„To nie nasz problem!”

Mieszkańcy osiedla Zachód chcą go się pozbyć. Przeszkadza im odór i bałagan, który po sobie zostawia na przystanku, gdzie koczuje. Ośrodek Pomocy Społecznej w Siedliszczu, który – zdaniem chełmskiego MOPR – jest organem właściwym do pomocy temu człowiekowi, odmawia współpracy. Twierdzi, że wiele lat temu „oddał” go do DPS w gminie Krasnystaw i to tam powinni się nim zająć. Krasnostawski GOPS odpowia, że to bzdura. I koło się zamyka.

Rozmowy z kierownikami i dyrektorami ośrodków pomocy społecznej, które przeprowadziliśmy w tej sprawie, dają podstawy, aby zwątpić w skuteczność działań tych instytucji. Z mocy prawa ich zadaniem jest świadczenie pomocy społecznej osobom, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, a nie są w stanie pokonać jej wykorzystując własne środki, możliwości i uprawnienia. Żaden z mieszkańców chełmskiego osiedla Zachód nie ma wątpliwości, że 63-latek, który koczuje na przystanku przy ul. Lubelskiej, nie radzi sobie w życiu. I nie dość, że cierpi sam, to zatruwa życie innym.

Smród

– Na przystanku nie da się stanąć. Smród, jaki wydziela ten mężczyzna, jest nie do wyobrażenia. Rozumiemy, że jest chory. Ale to, co nam tu urządza, woła o pomstę do niego. Ludzie go przepędzają, ale on nie reaguje. Siedzi i chleje tam całymi dniami. Gdy wezwiemy strażników miejskich, to przepędzą go na chwilę, ale zaraz wraca. Zostawia tam po sobie syf: porozbijane butelki, śmieci. Brzydzimy się nawet podejść do przystanku, nie mówiąc już o tym, żeby na nim usiąść czy posadzić na ławce dziecko – ubolewają mieszkańcy osiedla Zachód.

Zbigniew Grochmal, komendant strażników miejskich, przyznaje, że to bardzo trudny przypadek.

– Doskonale wiemy, że jego zachowanie w miejscu publicznym bulwersuje mieszkańców. Z jednej strony staramy się reagować, aby nie powodował zgorszenia wśród społeczności. Skierowaliśmy wniosek do sądu w związku z jego zachowaniem, m.in. spożywaniem alkoholu w miejscu publicznym, obrażaniem funkcjonariuszy. A z drugiej strony staramy się mu pomóc. Niejednokrotnie strażnicy składali mu propozycje, żeby zawieść go do jakiegoś ośrodka dla bezdomnych. Za każdym razem odmawiał. Wystąpiliśmy do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Chełmie i do komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, żeby tego pana skierować na leczenie – wylicza komendant.

Mężczyzna pobiera rentę. Ale nie potrafi dobrze gospodarować pieniędzmi. Jest bezdomny, chory. Ostatnio trafił do chełmskiego szpitala. Mieszkańcy osiedla Zachód odetchnęli z ulgą. Ale tylko na chwilę.

Czyj podopieczny?

– Ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego otrzymaliśmy telefon, że 7 sierpnia mężczyzna zostanie wypisany. I zapytano nas, gdzie ratownicy mają go przewieźć – mówi Urszula Gralewicz, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Rodziny w Chełmie. – Wówczas pracownik socjalny, który opiekuje się bezdomnymi, nawiązał kontakt ze Stowarzyszeniem MONAR i wyprosił miejsce dla tego pana. Przebywał on tam do 11 sierpnia, po czym samowolnie opuścił ośrodek, nikogo o tym nie informując. Uzyskaliśmy też informację, że nie dbał o higienę, był opryskliwy i roszczeniowy. Co ważne, jak przebywał jeszcze w ośrodku, pracownik socjalny przeprowadził z nim wywiad środowiskowy, który uwzględnia się przy wydaniu decyzji kierującej do schroniska dla bezdomnych przez właściwy organ. W tym przypadku jest to OPS w Siedliszczu. Mężczyzna pochodzi z miejscowości Kulig w tej gminie i tam miał ostatni stały meldunek. Komplet dokumentów został przesłany do tego ośrodka 14 sierpnia – dodaje Gralewicz.

Anna Żybura, kierownik OPS w Siedliszczu, twierdzi jednak, że nie ma podstaw, aby zająć się tym mężczyzną. – W 1998 roku trafił on do Domu Pomocy Społecznej w gminie Krasnystaw i tam został zameldowany – mówi kierownik i przekonuje, że to tamtejszy ośrodek powinien się nim zająć.

– Na początku ten pan był tylko pensjonariuszem w DPS w Ostrowie Krupskim (który jest filią krasnostawskiego DPS – przyp. red). A potem, zapewne w związku obowiązkiem meldunkowym, został tam zameldowany. Pamiętajmy jednak, że został skierowany do DPS na wniosek OPS w Siedliszczu. To był ich podopieczny, który po prostu znalazł lokum na naszym terenie – przekonuje z kolei Ewa Mąka, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krasnymstawie.

Gdy ponownie zadzwoniliśmy do kierownik A. Żybury, zaprzeczyła powyższym informacjom. Powiedziała, że oni 63-latka nigdzie nie kierowali. I wciąż zarzekała się, że nie czuje się za niego odpowiedzialna. To jak w takim razie mężczyzna trafił wówczas do DPS? Na czyj wniosek? Na to pytanie kierownik nie odpowiedziała.

W tej sprawie jest wiele innych pytań. W ubiegłym tygodniu mężczyzna znów trafił do szpitala. I znów personel szpitala stanie przed dylematem: dokąd odwieźć bezdomnego? Czy ośrodkom pomocy uda się do tego czasu dogadać? Czy zdecydują, kto jest za niego odpowiedzialny? I czy sam bezdomny wreszcie pozwoli sobie pomóc? (mg)