4 października mieszkańcy zdecydują o przyszłości burmistrza Gabriela Adamca. Tymczasem jeden z lokali wyborczych przeniesiono z dworca PKP do ZWiK na obrzeżach miasta. Dla seniorów i osób mniej mobilnych to realna bariera. Inicjatorzy referendum mówią wprost: ta decyzja ma zniechęcić ludzi do głosowania. Poplecznicy Adamca jawnie wzywają do bojkotu referendum. Najwyraźniej zaczęli się bać, że będzie skuteczne…
Z dworca do ZWiK
Do tej pory mieszkańcy kilkunastu ulic głosowali w lokalu na terenie dawnego dworca PKP przy ul. Dworcowej 9. Teraz mają udać się do świetlicy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji przy ul. Chełmskiej 51A. ZWiK znajduje się na obrzeżach miasta, kilkaset metrów od głównej drogi. Do lokalu prowadzą schody.
– ZWiK jest położony na obrzeżach miasta, kilkaset metrów od głównej drogi. Ponadto lokal nie jest przystosowany dla osób starszych – są tam schody – mówią mieszkańcy.
Dla mieszkańców przyzwyczajonych do głosowania na dworcu zmiana oznacza konieczność dotarcia do położonego na obrzeżach miasta ZWiK. Czy wszyscy będą mieć taką możliwość? W tym referendum frekwencja jest kluczowa. Żeby głosowanie było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 1152 mieszkańców.
„To ma zniechęcić ludzi”
Inicjatorzy referendum uważają, że zmiana lokalu nie jest przypadkowym szczegółem organizacyjnym. Ich zdaniem przeniesienie miejsca głosowania ma utrudnić mieszkańcom udział w referendum i obniżyć frekwencję.
– To ma zniechęcić ludzi – mówią.
Zapytaliśmy Urząd Miasta, kto zdecydował o przeniesieniu lokalu, dlaczego zrezygnowano z dworca oraz czy analizowano dostępność innych miejsc, w tym dla seniorów i osób z niepełnosprawnościami. Na odpowiedź czekamy.
Plakaty znikają, mieszkańcy się boją
Według inicjatorów referendum problemem nie jest tylko lokal wyborczy. Wskazują także na niszczenie materiałów referendalnych. Jak twierdzą, plakaty są zrywane niemal natychmiast po ich rozwieszeniu, a poplecznicy burmistrza wzywają do bojkotu referendum. Jeszcze poważniej brzmią informacje od mieszkańcach, którzy mają obawiać się udziału w referendum. Do redakcji docierają sygnały, że część osób usłyszało groźby i obawia się możliwych konsekwencji dla siebie lub członków rodzin. Chodzi m.in. o zatrudnienie w miejskich placówkach
Paweł Sagan, pełnomocnik grupy inicjatywnej, mówi, że takie wiadomości również otrzymują organizatorzy.
– My również otrzymujemy od mieszkańców wiadomości, że część osób boi się iść na głosowanie, obawiając się późniejszych konsekwencji czy zemsty burmistrza. Przypominamy: głosowanie jest tajne. Każdy ma prawo sam zdecydować – mówi Sagan.
Jeżeli takie obawy rzeczywiście wpływają na decyzje mieszkańców, problem wykracza poza samą organizację referendum. Pojawia się pytanie o atmosferę, w jakiej odbywa się głosowanie.
Zapytaliśmy Urząd Miasta, czy burmistrz Gabriel Adamiec, pracownicy urzędu lub podległych mu jednostek podejmowali działania mające zniechęcać mieszkańców do udziału w referendum. Na odpowiedź czekamy.
Szkoła, pieniądze i pytania do burmistrza
Inicjatorzy referendum podnoszą również kwestie dotyczące miejskiej szkoły.
– Mieszkańcy pytają również o zmiany w szkole – zabrane lub ograniczone dodatkowe godziny WF w klasach I–III, godziny biblioteki, matematyki w klasach ósmych oraz zajęcia chóru. Podczas kampanii wyborczej burmistrz podkreślał, że na dzieciach się nie oszczędza. Mamy więc prawo pytać, dlaczego doszło do tych zmian – mówi Sagan.
Organizatorzy zwracają też uwagę na koszty referendum.
– Warto również mówić prawdę o kosztach referendum. Urząd Miasta nie ponosi wszystkich kosztów jego organizacji – po stronie miasta pozostają m.in. diety członków komisji, a pozostałe koszty są finansowane w ramach systemu wyborczego. Lokale wyborcze znajdują się w miejskich obiektach.
Burmistrz jest tylko jednym z mieszkańców
Sagan uważa, że referendum jest przede wszystkim sposobem, w jaki mieszkańcy mogą zdecydować o kierunku, w którym ma pójść miasto: – Referendum to nie wojna. To prawo mieszkańców do wyrażenia swojego zdania. Nas jest cały Rejowiec. Burmistrz jest tylko jednym z mieszkańców. To jest nasz Rejowiec i to my bierzemy odpowiedzialność za jego przyszłość.
To właśnie frekwencja może przesądzić, czy mieszkańcy w ogóle dostaną możliwość rozstrzygnięcia sprawy. Jeżeli do urn nie pójdzie 1152 osób, referendum będzie nieważne – niezależnie od tego, jak zagłosują ci, którzy przyjdą.
Dlatego spór o lokal wyborczy, zrywane plakaty i obawy mieszkańców nabierają dodatkowego znaczenia.
Nie chodzi już tylko o to, kto wygra głosowanie.
Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy mieszkańcy w ogóle będą mogli i chcieli oddać swój głos.
4 października okaże się, jaka będzie frekwencja i jaki będzie wynik referendum.






![Woronowicz przyciągnął tłumy [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/10/woronowiczOK-800x450.jpg)
