Zabił kolegów, kary uniknie

Nie wiadomo, jakim cudem uszedł z życiem z wypadku kierowca BMW, które ponad 2 lata temu wbiło się w ścianę domu w Garbatówce niedaleko Urszulina. Takiego szczęścia nie mieli jego dwaj pasażerowie, którzy zginęli na miejscu. Początkowo śledczy sądzili, że zginął tylko jeden z nich. Ciało kolejnego odnaleziono dopiero dzień po tragedii.

Do wypadku doszło pod koniec kwietnia 2018 roku. Samochód marki BMW, za którego kierownicą siedział 28-letni wówczas kierowca, wypadł z drogi i dosłownie uległ zmiażdżeniu po uderzeniu w ścianę budynku. Interweniujące na miejscu służby wydobyły z wraku dwie osoby. Właściciela i jego kolegę. Ten pierwszy w ciężkim stanie trafił do szpitala, drugi zginął.

BMW podróżował jeszcze jeden mężczyzna. Po przeszukaniu miejsca zdarzenia policjanci ani strażacy nigdzie nie natknęli się na jego ślad. Uznano więc, że człowiek ten sam oddalił się w nieznanym kierunku. – Prawdę poznaliśmy drugiego dnia po wypadku – opowiada Jolanta Sołoducha, szefowa Prokuratuty Rejonowej we Włodawie, która prowadziła śledztwo.

– Właściciel sąsiedniej posesji znalazł na swojej działce zwłoki młodego mężczyzny. Szybko okazało się, że to zaginiony pasażer BMW. Człowiek ten nie odszedł z miejsca wypadku. Okazało się, iż siła, z jaką auto uderzyło w ścianę, była tak wielka, że ten mężczyzna wypadł z kabiny, przeleciał nad dachem domu i budynku gospodarczego, po czym spadł na sąsiednią posesję.

Po trwającym niemal 2,5 roku postępowaniu, po wielu opiniach biegłych, śledczy będą kończyć postępowanie przeciwko kierowcy BMW wnioskiem o jego umorzenie. Okazało się bowiem, że podejrzany nie może odpowiadać za swoje czyny i spowodowanie śmierci dwóch swoich kolegów, ponieważ jest niepoczytalny – cierpi na schizofrenię paranoidalną. (bm)