Szalony kot i wąglik w schronisku

Ostatni tydzień z pewnością nie należał do typowych dla włodawskich strażaków. Oprócz tradycyjnych zdarzeń, do których wyjeżdżali, trafiły się im dwa niecodzienne zgłoszenia. Jedno dotyczyło szalonego kota, drugie wąglika ukrytego w schronisku.

Najbardziej pracowita była niedziela (15 listopada). – Najpierw w budynku przy ul. Kopernika we Włodawie włączył się czujnik tlenku węgla – mówi Wojciech Chomik z PSP we Włodawie. – Po przyjeździe na miejsce faktycznie nasze urządzenia potwierdziły niewielkie ilości tego gazu w powietrzu, ale wystarczyło przewietrzyć pomieszczenia, by wyeliminować zagrożenie. Następnie, około południa, interweniowaliśmy przy płonącej sadzy w kominie w domu w Stawkach, a przed wieczorem zabezpieczaliśmy miejsce kolizji dwóch aut osobowych, do której doszło na drodze między Kołaczami a Starym Brusem – relacjonuje W. Chomik.

Dwa dni później, we wtorek (17 lutego), do komendy strażaków zadzwoniła przestraszona mieszkanka ulicy Chełmskiej we Włodawie, twierdząc, że jej kot dostał szału i jest bardzo agresywny. Na miejscu okazało się, że zwierzak faktycznie zachowuje się bardzo dziwnie: fuczy, stawia sierść, skacze z pazurami na strażaków. Ci wzięli więc podbierak i chwytak i złapali agresywnego dachowca i już w klatce przekazali go pod opiekę Straży Miejskiej, która brała udział w interwencji. Ostatecznie, po teleporadzie z weterynarzem, zwierzak trafił pod jego opiekę.

Tego samego dnia, tyle że w godzinach wieczornych, strażacy gasili płonące kontenery ze śmieciami przy ul. Reymonta. Pożar szybko opanowano, nikomu nic się nie stało. W czwartek (19 listopada) schronisko młodzieżowe „Krokodyl” w Okunince otrzymało mejla, z którego treści wynikało, że w ośrodku znajduje się pojemnik z wąglikiem. Po gruntownym sprawdzeniu budynku niczego podejrzanego nie wykryto. Okazało się, że to kolejny fałszywy alarm, który bez potrzeby postawił na nogi strażaków. (bm)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here