Radny Longin Bożeński chce, by władze miasta zwróciły się do PKP o wyjaśnienie niebezpiecznego incydentu, do którego doszło ostatnio na przejeździe kowelskim w Chełmie. Kiedy jedna para rogatek zamknęła się, druga wciąż była otwarta i zaczęła zamykać się w momencie, kiedy na torach utknęło kilkanaście samochodów. Przed przyjazdem pociągu udało się im zjechać z torowiska, ale było niezwykle nerwowo. Przed miesiącem kolej zlikwidowała znajdującą się tam budkę dróżnika i teraz szlabany uruchamiane są automatycznie.
O sprawie radny Longin Bożeński poinformował na ostatnim posiedzeniu Komisji Porządku Publicznego i Mienia Komunalnego RM Chełm. Jak zauważył, od pewnego czasu na przejeździe funkcjonują dwa zespoły rogatek – jeden od strony ul. Kolejowej, drugi od strony ul. Rampy Brzeskiej. Nie ma tam już dróżnika, działa jedynie automatyczny system otwierania i zamykania szlabanów.
– Byłem świadkiem sytuacji, w której zamknął się zespół rogatek od strony ul. Rampy Brzeskiej, a otwarty był od strony ul. Kolejowej. Wobec braku czerwonego światła samochody wjechały od Kolejowej i to na całą długość przejazdu, aż do rogatek przy Rampie Brzeskiej. W pewnym momencie zaczął zamykać się też zespół rogatek od ul. Kolejowej. Najwidoczniej te szlabany mają czujniki, bo nie opadły na dachy samochodów, tylko zawisły tuż nad nimi. Zaczęła się bardzo nerwowa sytuacja. Kierowcy zaczęli używać klaksonów i wychodzić z samochodów. Dojechali praktycznie zderzak w zderzak i nie mogli zjechać. Na szczęście jeden z samochodów wycofał się od strony ul. Kolejowej, co zwolniło miejsce dla kolejnych aut; część przejechała na pas przeciwny. Gdy zwolniło się miejsce, rogatki natychmiast opadły i zaczął nadjeżdżać pociąg – relacjonował radny.
Choć sytuacja zakończyła się szczęśliwie, radny podkreślał, że była ona bardzo niebezpieczna.
– Co byłoby, gdyby któryś z kierowców zasłabł? Co, jeśli któryś z samochodów odmówiłby posłuszeństwa? Co by się stało, gdyby któryś z kierowców w wyniku zdenerwowania lub niedoświadczenia popełnił błąd? – pytał Longin Bożeński.
Radny zwrócił się do władz miasta o przyjrzenie się sprawie i wystąpienie do PKP o wyjaśnienie przyczyn zaistniałej sytuacji.
– Kierowcy reagują na pierwsze czerwone światło. Być może nie powinni tak reagować, ale ten drugi przejazd jest oddalony. Być może należałoby tam zwiększyć liczbę patroli i wskazać właściwe postępowanie. Pomysłowość kolejarzy nie zna granic. Swego czasu był to jeden przejazd, zamknięty jedną rogatką od strony ul. Kolejowej i jedną od strony ul. Rampy Brzeskiej, i takich sytuacji nie było – mówił radny.
Do sprawy odniósł się wiceprezydent Chełma Radosław Wnuk, który przyznał, że wcześniej nie wiedział o zdarzeniu, ale zapewnił, że miasto zajmie się wyjaśnieniem sprawy.
– W rzeczywistości mamy tam dwa przejazdy kolejowe, bo pomiędzy jednym a drugim przejazdem jest przestrzeń. Każdy kierowca, który posiada prawo jazdy, wie, że nie może wjeżdżać na teren przejazdu kolejowego pomiędzy rogatkami, nawet jeśli są otwarte, nie mając pewności, że może go bezpiecznie opuścić. Dlaczego to są dwa przejazdy kolejowe, a nie jeden – trudno powiedzieć; to rozwiązanie jest po stronie PKP (…). Brak czerwonego światła przed przejazdem kolejowym świadczy tylko i wyłącznie o tym, że nie ma zakazu wjazdu. Wszyscy jeździmy ulicą Lubelską i wiemy, że tworzą się korki w stronę aquaparku i bardzo często sytuacja wygląda tak, że kierowcy nie wjeżdżają na przejazd, mając świadomość, że nie będą mogli zjechać, zanim rozładuje się korek. Tak samo kierowcy powinni zachowywać się na każdym przejeździe, ale oczywiście zwrócimy się do PKP o wyjaśnienie tej sytuacji – powiedział wiceprezydent. (w)






