Oddała serce bezdomnym

Agnieszka Panasiuk, od ponad 20 lat kierująca schroniskiem dla bezdomnych Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Chełmie, to kolejna z pań wyróżnionych w akcji „Nowego Tygodnia” i Stowarzyszenia WeRwA „Doceniamy! Dziękujemy!”. Z pięknym bukietem kwiatów od chełmskiej kwiaciarni „Małgońka” oraz podziękowaniami zaskoczyliśmy panią kierownik w pracy w ubiegłą środę.

Agnieszka Panasiuk pracuje na stanowisku kierownika schroniska od stycznia 2002 roku. Od 2024 roku pełni też funkcję prezesa Koła Chełmskiego Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Przy ul. Wołyńskiej udało jej się stworzyć przytulne, schludne, niemal domowe warunki dla kilkudziesięciu bezdomnych mężczyzn.

– Na co dzień przede wszystkim koordynuję pracę zatrudnionych opiekunów oraz dbam o funkcjonowanie placówki. Obserwuję stany emocjonalne mieszkańców, pomagam rozwiązywać podstawowe problemy, ponieważ z wykształcenia jestem psychologiem – mówi „Nowemu Tygodniowi” Agnieszka Panasiuk.

Co zdecydowało o wyborze takiej, dość wymagającej ścieżki zawodowej?

– Na początku był to czysty przypadek, ponieważ nie znałam tego miejsca. Nie miałam wcześniej do czynienia z bezdomnością ani osobami uzależnionymi – przyznaje Panasiuk. – Postanowiłam spróbować, bo chciałam mieć realny wpływ na wsparcie i pomoc innym ludziom. Zawsze wiedziałam, że chcę pracować z ludźmi. Moja wrażliwość i empatia bardzo mocno kierowały mnie do pracy z człowiekiem. Lubię pomagać, lubię słuchać innych, jestem ciekawa ich historii – opowiada.

Jednym z najważniejszych osiągnięć Panasiuk było doprowadzenie do remontu schroniska. Stary, drewniany budynek został zastąpiony nowym, murowanym obiektem, który zapewnia bezpieczne i godne warunki pobytu dla mieszkańców. Obecnie schronienie znajduje tu nawet ponad pięćdziesiąt osób. Działalność placówki wykracza jednak poza samo zapewnienie dachu nad głową.

– Realizujemy liczne programy mające na celu pomoc w powrocie do samodzielnego życia. Mieszkańcy uczestniczą w procesach resocjalizacyjnych, spotkaniach grup Anonimowych Alkoholików oraz zajęciach wspierających rozwój osobisty, a także w wycieczkach integracyjnych po naszym pięknym kraju. Ważnym elementem pracy ośrodka jest również aktywizacja zawodowa, która pomaga osobom bezdomnym zdobywać kwalifikacje, podejmować zatrudnienie i odzyskiwać niezależność finansową. Dzięki konsekwentnym działaniom wielu podopiecznych opuściło schronisko, rozpoczynając samodzielne życie i odnajdując swoje miejsce w społeczeństwie – opowiada prezes chełmskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, które jest jednym z 67 kół działających w Polsce. – Nasi podopieczni pochodzą z różnych rejonów kraju, mają od 20 do 76 lat. Najczęściej są to osoby, które nie mają żadnych środków do życia. Są skonfliktowane z rodziną, ze środowiskiem, niezaradne życiowo, a czasem utraciły dom i rodzinę z własnej winy lub popadły w konflikt z prawem. Najczęściej to osoby długotrwale bezdomne, bezrobotne, niemające dokumentów. Przychodząc do nas, mają zapewniony dach nad głową, całodobowe wyżywienie, odzież i środki higieniczne. Oprócz tego, że zapewniamy im byt, prowadzimy szereg działań mających na celu zmianę ich roszczeniowej postawy. Niejednokrotnie są przekonani, że wszystko im się należy i już. Staramy się wyprowadzić ich z tego błędu, tłumacząc, że w dużej mierze wszystko zależy od nich samych, a my możemy ich tylko wspierać i pomagać im stanąć na nogi – podkreśla Agnieszka Panasiuk.

Jeden z mieszkańców schroniska chciał podzielić się z nami swoją historią.

