Kaźmierak, Wójtowicz i Jusiak powalczą o tytuły w górach…

Paweł Wójtowicz jest pretendentem do tytułu w „ośce”, o który będzie bił się m.in. z Kaźmierakiem

Pracowite lato mieli kierowcy rywalizujący w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski. Zawody z bazą w Banovcach (Słowacja), Sopocie i Siennej wyłoniły tych, którzy w decydujących rundach będą walczyć o mistrzowskie luary. W gronie pretendentów do tytułów znaleźli się również zawodnicy z Lubelszczyzny: Sławomir Kaźmierak (Automobilklub Lubelski), Paweł Wójtowicz i Patryk Jusiak (obaj A. Wschodni). Podczas wakacyjnego startu w Sopocie z bardzo dobrej strony pokazał się klubowy kolega Kaźmieraka – Michał Sowa.


Sławomir Kaźmierak jako jedyny wziął udział we wszystkich wymienionych imprezach. Kierowca z Wilkołaza rywalizuje o podium w klasie E1-2000 oraz klasyfikacji samochodów z napędem na koła jednej osi: po 12 z 14 rund w obydwu tabelach zajmuje 3. miejsce, ze sporymi szansami na wywalczenie tytułów I wicemistrza Polski. Letnie rundy okazały się jednak bardzo pechowe dla naszego zawodnika, a splot różnych zdarzeń i błahe awarie nie pozwoliły mu w pełni zaprezentować umiejętności.

Na Słowacji honda civic Sławka po wjeździe na plamę oleju, który wyciekł z auta wcześniej startującego kierowcy, wylądowała na krawężniku. Efekt – pokrzywione koła, uszkodzony amortyzator i przestawiona geometria zawieszenia. Silna konkurencja, również ze strony miejscowych zawodników, pozwoliła na zajęcie tylko 5. i 4. miejsca w klasie oraz 8. i 9. w „ośce”.

Nieco lepiej pojechał Kaźmierak w Sopocie, gdzie co prawda zamykał stawkę klasy na trzecich miejscach, ale w 4×2 dwukrotnie był piąty. Liczne „dzwony” podczas nadmorskiego ścigania – w sobotę aż 3 wyścigówki zostały mocno rozbite – jak przyznał nasz kierowca skutecznie stłumiły w nim ducha walki. Z kolei w Siennej już podczas sobotnich treningów awarii uległ wysprzęglik, przez co honda do podjazdów startowała z rozrusznika.

Serwis sprawnie uporał się z usterką na niedzielną część imprezy, która… ponownie upłynęła pod znakiem problemów: najpierw z zanikającym podczas podjazdu treningowego prądem (poluzowany przewód przy wyłączniku zasilania) i związanym z tym brakiem wspomagania kierownicy, chwilę później – ze zdradliwą trasą, ratowaniem się z uślizgu i stratą wielu cennych sekund na próbie wyścigowej. Po sobotniej kraksie wicelidera punktacji Michała Tochowicza nasz kierowca jako jedyny dojechał do mety za zwycięzcą wszystkich tegorocznych rund w E1-2000 Gabrielem Kubitem; w „ośce” był czwarty i szósty.

Paweł Wójtowicz opuścił słowackie rundy GSMP, w pozostałych notując zaskakujące wyniki. Porsche 944 lublinianina znakomicie jechało w Sopocie, kończąc sobotnie zagania na trzecim a niedzielne na drugim miejscu w klasyfikacji aut napędzanych na jedną oś! Dotychczas najlepszym wynikiem Pawła była 3. lokata z inaugurujących sezon zawodów w Załużu, kolejne rundy kończył na zdecydowanie dalszych pozycjach. Wójtowicz nad morzem zaliczył więc najlepszy tegoroczny start: obyło się bez problemów technicznych, a aura była wyjątkowo sprzyjająca dla silnej, tylnonapędowej wyścigówki.

W efekcie na równi rywalizował w „ośce” ze wspomnianym wyżej Tochowiczem dzieląc z nim niższe stopnie podium. Dobre tempo potwierdzały wyniki podjazdów, na których zanotował poprawę aż o 8 sekund. W rywalizacji w klasie SC+3500 tradycyjnie nie miał szans, dwukrotnie zamykając 6-osobową stawkę, ale jak wkrótce okazało się, taki stan rzeczy niespodziewanie może ulec zmianie. W Siennej czteronapędowe „potwory” seriami były rozbijane przez ich kierowców, co otworzyło Pawłowi drogę do… podium i to dwa razy, choć trzecie miejsca były nadal ostatnimi w SC+3500.

