica utworzenia muzeum na Majdanku, 20 lat samorządu lokalnego oraz sam historyczny jubileusz filharmonii. Mieliśmy sporo możnych partnerów, dzięki którym odbywały się tu wielkie koncerty, jak choćby ów zamówiony przez kancelarię Sejmu RP, z udziałem parlamentarzystów Polski i Litwy. Były też płatne transmisje TV – wylicza dyrektor Rodek.

To pozwoliło filharmonii zapłacić zaległe rachunki. Obecnie sami próbują znaleźć środki do życia instytucji, głównie na szczeblu centralnym, gdzie wysoko ocenia się lubelskie projekty. Wnioski regularnie składane do ministerstwa kultury, do Instytutu Muzyki i Tańca zyskują najwyższą punktację w kraju – jak np. projekt Forum Lutosławskiego, projekt „Muzyka”. Nie tylko zasilają kasę filharmonii, są ponadto opiniowane jako najlepsze w Polsce.

– Obecnie zdobywamy tzw. fundusze wyszehradzkie, bo jeden z czeskich festiwali muzyki został naszym partnerem. Efektem są środki z tego tytułu oraz możność koncertowania w Pradze. Za rok wyjeżdżamy na prestiżowe występy w najlepszych salach koncertowych nad Wełtawą, np. im. Bedřicha Smetany – zaznacza.

Jest więc wsparcie idei Wyszehradu poprzez łączność kulturową tego obszaru UE z Lublinem. Jest też niewątpliwie duża promocja miasta i regionu. Lubelscy włodarze nie powinni szczędzić grosza na tę europejską trasę Filharmonii (od 20 lat FL to instytucja samorządu województwa).

– Obecna współpraca z urzędem marszałkowskim układa się na tyle dobrze, że nie muszę już drżeć o los instytucji, przynajmniej na tym etapie jej działania – wyznaje dyrektor Rodek. Pokłada nadzieje, że podobnie myślą urzędnicy. Na funkcjonowanie filharmonii potrzeba 10 mln zł rocznie. – Tyle od marszałka nie dostanę, ale Jarosław Stawiarski stale pertraktuje w ministerstwie kultury o współfinansowanie FL. Niezależnie od tego szukam ścieżek w tym zakresie, gdzie tylko się da.

Filharmonia znaczy promocja

Zdaniem dyrektora ta instytucja może być świetnym narzędziem marketingu Lublina i województwa. Jednak trzeba by w pełni wykorzystać atuty kulturowe oraz chluby naszego grodu. A należą do niej m.in. Henryk Wieniawski i Ludomir Michał Rogowski – nieeksploatowani artystycznie tak, jak na to zasługują.

– Dlaczego dotąd nie ma w Lublinie profesjonalnego centrum, które byłoby przewodnikiem po ich twórczości, przynajmniej Wieniawskiego? – pyta dyrektor. – Turyści znaleźliby tam płyty, nuty, pamiątki po tych gigantach polskiej muzyki klasycznej.

Dzięki nim fama o „muzycznym czakramie” Lublina poszłaby w świat. Rodzimi mistrzowie muzyki klasycznej byliby najlepszymi ambasadorami Lubelskiego. Podpowiadam więc: W pobliskim Centrum Spotkania Kultur jest tyle przestrzeni, że z pewnością znajdzie się tam miejsce na Ośrodek Twórczości Wieniawskiego. Dyrektor podziela ten pogląd.

Wojciech Rodek to pasjonat sztuki muzycznej. Wykazuje ogromny – wręcz romantyczny optymizm, skutkujący przekonaniem, że lokalna społeczność potrzebuje tego rodzaju, wysokiej kultury, jaką zapewnia filharmonia.

