Zima dopiekła drogowcom

Wracając z pracy upadła na oblodzonym chodniku i potłukła sobie rękę. Ból był tak silny, że musiała pojechać do szpitala. Okazało się, że ma skręcony nadgarstek. Teraz zamierza starać się o odszkodowanie od zarządcy drogi.

– 6 lutego około godziny 16 wracałam z pracy deptakiem – opowiada nasza Czytelniczka. – Szłam pewnie, bo wydawało mi się, że nawet jeśli rano było ślisko, to do popołudnia chodniki powinny już być posypane. Niestety, przewróciłam się na oblodzonej kostce na środku deptaka, mniej więcej na wysokości banku sąsiadującego z Rossmanem. Dobiegli do mnie zaraz jacyś ludzie i pomogli mi wstać. Powiedzieli, że podnosili już kilka osób w tym samym miejscu.
Kobieta wróciła do domu przekonana, że upadając nie potłukła się dotkliwie. Niestety, w domu spuchł jej nadgarstek. Ręka bolała tak bardzo, że musiała pojechać na SOR. W poczekalni spotkała kilka osób, które podobnie jak ona potłukły się upadając na lodzie. Rościsław Muratov, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, przyznaje, że w tym sezonie do szpitala zgłaszało się o mnóstwo osób, które doznały uszkodzeń ciała, przewracając się na śliskich chodnikach lub ulicach.
– Tej zimy mieliśmy i śnieg, i lód, więc takich przypadków było bezwzględnie więcej, niż rok czy dwa lata temu – mówi R. Muratov.
– Moim zdaniem służby opowiedzialne za odśnieżanie kompletnie zawiodły – uważa nasza Czytelniczka. – Takie miejsca jak deptak i ogólnie całe centrum, gdzie przemieszcza się dużo ludzi, powinny być posypane z samego rana. Służby powinny pracować już od godziny 5, a nie 7 czy 8. Byłam kiedyś u rodziny w Austrii i podczas spaceru zwróciłam uwagę, że chodniki były posypane maleńkimi „kamyczkami”. Kuzynka wyjaśniła mi, że to dlatego, że na następny dzień zapowiadano opady śniegu i to takie działanie zapobiegawcze, aby rano nie było ślisko. Czy u nas tak nie można?
Kobieta przez wywrotkę na lodzie musiała wziąć na kilka tygodni zwolnienie z pracy. Teraz zamierza starać się o odszkodowanie od zarządcy drogi.
Krzysztof Tomasik, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Chelmie, przyznaje, że takie wnioski od mieszkańców już spływają.
– Mamy trochę takich zgłoszeń, ale zazwyczaj osoby starające się o odszkodowanie przychodzą do nas po zakończeniu leczenia lub rehabilitacji. Czasem nawet rok po zdarzeniu. O wiele więcej zgłoszeń mamy od kierowców, którzy uszkodzili auta na miejskich drogach – mówi K. Tomasik. (kw)