Nie chcą wielkiego smrodu

Ludzie są przerażeni, bo inwestor z okolic Międzyrzeca Podlaskiego chce w Kaplonosach zbudować wielki kompleks przemysłowych ferm drobiu. Mieszkańcy już złożyli swój protest na ręce wójta i starosty. – Nie będziemy żyć w takim smrodzie. Wystarczy nam już sąsiedztwo biogazowni – przekonują.

Pod koniec 2019 roku do Urzędu Gminy Wyryki wpłynęły trzy wnioski o wydanie decyzji środowiskowych na budowę trzech oddzielnych ferm brojlerów. Inwestorem jest jedna osoba z okolic Międzyrzeca Podlaskiego, która w sumie chce niedaleko Kaplonos (600 metrów od najbliższych zabudowań) wybudować 12 wielkich kurników – w jednym jednorazowo może przebywać nawet 100 tys. ptaków.

Dotychczas Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny we Włodawie oraz Urząd Marszałkowski w Lublinie wezwały inwestora do wykonania i przedłożenia uzupełnień do raportów środowiskowych, więc postępowanie trwa. Tak wielka skala produkcji oraz położenie działek, na których planowane są fermy drobiu, wzbudziły ogromny sprzeciw lokalnej społeczności.

Na zebraniu wiejskim, które zorganizowano w niedzielę (6 stycznia) mieszkańcy wyrazili swój zdecydowany sprzeciw dla inwestycji. Pod petycją skierowaną do wójta gminy Wyryki podpisy złożyło ponad 100 mieszkańców Kaplonos, czyli zdecydowana większość wsi. Pismo wyrażające negatywny stosunek ludzi do przemysłowych ferm drobiu trafiło również na biurko starosty. Mieszkańcy argumentują w nim, że tak wielki kompleks to wielkie zagrożenie zarówno dla środowiska naturalnego jak i dla ludzi.

Taka inwestycja może przyczynić się do zanieczyszczenia wód gruntowych, powodować zagrożenie epidemiologiczne i mikrobiologiczne, nie mówiąc już o wielkim dyskomforcie dla mieszkańców w postaci wszechobecnego odoru, hałasu i źródła szkodliwych pyłów i spalin. Przeciwnicy ferm uważają też, że inwestycja, jeśli dojdzie do skutku, przyczyni się do zniszczenia okolicznych dróg powiatowych, na których obowiązuje ograniczenie wagi pojazdów do 8 ton.

Jak wyliczono, do obsługi ferm rocznie potrzeba będzie ok. 1500 tirów, które nie tylko będą wywozić gotowy produkt, ale też dowozić karmę i pasze, czy niezbędny do produkcji sprzęt. Poza tym trzeba się liczyć z drastycznym spadkiem cen okolicznych nieruchomości i bardzo negatywnym wpływem na walory turystyczne tych terenów. – Poinformowałem mieszkańców, że gmina na wniosek inwestora musi wszcząć postępowanie i prowadzić je zgodnie z przepisami prawa – wyjaśnia wójt Wyryk, Mirosław Torbicz.

– Postępowanie podlega uzgodnieniom z innymi instytucjami, co przy konieczności dokonywania przez inwestora uzupełnień może potrwać nawet kilka miesięcy. Przekazałem mieszkańcom Kaplonos, że już teraz mogą składać wnioski i uwagi do planowanych przedsięwzięć, zajmować stanowisko w sprawie. Zapewniłem również, że przed wydaniem decyzji spotkam się z nimi i poinformuję o przebiegu oraz wynikach prowadzonych postępowań administracyjnych. W tej sprawie jestem z mieszkańcami, doskonale rozumiem ich obawy i wątpliwości, do których mają pełne prawo. Ich opinia jest dla mnie najważniejsza – zapewnia wójt.

Wielki smród z fermy drobiu to nie jedyny problem mieszkańców Kaplonos, bo zapewne wkrótce niedaleko tej miejscowości rozpocznie się budowa biogazowni, przynajmniej tak zapowiada inwestor. Może ona nie będzie aż tak uciążliwa jak kurniki, ale z pewnością nie poprawi komfortu życia tamtejszych mieszkańców. O ile jednak powstanie ferm drobiu można jeszcze zablokować, to biogazownia jest już przyklepana. – Sprawa tej inwestycji administracyjnie jest zakończona. Poprzedni wójt gminy jeszcze w lipcu 2015 roku wydał pozytywną decyzję środowiskową, następnie starosta wydał w maju 2017 roku pozwolenie na budowę i tego cofnąć się już nie da – wyjaśnia Torbicz. (bm)