Kataklizm

– W kwadrans straciłem sześćdziesiąt tysięcy złotych – mówi mieszkaniec Leszczan. Jest jednym z ponad setki rolników, poszkodowanych w nawałnicy, która przeszła przez gminy Żmudź, Leśniowice i Wojsławice. – Takiego żywiołu nie widziałem, jak żyję – mówi 68-latek z Nowego Folwarku.
– Z niedowierzaniem patrzyłem na to, co dzieje się za oknem – mówi o nawałnicy (przeszła 7 maja) Mariusz Łaszkiewicz, sołtys Leszczan i radny gminy Żmudź. – Ściana wody. Takiej ulewy nikt tu sobie nie przypomina. To trwało zaledwie piętnaście minut. Tyle wystarczyło, aby moja dziesięciohektarowa uprawa rzepaku została całkowicie zniszczona. Drzewa powyrywało, wszędzie leżały grudy gradu. W poniedziałek rano zabrakło mi druków oświadczeń dla poszkodowanych – tylu ich jest. Rzepak wyłożony do zera. Nikt, z kim rozmawiałem, go nie ubezpieczył. Nie stać nas na to, a poza tym firmy nie chciały ubezpieczać rzepaku, bo ponoć za duże ryzyko. Do tego doszły przymrozki. Nie wiem, jak odnowimy produkcję. To bolesne, tym bardziej, że nie dostaliśmy jeszcze dopłat. Trzeba brać kredyty na wznowienie produkcji rolnej, a to oznacza raty, odsetki. Miejmy nadzieję, że to zdarzenie zostanie zakwalifikowane jako klęska żywiołowa. To ułatwiłoby nam życie.
Ucierpiały też uprawy pszenicy, buraków cukrowych, soi. Strażacy pompowali wodę z zalanych piwnic, pozalewało studnie. W jednym z domów woda sięgała półtora metra.
– Bywały już u nas nawałnice, ale nie na taką skalę – mówi Edyta Niezgoda, wójt gminy Żmudź. – Po jednej stronie drogi nic się nie stało, a po drugiej – rzeka wody, błota, podtopione mieszkania, zniszczone uprawy. Ludzie są załamani. Powołaliśmy komisję, rolnicy zgłaszają nam straty.
W gminie Leśniowice nawałnica przeszła nie tylko przez jedną miejscowość. W Sielcu uszkodzone zostały drogi. Wiele szkód powstało w Nowym Folwarku.
– Podwórko zalewa nam przy każdej większej ulewie, ale tak źle jeszcze nie było – mówi pani Agnieszka. – Nie mamy rowów melioracyjnych i woda z całej wsi i z pól spływa do nas. Zniszczyło nam kostkę, ogrodzenie, ogród. Parę lat temu pracownicy starostwa zaczęli prace przy rowach melioracyjnych, ale nie wszyscy zgadzali się na te roboty. Prace przerwano, a nas wciąż zalewa.
Pracownicy chełmskiego starostwa od razu przystąpili do napraw i porządków.
– Sprzątamy pobocza, naprawiamy drogi, przed nami prace ziemne, problem z rowami melioracyjnymi będziemy mieli na uwadze – mówi Ireneusz Krasowski, dyrektor Wydziału Infrastruktury Starostwa Powiatowego w Chełmie.
Ale zdaniem innego mieszkańca Nowego Folwarku żadne rowy melioracyjne nie byłyby w stanie zatrzymać takiej ilości wody.
– Przepusty nie są udrażnione, ale przy takim oberwaniu chmury rowy melioracyjne są jak rwące potoki, nie spełnią swojej roli – mówi nasz rozmówca. – Na szosie było pół metra wody. Niosła ze sobą fragmenty płotów, konary drzew, śmieci. U nas jest mnóstwo pagórków, wąwozów. A woda pod górę nie pójdzie. Nic się nie poradzi na takie ukształtowanie terenu. Dawno temu, jak budowali szosę, inżynierowie mówili, że mamy tu zlewnię z ponad siedmiuset hektarów. Żyję tu 68 lat i takiego uderzenia wody nie pamiętam.
W gminie Leśniowice nie trzeba było powoływać komisji do szacowania szkód, bo ta już istniała. Powołano ją kilka dni wcześniej, kiedy to przez inną część gminy przeszedł ulewny deszcz. Wójt Wiesław Radzięciak napisał na Facebooku: „4 maja po raz pierwszy, a dziś po raz drugi na terenie gminy przeszła nawałnica deszczowo-gradowa. Pierwszy raz ucierpiała północ a teraz południe gminy. Dawno nie mieliśmy takiej sytuacji!”.
W gminie Wojsławice ulewny deszcz i burza gradowa najbardziej dały się we znaki mieszkańcom Majdanu Ostrowskiego i Ostrowa. Tu także, wójt Henryk Gołębiowski zgłosił wojewodzie lubelskiemu zagrożenie klęską i przystąpienie powołanej komisji do szacowania strat w uprawach rolnych. Gminne komisje mają dokonać szacunku strat w terminie do dwóch miesięcy od dnia zgłoszenia, nie później niż do czasu zbioru głównego plonu danej uprawy lub jej likwidacji.
Nadzieje rolników na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej rozwiewają lubelscy urzędnicy.
– Zjawiska, które wystąpiły w ostatnim czasie na terenie województwa lubelskiego: przymrozki, grad i deszcz nawalny, nie spełniają kryteriów umożliwiających wprowadzenie stanu klęski żywiołowej – informuje Radosław Brzózka, rzecznik wojewody lubelskiego. – W takiej sytuacji poszkodowane gospodarstwa rolne mogą liczyć na pomoc w postaci kredytów preferencyjnych, do których oprocentowania dopłaca Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Ponadto Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi może uruchomić inną pomoc dla tych gospodarstw, w których szkody w danej uprawie wyszacowano w wysokości co najmniej siedemdziesięciu procent lub na powierzchni siedemdziesięciu procent upraw w szklarniach albo tunelach foliowych. Pomoc ta jest udzielana do każdego hektara uszkodzonej uprawy. Stawkę pomocy oraz terminy składania wniosków ogłasza MRiRW na swojej stronie internetowej. W przypadku uruchomienia tej pomocy, wszystkie jednostki samorządu terytorialnego zostaną przez nas powiadomione za pośrednictwem E-PUAP. (mo)

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułSkąd te krzyże?
Następny artykułDruhowie strzelali