Takie stypendia nie przejdą?

Stowarzyszenie Świdnik Wspólna Sprawa ogłosiło, że jeśli wygra wybory, wprowadzi w Świdniku stypendia po 200 złotych miesięcznie dla trzydziestu procent najlepszych uczniów w każdej klasie miejskiej szkoły podstawowej. Zdaniem ratusza pomysł opozycji jest niewykonalny, ponieważ jest niesprawiedliwy i niezgodny z prawem.


W dzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego KWW Świdnik Wspólna Sprawa ogłosił kolejny punkt swojego programu wyborczego. Jest nim obietnica stypendiów dla 30 procent najlepszych uczniów w każdej klasie szkoły podstawowej. Mieliby oni dostawać po 200 zł miesięcznie.

Jak tłumaczyli członkowie stowarzyszenia, programy stypendialne nie powinny być dedykowane jedynie wybitnie zdolnym, ale powinny być dostępne dla każdego dziecka, które stara się i wkłada wysiłek w naukę. Roczny koszt programu – według wyliczeń ŚWS – miałby wynieść ok. 2,3 mln zł i nie musiałby oznaczać rezygnacji z przyznawania stypendiów najwybitniejszym uczniom.

Jednak zdaniem władz miasta pomysł opozycji jest bardzo kontrowersyjny i w zderzeniu z rzeczywistością raczej nie miałby racji bytu.

– Rozumiem, że opozycja szuka różnych pomysłów, ale trzeba przewidywać, jakie skutki i konsekwencje może rodzić takie działanie – uważa Ewa Jankowska, sekretarz miasta Świdnik. – Wprowadzenie nowego systemu stypendialnego musiałoby zostać przegłosowane uchwałą rady miasta, a uchwały, co opozycja rządząca w powiecie powinna wiedzieć, zatwierdza pod względem prawnym wojewoda lubelski.

Sądzę, że uchwała, w myśl której 30 proc. uczniów w każdej klasie otrzymywałoby stypendia, zostałaby zwyczajnie uchylona z tytułu niesprawiedliwego i nierównego traktowania dzieci. Powiedzmy, że uczeń w klasie 4 „a” ze średnią 5.0 mógłby mieć stypendium, a uczeń w klasie 4 „b” 5.0 już nie, bo klasa jest „mocniejsza”. To po prostu niesprawiedliwe. Poza tym mogłoby rodzić sytuacje, w których dzieci byłyby przenoszone z klasy do klasy, aby otrzymywać po 200 zł miesięcznie. Mamy motywować dzieci do nauki, a w ten sposób do czego byśmy je zachęcali?

Obecny miejski program stypendialny funkcjonuje od dekady. Jest skierowany do uczniów (od 4, klasy wzwyż), którzy mieszkają w Świdniku, mają bardzo dobre lub wzorowe zachowanie na świadectwie oraz spełniają jeden z warunków: mają wysoką średnią ocen, posiadają tytuł laureata kuratoryjnych konkursów przedmiotowych, tytuł laureata albo finalisty olimpiady bądź uzyskali bardzo dobre wyniki egzaminów zewnętrznych. Jak podaje miejski portal informacyjny Świdnik.pl, do tej pory stypendia otrzymało 1374 uczniów, a miasto wydało na ten cel 1,65 mln zł. W tym roku na stypendia miasto przeznaczy 192 tys. zł.

– Po latach funkcjonowania tego programu można powiedzieć, że jest sprawny i skuteczny. Kryteria są wysokie, ale nie zmienialiśmy ich na przestrzeni lat, a mimo to rośnie ilość dzieci, które ubiegają się o stypendia. Na początku przyznawaliśmy ich kilkadziesiąt, dziś jest to liczba kilka razy większa. Nie wynika to z tego, że mamy coraz mądrzejsze roczniki. Po prostu system motywuje do tego, by lepiej się uczyć. Co ważne nie różnicujemy dzieci. Uznajemy, że świdnickie jest każde dziecko zameldowane w Świdniku.

Nie ma znaczenia, że chodzi do prywatnej szkoły w Lublinie. Do stypendium i tak ma prawo, bo mieszka w Świdniku. Zrozumiałabym, gdyby opozycja proponowała obniżenie kryteriów funkcjonującego programu, po to, żeby więcej dzieci dostawało stypendia, ale w proponowanym kształcie ten program jest nie do przyjęcia. Wywołałby dysproporcje w klasach. Nie możemy sobie na to pozwolić – mówi Ewa Jankowska.

Zdaniem Jakuba Osiny z ŚWS uchwała w sprawie nowego programu stypendialnego niekoniecznie zostałaby zakwestionowana przez Urząd Wojewódzki.

– Jeżeli pracownicy urzędu miasta wiedzą, iż są aż tak wielkie dysproporcje między klasami, że uczeń ze średnią 4.7 nie załapałby się na stypendium, a w drugiej klasie uczeń ze średnią 4,2 już by się załapał, to znaczy, że klasy w świdnickich szkołach tworzone są w fatalny sposób. Sugerowałoby to, że do jednych klas wybierane są dzieci najlepsze, a do innych słabsze i byłoby to sprzeczne ze wszelkimi zasadami pedagogiki.

Jestem pewien, że tak nie jest i to populistyczny argument przestraszonych urzędników. Może się pojawić taka sytuacja, że w jednej klasie do stypendium wystarczy średnia 4.5, a w drugiej będzie to już 4.6, ale chodzi o to, żeby zasady były przejrzyste dla uczniów; żeby wiedzieli, że muszą się poprawić na tle klasy; żeby motywować do nauki nie tylko najlepszych. Jeśli będzie rósł poziom słabszych uczniów, będzie rósł też poziom całej szkoły – komentuje Osina. (w)