Są słowa, które zostają w sercu na zawsze. „Państwa syn musi natychmiast trafić do specjalistycznego szpitala w Warszawie”. Usłyszeli je tuż po narodzinach rodzice Błażeja Szadkowskiego z Urszulina. Diagnoza była jednoznaczna: ciężka, nieuleczalna wada serca. Bez natychmiastowej interwencji chłopiec nie miałby szans przeżyć nawet kilku dni. Po kilku latach przyszedł jednak kolejny cios.
Szanse na dziecko w małżeństwie państwa Szadkowskich były znikome, dlatego pojawienie się dwóch kresek na teście przyniosło ogromną radość i poczucie, że los wreszcie pozwala odetchnąć. Ten spokój trwał jednak zaledwie kilka godzin po porodzie. Stan noworodka gwałtownie się pogorszył. Serce Błażeja było niedotlenione i nie potrafiło samodzielnie pracować. W łonie matki był bezpieczny, ale po urodzeniu jego organizm nie dawał rady. Pierwsza operacja była dramatyczną walką o życie. Zakończyła się sukcesem, lecz od początku było wiadomo, że to dopiero początek długiej i trudnej drogi. Lekarze rozpoznali krytyczne zwężenie ujścia tętniczego.
Chorobę, której nie można wyleczyć, a jedynie kontrolować, wykonując kolejne zabiegi ratujące życie. Dla tej rodziny czas przestał być liczony w dniach i miesiącach – zaczął być wyznaczany przez kolejne operacje i wizyty w szpitalach. Do dziś Błażej przeszedł już trzy poważne operacje serca – ostatnio w dniu piątych urodzin. Zamiast prezentów i tortu były szpitalne sale, aparatura medyczna i strach o to, czy serduszko znów wytrzyma. Chłopiec rośnie, lecz jego serce nie zawsze nadąża za rozwijającym się ciałem.
Jakby tego było mało, Błażej od urodzenia zmaga się z dodatkowymi problemami zdrowotnymi – obniżonym napięciem mięśniowym, słabą przeponą i bardzo niską odpornością. Często choruje, a zwykła infekcja może stać się dla niego śmiertelnym zagrożeniem. Ostatnio doszły także kłopoty z nóżkami, wymagające intensywnej rehabilitacji.
Rodzina mieszka na wsi, co oznacza długie dojazdy do specjalistów i kolejne obciążenia finansowe. Mama robi wszystko, by pomóc synowi. Regularnie jeździ na rehabilitację i konsultacje, a także ukończyła specjalistyczne kursy, by wspierać go w domu. Nie poddaje się, bo Błażej – mimo choroby – jest pogodny, uśmiechnięty i ciekawy świata. Dla postronnych to zwykły, radosny chłopiec. Tylko ona widzi, ile wysiłku kosztuje go każdy dzień.
Gdy wydawało się, że los nie może już bardziej doświadczyć tej rodziny, przyszedł kolejny cios. 4 listopada 2024 roku tata Błażeja, Karol, nagle poczuł się bardzo źle. Najpierw pojawił się silny ból głowy, potem gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia. W przychodni doszło do najgorszego – Karol doznał udaru. Wszystko wydarzyło się na oczach kilkuletniego syna. Rozpoczęła się następna dramatyczna walka. Poważna operacja, długie dni niepewności i strachu.
Pod koniec roku Karol trafił do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego, gdzie do dziś próbuje odzyskać sprawność. Bywało bardzo ciężko – pojawiały się powikłania i momenty kryzysowe, które na szczęście udało się opanować. Dziś tata Błażeja zaczyna delikatnie poruszać lewą nogą. Jego lewa ręka nadal pozostaje niesprawna, a spacery możliwe są jedynie przy pomocy wózka inwalidzkiego. Każdy, nawet najmniejszy postęp, to efekt ogromnego wysiłku i intensywnej rehabilitacji.
Dlatego mama Błażeja zdecydowała się poprosić o wsparcie. Każda wpłata to realna pomoc: dalsza rehabilitacja, leczenie, dojazdy do specjalistów i nadzieja, że jutro będzie choć odrobinę łatwiejsze. Pomóżmy im nie zostać samymi w najtrudniejszym momencie życia. Wpłat na leczenie i rehabilitację tych dwóch dzielnych wojowników można dokonywać poprzez stronę www.siepomaga.pl, wpisując tytuł „Tata i syn walczą o zdrowie! Pomóż im!”. (bm)






























