Oskarżeni o bandytyzm i terror prawomocnie uniewinnieni

Brak wystarczających dowodów na winę oskarżonych – orzekł w czwartek Sąd Apelacyjny w Lublinie. Prawomocnym wyrokiem Maksym S., Oleksandr S. i Oleksandr F. zostali oczyszczeni ze wszystkich stawianych im zarzutów. Za tortury nad trzema rodzinami z Chełma i okolic nie odpowie nikt, a zwolnieni z aresztu Ukraińcy mogą domagać się odszkodowania.

Na przełomie wiosny i lata 2018 roku w Ochoży-Kolonii, Okszowie i Chełmie doszło do trzech wyjątkowo brutalnych napadów.Tortury, którym bandyci poddawali swoje ofiary, wielu porównywało do działań banderowców na Wołyniu w 1943 roku.

Za pierwszym razem sprawcy bili i podtapiali swoją ofiarę w wannie, a jeden z nich przyłożył mężczyźnie widły do brzucha, żeby się nie szarpał. Związali też jego żonę. Chcieli pieniędzy ze sprzedaży samochodów i prawdopodobnie myśleli, że mieszka tam właściciel komisu, znajomy ofiary. Znaleźli około 2 tys. zł. Za drugim razem byli już lepiej przygotowani. Łamaną polszczyzną mówili do ofiary po imieniu, żądając pieniędzy.

Bili gumowym młotkiem po stopach i palcach rąk, przypalali ciało rozgrzanym żelazkiem. Obłowili się na ponad 120 tys. zł, zabierając gotówkę, biżuterię i wartościowe przedmioty. Z trzecim napadem ich brutalność jeszcze bardziej wzrosła. Weszli do domu na os. Słoneczne w Chełmie, w którym był ojciec z kilkuletnim synem. Związali chłopca i nałożyli mu worek na głowę. Jego ojca skrępowali, zawlekli do łazienki, bili, podtapiali i przypalali mężczyźnie wrażliwe miejsca rozgrzaną lokówką do włosów. Uciekli, zabierając ze sobą około 60 tys. zł.

Działali pod osłoną nocy, w kapturach, rękawiczkach, z zasłoniętymi twarzami. Wcześniej dokładnie obserwowali domy swoich ofiar. Prawdopodobnie też – przynajmniej w drugim napadzie – mieli czymś nasączone ubrania, by zmylić policyjne psy. Nie zostawili po sobie żadnych śladów, a skład grupy za każdym razem nieco ulegał zmianie. Jedyne, na czym bazowali śledczy, to rozpoznanie głosów. Ale i to, co wytknął przy ogłaszaniu wyroku sąd I instancji, nie mogło być brane pod uwagę, bo policja przeprowadziła okazanie w sposób „urągający wszelkim zasadom”.

Po trzecim napadzie policjanci zatrzymali w dwóch miejscach przy granicy 10 Ukraińców, wśród nich byli: 22-letni dziś Oleksandr F. ze swoim nieletnim wówczas bratem (ze względu na wiek trzeba było chłopaka wypuścić), Oleksandr S. (37 lat) i 19-letni dziś Maksym S. To ich głosy rozpoznali poszkodowani (pierwsza ofiara rozpoznała głos Oleksandra F., z kolei trzecia bez żadnych wątpliwości wskazała po głosie na Oleksandra S., jako tego, który przypalał żelazkiem i wydawał polecenia.

Wszystkie ofiary zgodnie rozpoznały też chropowaty, gardłowy i niski głos, jako należący do Maksyma S.). Problem w tym, że pokój w komendzie został przedzielony materacem gimnastycznym, gdzie po jednej stronie stały ofiary, a po drugiej kolejno zatrzymani odczytywali wskazane kwestie. Policjanci nie nagrali eksperymentu, a jedynie dołączyli do akt protokół z okazania, i zachowali się wbrew przepisom, które mówią, że okazanie musi być przeprowadzone w sposób wyłączający możliwość sugestii. Oznacza to, że głosy domniemanych sprawców powinny zostać okazane wśród innych podobnych głosów.

Sąd Okręgowy w Lublinie najpierw odrzucił przesłany przez prokuraturę akt oskarżenia przeciwko trzem Ukraińcom, nakazując śledczym przeprowadzić badanie fonologiczne. Tyle że Ukraińcy – od początku utrzymywali, że są niewinni – odmówili pobrania próbek głosów, do czego zgodnie z polskim prawem nie można ich zmusić. Gdy sprawa trafiła w końcu na wokandę, w marcu tego roku sąd I instancji uniewinnił całą trójkę wobec niskiej wartości dowodów i zwolnił ich z aresztu.

– Rozpoznanie drugiej osoby tylko po głosie, nawet jeśli jest to osoba najbliższa, którą znamy, jest czynnością bardzo trudną. Sąd, wierząc w szczerość świadków, nie przyjmuje tego dowodu, jako dowodu o charakterze niewątpliwym i stuprocentowo pewnym, który dałby podstawę do ustalenia, że te osoby uczestniczyły w tych rozbojach – uzasadnił wyrok sędzia Bartosz Kamieniak, podkreślając, że to, co przedstawiło oskarżenie, to jedynie próba pokazania, że Ukraińcy byli w Polsce, gdy dochodziło do napadów.

Prokuratura złożyła odwołanie, a w ubiegły czwartek (17 grudnia) Sąd Apelacyjny wydał wyrok utrzymujący w mocy orzeczenie sądu I instancji i tym samym prawomocnie uniewinnił całą trójkę. Teraz Ukraińcy mogą domagać się odszkodowania za tak długi pobyt w areszcie.

– Podstawą do wydania wyroku był brak wystarczających dowodów na winę oskarżonych – mówi sędzia Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Lublinie. (pc)