Przebieraniec

Chełmski radny Paweł B., którego wybryki i kłopoty z prawem ujawnił „Nowy Tydzień”, zamiast po męsku uderzyć się w pierś, przeprosić swoich wyborców i zniknąć z życia publicznego, by nie wystawiać na pośmiewisko siebie i całego chełmskiego samorządu, wybrał inne rozwiązanie – niczym urażone dziecko pluje na nas w Internecie i urządza histeryczne happeningi, próbując „zapisać” „Nowy Tydzień” do jednej z partii, że niby my uwzięliśmy się na niego politycznie.

Opluł człowieka, wyzywał, groził, że jeśli nie odda mu pieniędzy z lichwiarskim procentem, to zrobi krzywdę jemu i jego dziecku, ostentacyjnie parkował swoje auto na miejskim trawniku… To nie zachowanie osiedlowego rzezimieszka, ale…. miejskiego radnego Pawła B. Gdy na łamach „Nowego Tygodnia” ujawniliśmy te ekscesy, B. zamiast posypać głowę popiołem, przeprosić przynajmniej swoich wyborców i zrezygnować z mandatu radnego, uroił sobie, że „Nowy Tydzień” się na niego uwziął i ma z nami jakieś porachunki. Od miesięcy, nieporadnym językiem, wypisuje posty na facebooku, próbuje przypisać nam, że reprezentujemy PO, zaś jego, teraz podającego się za narodowca, choć do rady miasta startował i pobiera dietę jako przedstawiciel lewicowego komitetu SLD (sic!), opisujemy właśnie z politycznych pobudek.
Do tej pory nie reagowaliśmy na te szczeniackie zaczepki, patrząc na nie z pobłażaniem, ale w ubiegły piątek B. posunął się o krok za daleko. Przybrał koszulkę z naszym logo i niczym płatna hostessa rozdawał pod naszą redakcją przygotowane przez siebie ulotki, z hasłem: „Nowy Tydzień = PO”. Faktycznie przebierać się Paweł B. potrafi. Przebiera się np. za człowieka honorowego i uczciwego. Plecie ciągle o swoim honorze, ale czy człowiek plujący publicznie na drugiego, grożący czyjejś partnerce czy dzieciom, wie, co to słowo oznacza. Na pewno nie i wstydu też nie ma. A jako trener rosyjskiego brutalnego sambo, te swoje obietnice zrobienia krzywdy może pewnie łatwo spełnić. Gdyby miał choć krztę honoru, to po upublicznieniu takich faktów, gróźb, wulgarnych sms-ów, skandalicznych zachowań usunąłby się z życia publicznego.
Nie życzymy sobie, by ktoś taki przybierał nasze barwy i „zapisywał” nas do jakiejkolwiek partii i wprowadzał naszych Czytelników w błąd. Jako dziennikarze wyjątkowo szanujemy wolność słowa, przyzwyczailiśmy się także nawet do niewybrednej krytyki, ale nie pozwolimy, by ktoś taki wprowadzał w błąd naszych Czytelników, których szanujemy i dla których wielokrotnie narażaliśmy się wszelkiej maści politykom i wszelkiej władzy, będąc pozywanymi przez działaczy i SLD, i PO, i PiS-u i PSL. Przez kilkanaście lat pracowaliśmy na swoją markę. Dlatego, panie B., spotkamy się w sądzie.

Komentarze