Rekreacyjny potencjał marnieje

Nie ma na razie szansy na zagospodarowanie jeziorka w Pniównie ani na rekreację nad jeziorem w Syczynie. Na przeszkodzie stoją formalności, zły stan wody i pieniądze. A szkoda, bo mieszkańcy gminy Wierzbica od lat żałują, że ochłody muszą szukać u sąsiadów.

Na koniec lata, wraz z upalnymi dniami, odżył temat rekreacji i kąpielisk w gminie Wierzbica. Już kilka lat temu mieszkańcy żalili się, że w gorące dni za ochłodą muszą jeździć do sąsiednich gmin – nad zalew do Sawina albo do Majdanu Zahorodyńskiego w gminie Siedliszcze albo nad jeziora w gminie Urszulin. – A przecież mamy w gminie nie mniej urokliwe jeziora, które do dzisiaj nie doczekały się zagospodarowania – mówią. Chodzi m.in. o jezioro w Syczynie i Pniównie.

Właścicielem jeziora w Sycznie jest Polski Związek Wędkarski, a działki wokół należą do miejscowych rolników. Temat zagospodarowania zbiornika poruszał już kilka lat wcześniej, dzisiejszy przewodniczący rady gminy, Zdzisław Muszański.

– Zawsze sprawa naszego jeziora leżała mi na sercu, ale niestety z przyczyn finansowych nikt tego tematu nie podjął – mówi Z. Muszański. – Jezioro jest chemicznie zanieczyszczone, przez co woda nie nadaje się do kąpieli. Żeby myśleć o korzystaniu z wody, trzeba najpierw wybudować w Syczynie oczyszczalnię ścieków, do której podłączą się gospodarstwa, a na to gmina nie ma pieniędzy.

Ale przewodniczący widzi potencjał w akwenie, pomimo że zbiornik dookoła obrośnięty jest trzcinami i do wody jest tylko dojście w jednym miejscu, z którego korzysta PZW. – Woda przyciąga turystów, wieś może dzięki nim żyć, może rozwijać się agroturystyka i towarzyszące jej usługi, ale do tego potrzeba inwestycji – mówi.

Na razie nie widać także szansy na zagospodarowanie jeziorka w Pniównie. – Jezioro należy do miejscowej wspólnoty gruntowej, która nie ma uregulowanego statusu prawnego – mówi Bogusław Kulbicki, radny gminy Wierzbica z Pniówna. – I nie powiodły się próby prostowania wspólnoty. Część ludzi z dawnego zarządu zmarła, brakuje też dokumentacji.

Podobnie jak w Syczynie, jeziorko jest obrośnięte trzcinami. Mimo to miejscowi postawili prowizoryczne pomosty. Woda do kąpieli się nie nadaje, ale wędkarze mają gdzie moczyć przysłowiowe kije. – Brakuje plaży, jest bardzo dużo mułu a teraz jeszcze poziom wody spadł – mówi radny Kulbicki i wspomina, że gdy budowano jeden z pomostów, to kilkunastometrowe żerdzie wchodziły bez przeszkód w muliste dno.

Szans na rekreację przy zbiornikach nie widzi też Ryszard Kowalski, prezes Polskiego Związku Wędkarskiego w Chełmie. – Jezioro w Syczynie kupiliśmy, żeby zwiększyć nasz zasób powierzchni wody, ale w takim stanie, w jakim jest obecnie ta woda, czasami wpuszczamy tam „japońce”, złociste karasie, ewentualnie płocie z odłowu, bo inna ryba się tam nie utrzyma – mówi. – Woda wiosną jeszcze jest w miarę przejrzysta, ale później ma kolor żuru. Tak samo jak w Pniównie.

PZW stosował kiedyś duński preparat, który skutecznie oczyszczał wodę, niszcząc denną roślinność. Niestety, jego używanie zostało zakazane w Unii Europejskiej a zamienniki nie dają sobie rady.

Dobrych wieści nie ma też Zdzisława Denysiuk, wójt gminy Wierzbica. – Na terenie wsi Pniówno prowadzone są obecnie na zlecenie Starostwa Powiatowego w Chełmie prace scaleniowe, które obejmują również grunty wspólnoty gruntowej tej wsi, do której należy miejscowe jezioro, w wyniku których mają być uporządkowane sprawy przedmiotowej wspólnoty – komentuje.

– Jezioro w Syczynie jest z kolei własnością Polskiego Związku Wędkarskiego, natomiast wolne, niezabudowane tereny przylegające do jeziora od strony wsi Ludwinów, tzw. „kanały”, stanowią własność wspólnoty gruntowej wsi Syczyn. Ze względu na powyższe uwarunkowania, tutejsza gmina nie posiada tytułu prawnego ani do przyległych do tych jezior terenów, ani też do samych zbiorników wodnych. Tym samym nie może nimi dysponować i przeznaczyć na cele rekreacyjne dla mieszkańców – podsumowuje wójt. (bf)