– Do schroniska im. św. Brata Alberta w Chełmie trafiłem w grudniu 2020 roku, czyli ponad pięć i pół roku temu. Początkowo myślałem, że mój pobyt będzie krótki, ponieważ miałem decyzję wydaną do 30 kwietnia 2021 roku. Następnego dnia pani kierownik zaprosiła mnie na rozmowę do swojego gabinetu. Byłem pozytywnie zaskoczony. To nie było tylko wypełnianie niezbędnych dokumentów, lecz profesjonalna i ciepła rozmowa. Pani kierownik zaznaczyła, że mogę z nią porozmawiać na każdy temat i rozumie, że na początku mogę mieć opory, żeby się otworzyć i powiedzieć wszystko o sobie oraz o powodach mojej sytuacji życiowej. Powiedziała też, że w razie trudnych chwil czy kłopotów zawsze mogę liczyć na rozmowę. Muszę dodać, że nie jestem z Chełma. Trafiłem tutaj w czasie pandemii COVID-19 z innego miasta. To był trudny czas, trzeba było przystosować się do nowego miejsca i nowych ludzi. Znalezienie jakiejkolwiek dorywczej pracy wówczas nie wchodziło w grę. Musiałem też dostosować się do rytmu dnia, obowiązków i regulaminu schroniska. Oczywiście przez pierwsze dni zdarzało mi się o czymś zapomnieć, ale opiekunowie cierpliwie tłumaczyli, co i jak należy zrobić, rozumiejąc, że jestem nowy i drobne wpadki mogą się zdarzyć.

Z czasem wciągnąłem się w życie schroniska i codzienne rytuały. Bardzo duże zasługi mają w tym opiekunowie i pani kierownik. Zbliżał się koniec mojego pobytu. Pani kierownik zaprosiła mnie na rozmowę i zapytała, czy po powrocie do miejsca zamieszkania będę miał plan działania. Ze względu na pandemię i trudności ze znalezieniem pracy, która pozwoliłaby mi wynająć mieszkanie i samodzielnie funkcjonować, zaproponowała, żebym przedłużył pobyt w schronisku. Zgodziłem się. W międzyczasie znalazłem dorywczą pracę, która bardzo mi pomogła w codziennym funkcjonowaniu. Dzięki temu miałem z czego się utrzymać i mogłem wracać do normalnego życia. Przez cały pobyt w schronisku mogę liczyć na rozmowę z panią kierownik. Gdy pojawiają się dni zwątpienia, rutyny czy beznadziei, rozmowa z nią daje mi wsparcie i zrozumienie.

Pani kierownik dąży do tego, aby schronisko było nie tylko miejscem tymczasowego pobytu, ale namiastką domu. Drobne gesty, takie jak prezenty na Mikołajki, z okazji Dnia Chłopaka, Walentynek, imienin czy urodzin, o których pamięta, są dla mnie bardzo ważne. Nawet podczas świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, gdy pojawiały się wspomnienia rodzinnych chwil, pani kierownik, mimo własnych obowiązków, składała wszystkim życzenia. Dla niektórych to może drobne gesty, ale dla mnie znaczą bardzo dużo. Chciałbym też wspomnieć o opiekunach, którzy przez całą dobę dbają o nasze bezpieczeństwo. Robią wszystko, aby pobyt w schronisku nie był tylko codzienną rutyną. Pomagają, gdy ktoś tego potrzebuje, i starają się, by każdy czuł się tu bezpiecznie i dobrze. Obecnie nadal pracuję dorywczo, a przez te lata wyrobiłem sobie rytm i nawyki związane z życiem w schronisku. Pamiętamy też o tych, którzy odeszli. Co roku organizujemy mszę świętą w ich intencji, podczas której modlimy się za wszystkich zmarłych związanych z naszym domem – opowiada „Nowemu Tygodniowi” podopieczny schroniska.

Agnieszka Panasiuk nie kryje zaskoczenia faktem, że została kolejną laureatką akcji „Doceniamy! Dziękujemy!”. – Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim moim chłopakom, bo bez nich nie byłoby tego wyjątkowego wyróżnienia oraz tak pięknego bukietu kwiatów. To oni motywują mnie do walki, do bezwarunkowej miłości, akceptacji i wiary, że każdemu z nich może się udać. Na koniec chciałabym przywołać inspirujące słowa Johna Travolty: „Czujesz, że żyjesz w takim stopniu, w jakim czujesz, że możesz pomóc innym” – podsumowuje Agnieszka Panasiuk.

Karol Garbacz

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco!

Najnowsze Wydanie
2026-09-07 Nowy Tydzień tygodnik lokalny
5,00 Kup Gazetę