Węgiel ma mieć certyfikat, ale nie wiadomo skąd przyjedzie

Mimo początkowej niechęci gminy będą pośredniczyć w sprzedaży węgla dla swoich mieszkańców. Dorohusk złożył już zapotrzebowanie na 1500 a Siedliszcze na 900 ton opału. Gminy, które mają własne spółki komunalne, mają ułatwione zadanie. Pozostałe czekają na zmianę przepisów, które pozwolą im na handel.

Wciąganie samorządów przez rząd w pośredniczenie w sprzedaży węgla budziło na początku mieszane odczucia. Wójtowie w gminach, które nie mają własnych spółek komunalnych, pytali, jak mają to robić, skoro samorząd nie ma prawa prowadzić działalności gospodarczej. Tylko w trzech z piętnastu chełmskich gmin funkcjonują takie spółki – w Dorohusku, Rudzie-Hucie i Rejowcu Fabrycznym. Mimo początkowych oporów i braku przepisów gminy decydują się pomóc i zbierają deklaracje od mieszkańców. Złożyły też wstępne zapotrzebowanie na opał, który zagwarantować ma spółka PGE Paliwa.

– Składając zapotrzebowanie, przyjęliśmy jedną tonę na gospodarstwo – mówił podczas sesji rady gminy Wojciech Sawa, wójt Dorohuska.

Gminny Zakład Obsługi zamówił 1500 ton w trzech dostępnych sortymentach: groszek, ekogroszek i orzech.

– Nie wiemy na razie, skąd będzie pochodzić ten węgiel, z jakiej kopalni do nas przyjedzie, ale ma mieć certyfikat jakości – tłumaczył W. Sawa.

Gminna spółka ma go sprzedawać po 2000 zł za tonę. Za dowóz doliczy dodatkową opłatę. Podobnie jak za workowanie. Węgiel będą mogli kupić tylko ci mieszkańcy, którzy nie kupili go wcześniej w preferencyjnej cenie oraz otrzymali pozytywną decyzję o przyznaniu dodatku węglowego. Będą też ograniczenia w ilości. Na gospodarstwo przypadną trzy tony. Połowę będzie można kupić w bieżącym, a kolejną w 2023 roku.

– Od mieszkańców przyjmujemy wstępne deklaracje – mówi Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcza.

Gmina złożyła zapotrzebowanie na razie na 900 ton węgla. Ale ponieważ nie ma własnej spółki komunalnej, musi wybrać inny wariant sprzedaży. – Albo zgłosimy, że będziemy sami handlować węglem i jako gmina będziemy mieli 60 dniowy okres płatności za dostarczony opał, albo możemy zawrzeć porozumienie ze składem opału na terenie naszej gminy, ale jego właściciel będzie musiał zapłacić za węgiel od razu – mówi H. Zonik. – W tym drugim przypadku węgiel może być sprzedawany o 200 zł drożej, czyli po 2200 zł za tonę. Musimy porozmawiać z przedsiębiorcą czy jest w stanie wziąć na siebie takie obciążenie. Jeżeli nie, to będziemy handlować sami.

Ale wójtowie wolą najpierw poczekać na przepisy, które im na to pozwolą. – Bo to nie jest prawda, że gminy nie chcą pomóc w sprzedaży, tylko zgodnie z prawem nie mogą prowadzić działalności gospodarczej – mówi burmistrz.

H. Zonik przypomniał, że przeciwko wójtom, którzy przekazali Poczcie Polskiej dane wyborców w trakcie tzw. wyborów kopertowych w 2020 roku, toczą się postępowania w prokuraturze. Wtedy też nie było jeszcze przepisów, które by im na to pozwalały. A konsekwencje tamtych decyzji ciągną się do dzisiaj (o tym piszemy w artykule na str. 8) (bf)