Złożoność materii pana mecenasa

Czwarty z rzędu, 3-osobowy zespół lekarzy specjalistów nie jest w stanie uporać się ze sporządzeniem opinii psychiatrycznej zawieszonego w czynnościach adwokata i niedoszłego mordercy. Zdaniem sądu powodem trudności biegłych psychiatrów jest „złożoność materii”.

Przyzwyczailiśmy się, że latami ciągną się sprawy z powództwa cywilnego lub dotyczące domniemanych błędów w sztuce medycznej. Ale sytuacja, gdy od paru ładnych lat proces karny stoi w miejscu przez problemy z oceną stanu zdrowia psychicznego oskarżonego o usiłowanie morderstwa nożownika, który cały ten czas chodzi wolno po mieście – to brzmi absurdalnie.

Byli już psychiatrzy z naszego województwa, potem z woj. świętokrzyskiego, aż w końcu akta sprawy trafiły do biegłych psychiatrów ze szpitala w Toszku (woj. śląskie). Teoretycznie czwarty z rzędu, 3-osobowy zespół lekarzy miał czas do końca lipca na opracowanie opinii dotyczącej stanu zdrowia i poczytalności oskarżonego o usiłowanie zabójstwa mecenasa Bartosza W. z Chełma. Poprosili jednak o przedłużenie terminu, a sąd wskazał nową datę na koniec września. Jaki był efekt? 29 września br. na posiedzeniu niejawnym Sąd Okręgowy w Lublinie zdecydował o kolejnym przedłużeniu terminu sporządzenia opinii psychiatrycznej do końca listopada.

– Biegli wystąpili o przedłużenie terminu do sporządzenia opinii z uwagi na obszerność materiału dowodowego i trudności w sporządzeniu opinii z uwagi na złożoność materii – informuje enigmatycznie sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. – Oskarżony każdorazowo stawia się na badania – dodaje sędzia.

Przypomnijmy. Według ustaleń chełmskiej prokuratury, latem 2016 roku Bartosz W. dowiedział się o zdradzie. Od tego momentu groził żonie, zastraszał ją, opluwał, okładał kobietę po głowie, uderzał pasem, kijem od mopa czy pałką teleskopową. 14.07.2016 roku, po kilku dniach stosowania przemocy – gdy rodzice W. zabrali wnuczka nad jezioro (dziadkowie mieszkali na parterze domu jednorodzinnego, młodzi na górze) – pijany i pod wpływem leków psychotropowych prawnik chwycił dwa myśliwskie noże i zadał żonie dwa głębokie ciosy.

Posiniaczona i zakrwawiona kobieta rzuciła się do ucieczki, a oprawca cisnął w jej stronę tasakiem kuchennym, lecz ostrze trafiło we framugę drzwi. Ofiara skryła się w pobliskiej aptece, a policjanci weszli do domu prawnika. Oskarżony nie przyznał się do usiłowania zabójstwa – twierdził, że ofiara miała przypadkiem nadziać się na noże, a wcześniej inne przedmioty typu pałka teleskopowa…

Sąd już na pierwszej rozprawie (proces jest niejawny) uchylił wniosek o areszt, który notabene poparła sama pokrzywdzona. Od wiosny 2017 roku oskarżony jest na wolności i wygląda na to, że żaden psychiatra w Polsce nie jest w stanie go trafnie zdiagnozować. A bez tego proces nie może ruszyć dalej. (pc)