– Nie można żyć jedynie rozrywką. Potrzebna jest sztuka, która wzbudza w człowieku rodzaj piękna i stan uniesienia, jakiego nie da się w żaden inny sposób osiągnąć – twierdzi maestro. – Po to właśnie mamy filharmonię. Tu możemy dawać ludziom kolejne okazje, by przeżyli coś niezwykłego, jeśli tylko przekonamy ich do siebie. Mogę w tym liczyć na Zuzannę Dziedzic – naszą wicedyrektor.

Silną pozycję filharmonii buduje m.in. oferta muzyczna kierowana na cały region. Koncerty wyjazdowe z projektem „Śpiewnik domowy” odbywały się latem od Biłgoraja po Terespol. Dyrektor chce również poszerzyć audytorium o słuchaczy w Lublinie – takich przypadkowych, zastanawia się tylko, jak to zrealizować. Znów chętnie podpowiem: Ledwie kilkaset metrów od drzwi Filharmonii jest muszla koncertowa Ogrodu Saskiego, w której latem można by organizować występy plenerowe Orkiestry Symfonicznej FL.

Komu blisko do filharmonii?

Jaka jest dziś publiczność FL? Te pytania kieruję do Małgorzaty Prus, odpowiadającej za promocję i organizację widowni. – Pod kierownictwem dyrektora Wojciecha Rodka chcemy pokazać, że w filharmonii nie musi być nudno, że ma ciekawą, a jednocześnie ambitną propozycję spędzania czasu. Cieszy fakt, że naszą ofertą interesuje się coraz młodsza publiczność – zauważa.

W kasach FL potwierdza to Arnika Cużytek, od 20 lat będąca na pierwszej linii kontaktu z melomanem: – Niegdyś wśród klienteli filharmonii dominowali ludzie starsi. Teraz audytorium podlega dużej zmianie. Przez ostatni rok publiczność bardzo nam odmłodniała.

Sprzyjają temu pomysły dyrekcji angażujące młodzież. Wszystkim tu zależy na propagowaniu edukacji muzycznej w tej grupy odbiorców. – Marzy mi się, by młode talenty muzyczne mogły rozwijać się właśnie pod kuratelą filharmonii. Pragnę poprzez instytucję zachęcać młodych ludzi z całej Lubelszczyzny, by mogli i chcieli studiować muzykę – zapewnia Wojciech Rodek. Dowodem na te słowa jest powołana przez niego do życia Młodzieżowa Orkiestra Symfoniczna FL, licząca ok. 80 osób. Dyrektor chce by powstał również Chór Młodych FL.

Ciekawy plan stanowią… koncerty bez tytułu i programu wykonawców. Muzyczna enigma? – Tak. Niech słuchacz przyjdzie i kompletnie nie wie, co wysłucha na scenie. Nie musi wiedzieć, kto zagra, nie potrzebuje też wiedzy historycznej o kompozytorach. Niech słucha, jak zagramy, a na pewno wyjdzie zadowolony – mówi Wojciech Rodek. Po części żartobliwie, bo któż kupowałby bilety na taką muzyczną „randkę w ciemno”, ale i serio, gdyż będą takie koncerty z cyklu „Encyklopedia Muzyki”, których program pozostanie dla słuchaczy zagadką.

Filharmonia – scena dla każdego?

– Co robi Doda w filharmonii? – pytam znienacka, zwłaszcza, że tę wątpliwość mogą mieć ortodoksyjni bywalcy świątyni muzyki.

– Jeśli ktoś lubi Dorotę Rabczewską i przychodzi jej wysłuchać, z orkiestrą symfoniczną, ja dopuszczam taką możliwość – zwierza się dyrektor. – Tym bardziej, gdy zapytani o to członkowie orkiestry nie zgłaszają sprzeciwu.

– Trzeba nam zarabiać poprzez wynajem sali, musi ona pracować na siebie nawet poprzez takie osoby jak Cejrowski czy Jan Pietrzak. To nie oznacza, że automatycznie firmujemy te wydarzenia, tym bardziej, gdy zastałem je już zakontraktowane w kalendarzu poprzedniego dyrektora. Należało tego dotrzymać – kontynuuje. – Poza tym, z wpływów za takie imprezy możemy sfinansować inne rzeczy, niedochodowe – zaznacza.

