Kłos wygrał ledwo, ledwo…

1:0 – Flis (73).
KŁOS: Porzyc – Omelko, E. Poznański, S. Wyrostek, Siatka, Flis, Antoniak (46 Drzewicki), Janas, P. Gierczak (66 Ciechoński), Szponar (85 K. Gierczak), Żwirbla. Trener – Robert Tarnowski.
PŁAWANICE: Dmuch – A. Czajka, Neckar, Malinowski, Gąsiorowski, Dudko, Hawryluk, Szałaj, Wiśniewski, Kamiński, Nestorowicz. Trener – Michał Filipczuk.
Sędziowali: Rękas oraz Harko i Bryda.
Lider – Kłos Chełm rozpoczął mecz osłabiony, bez kontuzjowanych Kazimierza Bali i Łukasza Drzewickiego, swojego najlepszego strzelca. Ten ostatni wszedł na drugie 45-minut, bo drużynie nie szło, ale nie zagrał tak, jak potrafi, gdy jest w pełni sił. Gospodarze odnieśli zwycięstwo, na które musieli mocno zapracować. Pławanice wcale nie zamierzały ułatwiać liderowi zadania. Mimo porażki goście schodzili z boiska z podniesionym czołem. – Zespół Pławanic był dobrze zorganizowany na swojej połowie, w zasadzie nie pozwolił nam w pierwszej części meczu stworzyć stuprocentowej sytuacji do zdobycia gola – mówił po meczu Robert Tarnowski. – Inna sprawa, że mój zespół grał słabo, w dodatku z każdą minutą coraz bardziej nerwowo.
W drugiej części meczu gra Kłosa wyglądała nieco lepiej, ale to wciąż nie było to, do czego podopieczni Roberta Tarnowskiego przyzwyczaili kibiców. – Wkraczamy w decydującą fazę i odnoszę wrażenie, że nie wszyscy zawodnicy potrafią unieść ciężar wyniku – mówi R. Tarnowski. – W naszej grze jest za dużo chaosu, a za mało przemyślanych, składnych akcji, po których moglibyśmy strzelać gole. Kolejny mecz wiosną i kolejny gol ze stałego fragmentu. W poprzednich dwóch meczach bramki zdobywaliśmy też po stałych fragmentach, a nie po szybkich akcjach.

Komentarze