Adrenalina i emocje są ogromne

Dzisiaj, 2 stycznia, rozpocznie się kolejna, już 39. edycja Rajdu Dakar. Na starcie w stolicy Paragwaju – Asunción stanie także Jakub Piątek, najlepszy lubelski motocyklista, wychowanek KM Cross i HRT Racing. Nasz dwukrotny mistrz świata juniorów w cross country w najtrudniejszym wyścigu świata pojedzie po raz trzeci. Przed dwoma laty z powodu awarii motocykla nie ukończył rywalizacji, a przed rokiem zajął miejsce w czołowej „20”. Jak będzie teraz? O tym i nie tylko w rozmowie, którą przeprowadziliśmy tuż przed wyjazdem lublinianina do Ameryki Południowej.

To już Pana trzeci Dakar!

Z tym Dakarem to jest tak: Pamiętam dokładnie jak tuż po zakończeniu poprzedniego rajdu miałem go serdecznie dość. Jakby ktoś powiedział mi, że nie pojadę w następnym, to bym to na spokojnie przyjął. Jednak coraz bliżej kolejnej edycji nie wyobrażałem sobie żeby mogło mnie zabraknąć na starcie. Adrenalina i emocje są ogromne. Jestem nabuzowany i nie mogę doczekać się wreszcie jak wsiądę na motocykl.
Mówił Pan: „dość”, ale przecież poprzedni rajd zakończył się dużym sukcesem! Miejsce w czołowej dwudziestce przed jego rozpoczęciem brałby w ciemno.
Pewnie, że nie spodziewałem się, ale byłem tak zmęczony, że nie miałem na mecie siły cieszyć się. Pierwsze co zrobiłem, po tym jak oddałem motocykl – trochę mi to zeszło bo trzeba było wymontować GPS i komputery, które nas śledziły – to dotarłem do załogi, położyłem się pod drzewkiem i… usnąłem. Zupełnie nie miałem siły by cieszyć się z tego wyniku. Później z biegiem czasu do mnie zaczęło dochodzić, że zająłem bardzo dobre miejsce. Przed rajdem ta dwudziesta lokata, to była bardzo optymistyczna prognoza, że gdybym miał mnóstwo szczęścia, omijały mnie kłopoty sprzętowe można było brać ją pod uwagę. Osiągnąłem czołową dwudziestkę dzięki równej, szybkiej jeździe. Dzięki temu, że nawiązałem walkę z dużo lepszymi, doświadczonymi zawodnikami, że potrafiłem walczyć z nimi jak równy z równym.
Gdyby Pan porównał debiutancki start do ubiegłorocznego…
Pierwszy występ w Dakarze to pełna ekscytacja. Jeszcze trzy miesiące wcześniej nie wiedziałem, że wystartuję w najtrudniejszym rajdzie świata. To było zawsze moje marzenie, które się spełnia. Pamiętam, jak chodziłem z otwartą gębą i wciąż zadawałem sobie pytanie: Co tu się dzieje? Przerastał mnie ogrom tego przedsięwzięcia. Dla naszego środowiska to tak jak dla innych sportowców olimpiada. Startują najlepsi zawodnicy z całego świata, mnóstwo kibiców o każdej porze, a zwycięzca rywalizacji staje się legendą. To był dla mnie szok. Jechałem głównie po to, by zobaczyć jak to wygląda i tak jak każdy uczy się na początku czytać i pisać, tak jak uczyłem się Dakaru. Na drugi rajd jechałem już z pewnym bagażem doświadczeń, jako zawodnik, który już wie czego może się spodziewać, wie jak to wszystko wygląda. W rajdach cross country doświadczenie gra bardzo dużą rolę. Na pierwszym rajdzie byłem szybszy od wielu zawodników, którzy później dzięki doświadczeniu kończyli odcinki przede mną. Ale trzeba pamiętać, że każdego roku, na każdym rajdzie znajdzie się przynajmniej jeden odcinek, który wszystkich zaskoczy.
W poprzedniej edycji było to…