– Co dalej z koncertami tego typu, czy nie będą ukłonem w stronę komercji? – dopytuję.

– Będąc konsekwentnym menedżerem, mogę godzić się na coś w rodzaju sprzedaży łączonej, jednak do pewnych granic. Oddzielamy imprezy, które nie licują z powagą filharmonii… zapewnia Wojciech Rodek.

– A zatem nie zagości tutaj hip hop ani (nie daj panie Boże) disco polo? – upewniam się.

– W żadnym wypadku – potwierdza wyraziście dyrektor Filharmonii Lubelskiej.

W ramach tzw. koncertów impresaryjnych FL wkrótce użyczy swą scenę m.in. takim wykonawcom, jak: Edyta Gepert, Lao Che. Filharmonia nie zabiega jednak o tzw. imprezy zewnętrzne. Pragnie rozwijać własną działalność muzyczną. Jak dowodzi praktyka minionego roku, wpływają one na budżet nie gorzej niż te komercyjne.

Nowe otwarcie filharmonii jest ukierunkowane na edukację. Koncerty Familijne czy Filharmonia Malucha cieszą się niebywałym powodzeniem. Zwłaszcza te dla dzieci, nawet najmłodszych, są wielokroć powtarzane. Afisze FL mówią same za siebie, wystarczy wejść na http://www.filharmonialubelska.pl/www.filharmonialubelska.pl.

Marek Rybołowicz

Koncert finałowy jubileuszu

13 grudnia 2019 r. odbędzie się wielki koncert podsumowujący jubileusz Filharmonii Lubelskiej. Ponieważ bilety już dawno wyprzedano, dyrekcja proponuje koncert w dodatkowym terminie 12 grudnia.

Wieczór kończący obchody 75-lecia instytucji wypełni muzyka Rossiniego, Rachmaninowa i Beethovena. Gościem wieczoru będzie Lukas Geniušas – laureat wielu konkursów pianistycznych, zdobywca II nagrody na XVI Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Chopina w Warszawie oraz nagrody specjalnej Towarzystwa Chopinowskiego za wykonanie poloneza w II etapie. To jeden z najbardziej kreatywnych artystów swego pokolenia, medalista Konkursu Czajkowskiego w Moskwie (2015) – rekomenduje prowadzący koncert Stefan Münch.

Wieczór rozpocznie uwertura do opery „Wilhelm Tell” – to ostatnie dzieło Gioachino Rossiniego szczególnie popularne z uwagi na charakterystyczną ostatnią część. Następnie usłyszymy II Koncert fortepianowy c-moll Siergieja Rachmaninowa – niewątpliwie najpopularniejszy koncert fortepianowy tego kompozytora. Utwór powstał w latach 1900-1901. Autor tworzył to dzieło w okolicznościach rekonwalescencji po przebytej depresji oraz twórczym wypaleniu.

W 2020 r. cały muzyczny świat będzie czcić 250. rocznicę urodzin Ludwiga van Beethovena. To znakomita okazja by przypominać dorobek wielkiego klasyka, stąd w programie w tym koncercie dwa dzieła: uwertura „Leonora III” oraz Fantazja c-moll op. 80 na fortepian, chór i orkiestrę. Zwłaszcza popularna wersja uwertury „Leonora III” stanowi niezwykłe dzieło symfoniczne – samodzielne, tj. bez ścisłego związku z dramaturgią opery.

Z kolei Fantazja c-moll zaprezentuje unikalne zestawienie chóru z fortepianem. To drugie dzieło Beethovena (obok IX Symfonii), w którym orkiestra symfoniczna współgra z tak dużym gremium wykonawczym.

W ostatnim utworze koncertu wystąpi mieszany chór młodzieży szkolnej z Lublina. Orkiestrę Symfoniczną FL poprowadzi Wojciech Rodek. Marek Rybołowicz