Zawadówka przytłoczona silosami

Pył na oknach, parapetach, samochodach i smród kiszonki – z tym muszą się mierzyć na co dzień mieszkańcy Zawadówki, po tym jak w sąsiedztwie powstały silosy zbożowe. Inwestycja, która miała przynieść podatki do lokalnego budżetu, ma też drugie, bardzo uciążliwe oblicze. Na tyle poważne, że mieszkańcy szykują się do protestów.

O kłopotach mieszkańców Zawadówki pisaliśmy już na początku bieżącego roku, wtedy skarżyli się, że silosy, które na terenie byłych Zakładów Drzewnych w Zawadówce postawiała firma Agrol Matejka, podzieliły miejscowość na dwie części. W trakcie budowy zamknięto funkcjonujący od lat popularny skrót odcinający osiedle dawnego CPN od stacji kolejowej. Burmistrz obiecywał podczas sesji, że stało się tak tylko na czas budowy bocznicy kolejowej. A wiceburmistrz Mirosław Kość mówił wówczas o korzyściach jakie gmina ma z nowego inwestora. – Firma zapłaciła prawie 200 tys. zł samego podatku od nieruchomości. Dla budżetu to dość znaczny podatek a będzie wyższy, jak firma się jeszcze rozwinie. Tam, gdzie są inwestycje, zawsze pojawiają się jakieś uciążliwości. Trzeba rozważyć czy jest to korzystne dla gminy, a wydaje nam się, że w tym przypadku tak jest – mówił w styczniu.

Dwie strony medalu

Nowy inwestor to oczywista korzyść dla gminy. Ale nie dla mieszkańców, którym po sąsiedzku wyrosły ogromne konstrukcje, i którzy muszą się teraz borykać ze wszystkimi uciążliwościami prowadzonej tam działalności. O swoich kłopotach mówili podczas ostatniej sesji Rady Miasta Rejowiec. Ich codzienność diametralnie zmieniła się na gorsze.

Mieszkańcy skarżą się przede wszystkim na intensywne zapylenie, które osiada niemal wszędzie – na elewacjach domów, roślinach i samochodach. – Z nieba dosłownie sypie się biały pył, coś w rodzaju wysuszonej kukurydzy, który pokrywa wszystko wokół – relacjonowali. Do tego dochodzą: hałas pracujących urządzeń, podrażnienia oczu, bóle głowy i trudności z oddychaniem.

Podobne obserwacje przekazała nam pani Magdalena, jedna z mieszkanek. Jak mówi, problem trwa od miesięcy i zamiast się zmniejszać – narasta. – Myjemy samochody codziennie, a i tak cały czas osiada na nich jakiś nalot, łupinki, pył. To samo mamy na parapetach i w ogrodach – opowiada. – A najgorzej jest nocą. Pojawiają się kłęby dymu, hałas i smród.

Mieszkańcy mówią o woni gnijącego zboża, a nawet chemikaliów. Podkreślają przy tym, że nie chodzi tylko o dyskomfort. W ich ocenie procesy zachodzące przy składowaniu kukurydzy mogą wiązać się z emisją niebezpiecznych substancji. – To nie są zwykłe „wiejskie zapachy”. Tu chodzi o zdrowie nasze i naszych dzieci – przekonywali podczas sesji. Dodają także, że po sąsiedzku pracujących na okrągło instalacji stoją wagony z paliwem, co także budzi ich niepokój. A po sesji mówili, że działalność byłych Zakładów Drzewnych, które funkcjonowały w Zawadówce przez lata, nigdy nie była tak uciążliwa.

Pani Magdalena zwraca też uwagę na chaos kompetencyjny między instytucjami. – Składamy skargi, dzwonimy a wszyscy odsyłają nas i zbywają. A przecież instytucje są po to, żeby nam pomóc – mówi. Mieszkańcy mają nadzieję, iż ostatecznie to Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nakaże przeprowadzenie szczegółowych badań.

Mają też żal do władz gminy o to, że wpuścili uciążliwego inwestora. – Co prawda były konsultacje społeczne, ale nie każdy o nich wiedział, nie każdy widział ogłoszenia. Dowiedzieliśmy się, kiedy było już za późno, kiedy wszystko było już przesądzone. Obiecywane przychody z podatków okazały się ważniejsze niż spokój ludzi – mówią dzisiaj mieszkańcy.

Gmina ma związane ręce?

Do zarzutów odniósł się burmistrz Rejowca Tadeusz Górski, który przekonywał, że gmina nie działa przeciwko mieszkańcom, a jej możliwości są ograniczone przepisami. Mówił, że decyzję o pozwoleniu na budowę wydał starosta chełmski, a sama inwestycja początkowo nie wzbudzała większych obaw. – Jeżeli ktoś mówił, że będą silosy zbożowe, to nasza ostrożność była w jakimś sensie uśpiona – przyznał. Teraz mieszkańcy mówią, że trzeba było sprawdzić działalność firmy w innych częściach kraju. Burmistrz zaznaczył również, że gmina podjęła działania zmierzające do dokładnego zbadania wpływu zakładu na środowisko. Trwa procedura związana z ewentualnym sporządzeniem raportu oddziaływania na środowisko, a ostateczne decyzje należą do odpowiednich instytucji. To one – jeśli zajdzie taka potrzeba – będą mogły nałożyć na inwestora konkretne obowiązki dotyczące ograniczenia hałasu, zapylenia czy odoru.

Ale tłumaczenia nie wystarczą mieszkańcom. Mówią o spadku komfortu życia, obawach o zdrowie i przyszłość swoich domów. Niektórzy zapowiadają już bardziej zdecydowane działania. – Chcemy pokazać, jak wygląda nasza codzienność. Będą banery, będą protesty, bo inaczej nikt nas nie usłyszy – zapowiadają. (reb)