Walka w „ośce” nie wyglądała już tak różowo jak w Sopocie: deszczowa, mglista sobota skutecznie spowolniła jazdę: porsche wyraźnie przegrywało na płynącej po asfalcie wodzie z autami za napędem na przednią oś, a Wójtowicz przyznał, że w tak trudnych zawodach w górach jeszcze nie uczestniczył. Na przesychającej nawierzchni w drugim dniu ścigania wyraźnie przyspieszył, w efekcie sięgając po 4. miejsce. Taką samą lokatę zajmuje w klasyfikacji 4×2, tracąc do Kaźmieraka 11 punktów; strata niewątpliwie jest możliwa do odrobienia na ostatnich rundach.

Patryk Jusiak (A. Wschodni, honda civic) po przygodach w Limanowej postanowił wrócić na rundy w Banovcach do auta używanego w poprzednim sezonie. Krótki czas na przygotowanie do słowackich zawodów (zaledwie tydzień) oraz intensywna praca przy obsłudze kilku innych wyścigówek przez Jusiak Performance negatywnie wpłynęły na tempo kierowcy z Nałęczowa.

Zmęczenie plus mała ilość czasu na oswojenie się z nową starą hondą nie pozwoliły nawiązać walki ze zwycięzcą obydwu rund – Arkadiuszem Borczykiem; sił wystarczyło na trzecią i drugą lokatę w czteroosobowej stawce klasy A/PL-1600. Patryk wziął rewanż w Sopocie, gdzie w samotnej walce z Borczykiem dwukrotnie był górą. Tym razem już nic nie stanęło na przeszkodzie do najwyższego stopnia podium, choć wypadki innych kierowców, w tym zawodnika obsługiwanego przez serwis Jusiaka, sprawiły, że fajnie zapowiadające się rundy już nie były aż tak przyjemne.

Ciekawostką jest, że kierowca A. Wschodniego podróżował po trasie z Sopotu do Gdyni ok. 2 sekundy wolniej niż w ubiegłym roku, a mimo to prezentowane tempo było wystarczające do wygranej. Obowiązki serwisowe uniemożliwiły start Patryka w Siennej. W punktacji sezonu jest trzeci, zachowując matematyczną szansę na drugą lokatę. Z uwagi na niską frekwencję w klasie sprawę przyznania tytułów wicemistrzowskich rozstrzygną zapisy regulaminowe i układ tabeli w A/PL-1600 po ostatnich rundach.

Michał Sowa (A. Lubelski) pojawił się tylko na jednych zawodach w tym roku, za to na ulubionej trasie nad morzem, korzystając z forda fiesty podstawionego przez Stec RallyRent. Mimo słabszej, rajdowej specyfikacji auta (m. in. zwężka na turbinie) zaliczył świetny weekend, plasując się na siódmym i dziewiątym miejscu w klasyfikacji generalnej oraz drugim i trzecim w klasie E1-3500.

Nasz kierowca był zachwycony osiągami forda, który w jego ocenie od pierwszej próby prowadził się wyśmienicie. Zaznaczyć należy, że zawodnicy – najczęściej w miarę upływu kilometrów, istotnie poprawiają czasy – w przypadku Sowy przejazdy z Sopotu do Gdyni były bardzo równe, a w niedzielę niemal każdorazowo mieściły się w 0,2 sekundy, mimo, że kierowca próbował różnych opcji toru jazdy.

Jeszcze ciekawsze okazało się porównanie międzyczasów uzyskanych przez Michała: na dwóch pierwszych, mierzonych na technicznej i szybkiej części trasy, plasował się w okolicach 3. 5. miejsca w „generalce” (!), z kolei najwięcej tracił w wolniejszych zakrętach przed metą, na których lżejsze i mocniejsze wyścigówki z grupy SC sporo zyskiwały. Odważną i efektowną jazdą Sowa po raz kolejny zjednał sobie serca kibiców. Miejmy nadzieję, że zapowiadany od kilku lat przez Michała powrót do regularnego ścigania w GSMP w specjalnie zbudowanym aucie dojdzie do skutku w 2020 roku.

Decydujące rozstrzygnięcia w górach zapadną w Korczynie pod koniec września.

Łukasz Głowacki