Nikt głodny nie odejdzie

Biedna emerytka, samotna matka kilkorga dzieci, niepełnosprawny żyjący na skraju ubóstwa, ale także osoby do niedawna zamożne, które straciły pracę i znalazły się na życiowym zakręcie. Takie osoby każdego dnia ustawiają się w kolejce po darmowy posiłek do „Kuchni dla ubogich” działającej przy Parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Krasnystawie. Potrzebujących w ostatnim czasie przybyło. Dziennie jest ich nawet 270.

„Kuchnia dla ubogich” im. Św. Matki Teresy z Kalkuty przy Parafii p.w. Trójcy Przenajświętszej w Krasnystawie prowadzona jest pod patronatem „Caritas” Archidiecezji Lubelskiej i przy wsparciu Urzędu Miasta Krasnystaw. Jej działalność nadzoruje od ponad 16 lat ks. Roman Skowron, proboszcz Parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Krasnystawie. Jadłodajnia powstała z inicjatywy jego poprzednika 19 lat temu. Wtedy dzięki współpracy z UM Krasnystaw wybudowano kuchnię i magazyny. Plan był taki, że darmowe obiady wydawane będą 50 potrzebującym osobom dziennie.

Ale w ciągu lat życie to zweryfikowało. Do niedawna z pomocy tej korzystało każdego dnia około 200 osób. Obecnie, w czasie pandemii, w kolejce po obiad codziennie ustawia 260-270 potrzebujących. Nie napawa to optymizmem. Bo wraz z rosnącą biedą i bezrobociem rośnie też zapotrzebowanie na darmowe obiady. Przed pandemią była zasada, że posiłek ma być spożywany na miejscu, w sali, gdzie były wydawane. Obecnie ze względu na zagrożenie epidemiczne ks. Skowron po konsultacji z ratuszem, postanowił, że posiłki będą wydawane tylko na wynos. Proboszcz Parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Krasnystawie zauważa, że liczba osób zgłaszających się po żywność w ostatnim czasie wzrosła.

Ubolewa, że tyle osób wymaga pomocy. Zapewnia, że każdy może się po nią zgłosić (w regulaminie „Kuchni dla ubogich jest zapis, że prawo do korzystania z niej mają wszystkie osoby ubogie, znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej, których nie stać lub nie są zdolne do samodzielnego przygotowania sobie posiłków, ale posiłki wydawane są tylko osobom trzeźwym) i nie zdarzyło się dotąd, aby ktoś odszedł głodny. W kolejce po posiłek do „Kuchni dla ubogich” ustawiają się mieszkańcy Krasnegostawu i okolicznych gmin powiatu krasnostawskiego.

Jak mówi ks. Skowron są to zarówno młodzi, jak i osoby starsze – pół na pół. Każdy z nich to inna historia. Wiele tych osób to stali bywalcy, których nie stać na jedzenie. Widok stojącej w kolejce po darmowy obiad staruszki, utrzymującej się z najniższej emerytury, której po opłaceniu rachunków i wykupieniu leków brakuje pieniędzy na zakup żywności, może rozdzierać serce.

Podobnie jak widok samotnej matki, która zabiera posiłki „na wynos” dla czekających w domu dzieci. Są też chorzy i niepełnosprawni, którzy często żyją na granicy ubóstwa. Ale zdarza się, że po darmowy posiłek przychodzi ktoś, komu jeszcze niedawno życie zawodowe się układało, ale stracił pracę i znalazł się na życiowym zakręcie. Jak mówi ks. Skowron taka osoba też cicho, pokornie, często ze spuszczoną głową, stoi w kolejce razem z innymi.

– Zdarza się, że taka osoba przychodzi i pyta, czy będzie mogła korzystać z naszej kuchni przez jakiś czas, na przykład przez tydzień, bo znalazła się akurat w trudnej sytuacji materialnej – mówi ks. Skowron. – Nikomu nie odmawiamy pomocy. Nikt nie odszedł stąd głodny. Smutne tylko, że ostatnio w kolejce ustawia się więcej osób. Widzimy ich wdzięczność, choć czasami zdarzają się między nimi utarczki słowne. W praktyce wygląda to tak, że w kuchni pracują dwie panie kucharki, które gotują posiłki. Ale wiele osób angażuje się w pomoc charytatywnie.

Na przykład pani Jolanta codziennie wieczorem przywozi żywność ze sklepów, które z nami współpracują. Jeśli ona nie może to zastępuje ją pani Ewa. Potem z tej żywności przekazanej przez sklepy przygotowywane są właśnie posiłki. Ja szukam sponsorów, bo potrzebujących przybywa i potrzeby są większe. Wdzięczny jestem wszystkim, którzy włączają się w pomoc. Przy kościele mamy skrzynkę „dla ubogich” i te datki też przeznaczane są między innymi na „Kuchnię dla ubogich”. Wspiera nas też miasto.

Myślimy o rozbudowie pomieszczeń, magazynów, bo po prostu stają się niewystarczające wobec zwiększonego zapotrzebowania. Były przecież budowane z myślą o obiadach dla najwyżej pięćdziesięciu osób, a potrzeba ich teraz kilka razy więcej. Kiedy patrzę na biedną staruszkę, która – gdyby nie nasza kuchnia nie zjadłaby ciepłego posiłku w ciągu dnia, nie mogłaby sobie zrobić kanapki z wędliną – myślę, że warto dalej taką działalność prowadzić. (mo, fot. Parafia pw. Trójcy Przenajświętszej w Krasnystawie)