Jechaliśmy najpierw w Boliwii, a potem mieliśmy neutralizację na przekroczenie granicy i kolejny odcinek w Argentynie. Niby nic nie powinno zaskoczyć, bo wiem z notebooka czego dokładnie na odcinku mogę się spodziewać, ale zaczęło bardzo padać. Siedem kilometrów po starcie była dziura, bez nawet jednego wykrzyknika, czyli taka gdzie na dobrą sprawę nie powinienem nic zwalniać. Podjeżdżam do tej dziury a tam… rwąca górska rzeka. Dwudziestu zawodników przede mną przejechało, myślę sobie że ja też dam radę. Okazało się, że woda płynie już tak szybko – przypomnę jesteśmy na 3000 metrów nad poziomem morza – że nie mam już szans. Wywróciłem się i motocykl zaczyna spływać z nurtem. Na szczęście zahaczył się o podnóżek i nie spadł do 2,5 metrowego wodospadu, który był parę metrów dalej.
Nie przeszła Panu w tamtej chwili przez głowę myśl, że to koniec rajdu, że po raz drugi nie uda się dojechać do mety?
Jak byłem pod wodą, jak mnie przykrywało, to przez chwilę pomyślałem pal licho niech leci motocykl, byle bym tylko sam wydostał się z tych tarapatów. Na szczęście kibice pomogli mi. Udało się też uratować motocykl, a później go odpalić. Po przejechaniu jakieś czterech kilometrów odmówił jednak posłuszeństwa. Koniec rajdu? Znowu miałem mnóstwo szczęścia, bo organizatorzy po tym jak zobaczyli co się dzieje, odwołali odcinek.
Porozmawiajmy o Rajdzie Dakar 2017. Ma być najtrudniejszy w historii!
Co roku słychać, że kolejny będzie jeszcze trudniejszy. Trasę Dakaru 2017 robił Marc Coma, znakomity zawodnik, motocyklista, który rajd wygrał wiele razy, wolał te trudniejsze odcinki, na których najwięcej zyskiwał nad rywalami. Teraz będzie chciał pokazać, że Dakar wraca do tych starych korzeni, gdzie wszystko będzie bardzo trudne. Będzie więcej nawigacji, dodatkowo wjeżdżamy na dłużej do Boliwii. Tam mamy jechać po wydmach, których nikt nie zna, bo jeszcze Dakar tamtędy nie jechał. Będzie mnóstwo nowych rzeczy, na pewno mnóstwo niespodzianek.
Do tego dużo ścigania na sporej wysokości nad poziomem morza!
Czeka nas aż osiem odcinków ze średnią wysokością ponad 3000 metrów. Już trzeciego dnia wjeżdżamy, a zjeżdżamy dopiero dziesiątego. Do tej pory nie miałem problemów z wysokością. Byłem może trochę senny, szybciej się męczyłem, ale tak po prostu jest i takie problemy ma każdy. Niektórzy zawodnicy skarżą się na bóle głowy, nie wiedzą co się dzieje. Mnie na szczęście takie problemy omijały.
Ale problemów przed obecnym Dakarem nie brakowało. W kwietniu odniósł Pan poważną kontuzję podczas rajdu w Katarze!
Trzy kilometry przed metą pierwszego etapu miałem nieszczęśliwy wypadek. Z opowieści innych zawodników wiem, że wyglądał przerażająco. Złamałem udo, straciłem zęby. Przez pół roku byłem wyjęty z uprawiania sportu. Na motocyklu zacząłem jeździć dopiero we wrześniu. Miałem spore zaległości do nadrobienia, ale myślę że dzięki ogromnej pracy ze sztabem ludzi, w którym znaleźli się trenerzy od przygotowania kondycyjnego, siłowego, motocyklowego, dietetyk i psycholog udało się. Startuję po raz trzeci w Dakarze!
Dziękuję za rozmowę i życzę Panu szczęścia, zdrowia oraz tego czego życzy się motocyklistom – połamania kół.
Rozmawiał
Krzysztof Basiński

39. Rajd Dakar

Rajd rozpoczyna się 2 stycznia w stolicy Paragwaju, Asunción, zakończy 14 stycznia w Buenos Aires. Trasa prowadząca przez Paragwaj, Argentynę i Boliwię, mierzy 8818 km, z czego 4089 km stanowią odcinki specjalne.
W rajdzie wystąpi 316 pojazdów – 146 motocykli, 83 samochody (w tym 10 UTV), 50 ciężarówek i 37 quadów. Start zapowiedziało 491 zawodników z 59 państw.