Wodowskaz nadal za zasiekami

Choć od decyzji o demontażu zasieków z drutu żyletkowego rozciągniętych wzdłuż Bugu na granicy z Białorusią mijają niemal trzy tygodnie, to rzeka we Włodawie i okolicy nadal jest niedostępna. Żołnierze z 18. Dywizji Zmechanizowanej z Siedlec pracują nad usunięciem zapory, ale jest to zajęcie bardzo czasochłonne, bo do demontażu jest blisko 180 km zasieków.

O demontaż drutu zabiegali przede wszystkim właściciele wypożyczalni kajaków, którzy jednak obecny sezon będą musieli spisać na straty, bo rzeka nadal jest zagrodzona drutem żyletkowym. To całkowicie uniemożliwia organizację spływów na odcinku graniczącym z Białorusią.

Część firm przeniosła się w górę rzeki i robi spływy np. na odcinku Zbereże – Sobibór, ale to wymaga poniesienia o wiele większych nakładów i nie zawsze jest opłacalne. Dlatego wszyscy na wieść o demontażu zapory pod koniec lipca myśleli, że przynajmniej miesiąc z sezonu da się uratować. Niestety, do końca wakacji zostały tylko dwa tygodnie, a zasieki we Włodawie i okolicy jak stały, tak stoją.

Mjr Przemysław Lipczyński z 18. Dywizji Zmechanizowanej w Siedlcach, która dostała zadanie zwinięcia drutów, tłumaczy, że jest to proces trudny i długotrwały. – Prace trwają na kilku odcinkach rzeki jednocześnie – mówi. – Operacja jest o trudna, ponieważ zwinąć musimy nie tylko koncertinę, ale też siatki zabezpieczające ją przez wchodzeniem dzikiej zwierzyny. Tak naprawdę trzeba więc zdemontować ponad 500 kilometrów ogrodzenia, a to trwa – dodaje major i prosi o cierpliwość i wyrozumiałość mieszkańców pogranicza i wędkarzy.

Przez zasieki cierpi cała turystyka. Pod drutami znajduje się m.in. jedna z największych atrakcji Włodawy, czyli słynny na całą Polskę wodowskaz. (bm)