Jedyna taka zagroda w Polsce

To gospodarstwo już teraz jest niezwykłe. Jego dobrą aurę wyczuł cap – przybłęda „Meme”, swoje miejsce znalazł tu „Misiek” z pogorzeliska. Gospodarze budują łodzie, ale prawdziwe wyzwanie czeka ich na wiosnę. Wtedy powstanie tu zagroda, jakiej nie ma w całym kraju. Goście zobaczą nietypową hodowlę karpia i sałaty, stare kino, piec chlebowy.

Gospodarzami zagrody w Wolawcach są Agnieszka Poźniak i Jan Cudak (Amerykanin polskiego pochodenia). W gronie osób zaangażowanych w działalność kulturalną i społeczną Chełma ta para znana jest doskonale. A. Poźniak kilkanaście lat temu w jednym z wywiadów mówiła: „nasza przeszłość może stać się naszą przyszłością”. To hasło przyświecało parze, gdy trzynaście lat temu zakładała stowarzyszenie „Miasteczko”. Ale słowa te doskonale odzwierciedlały wszystkie ich wspólne inicjatywy. Sprowadzały się one do wskrzeszania pamięci o tradycji i wielokulturowości Chełma – jego polskich, żydowskich, ukraińskich i niemieckich korzeniach. Największym sukcesem „Miasteczka” było zorganizowanie koncertu światowej sławy skrzypaczki polsko-żydowskiego pochodzenia – Idy Heandel. Poźniak i Cudak tworzyli też kawiarnię artystyczną Chicago Cafe, gdzie organizowano m.in. spotkania filmowe z ciekawymi artystami. Para na jakiś czas zamieszkała w Warszawie, ale nie mogła rozstać się na długo z ukochanym Chełmem. Prowadziły ich do niego wszystkie drogi – jak pisał w swej powieści noblista Izaac B. Singer. W Wolawcach w gminie Kamień czekała na nich ojcowizna Agnieszki – ponad hektarowa działka po pradziadkach. To miejsce stało się dla nich rajem na Ziemi. To tu się pobudowali i tu hodują swoje psy (wśród nich jest przygarnięty przez nich po pożarze w gminie Leśniowice „Misiek”) i koty. W Wolawcach Jan wrócił do pasji z dzieciństwa, gdy tworzył projekty łodzi. Dziś nie ogranicza się już do samego projektowania, tylko własnoręcznie buduje żaglówki i trimarany. Taką łodzią pływali z Agnieszką w tym roku m.in. po jeziorach Wigry i Święcajty. Obcowanie z naturą daje im wielką radość.

Jedyne w Polsce

Cząstką swojego świata chcą się teraz podzielić się z innymi. Postawili sobie kolejne wyzwanie. Tym razem wyjątkowo nietypowe, jedyne w Polsce. W swoim gospodarstwie otwierają Zagrodę Edukacyjną „Wolawce”. W nazwie tej rodzinnej firmy, którą tworzą razem z młodszym bratem Agnieszki, Michałem, celowo użyli nazwy miejscowości. Chcą promować swoją wieś. Fotografie z przygotowań do otwarcia Zagrody Agnieszka zamieszcza czasem na Facebooku.

Zdjęcia obrazują dziwne konstrukcje i urządzenia. Patrząc na nie trudno się domyślać, czemu mają służyć. To potęguje ciekawość internautów, a Czytelnicy „Nowego Tygodnia” wtajemniczeni są w ten projekt jako jedni z pierwszych. Projekt wzorowany jest na amerykańskim i wykorzystuje tzw. aquaponikę, czyli hodowlę ryb połączoną z uprawą warzyw. Konstrukcja składa się z dwóch części. W dolnej, czyli specjalnym basenie znajdują się ryby. Ich odchody po odfiltrowaniu stanowią nawóz dla roślin, tj. sałaty rosnącej na wyższym piętrze w specjalnych korytach. Systemy korzeniowe sałaty oczyszczają wodę, która znowu trafia do ryb.

System działa niemal automatycznie, samowystarczalnie i przez cały rok. W hodowli wykorzystane zostaną karpie, bo te w naszych warunkach nadają się do tego najlepiej. Konstrukcja w zagrodzie „Wolawce” już stoi. Karpie mają zostać dostarczone w połowie grudnia. Sadzonki inicjatorzy przedsięwzięcia mają przygotować sami. Imponujący mechanizm naturalnej uprawy będą mogli oglądać goście. Ale to tylko jeden z wielu elementów zagrody.

W planach są warsztaty artystyczne, rękodzielnicze i kulinarne. Podczas tych zajęć instruktorzy będą przybliżać gościom zagrody dawne rzemiosło, sztukę oraz obyczaje i obrzędy ludowe. Nie ma zagrody bez zwierząt. Przyjezdni będą mogli zobaczyć tu kozy, owce, kucyka czy króliki. Do niedawna w gospodarstwie przebywał cap „Meme”. Musiał wyczuć panującą tu dobrą atmosferę, bo sam się przybłąkał. W zagrodzie będzie też można nauczyć się wypiekania chleba w tradycyjnym piecu, a w stodole mają być wyświetlane seanse filmowe…

Niedoceniony skarb

Plany są imponujące, ale przed inicjatorami przedsięwzięcia jeszcze sporo pracy. Zagroda na dobre rozpocznie swoją działalność wiosną przyszłego roku.

– Chcielibyśmy pokazać gościom, jak wspaniałe tradycje ma nasz region i jak cenne jest spędzanie czasu na łonie natury – mówi Agnieszka. – Już teraz mnóstwo moich koleżanek, mieszkających w wielkich miastach, także z zagranicy, zapowiedziało, że chętnie spędzi tu czas. Zazdroszczą miejsca, w którym mieszkamy. Wiemy, że to skarb i jesteśmy z niego dumni.

Tymczasem wielu mieszkańców naszego regionu tego nie docenia. Kilkanaście lat temu odwiedziliśmy skansen w Guciowie na Roztoczu. To była niewielka zagroda zainicjowana przez człowieka z pasją, który konsekwentnie, stopniowo ją rozbudowywał. Dziś jest ona podstawą funkcjonowania dla wielu okolicznych gospodarstw agroturystycznych. Rozsławiono to miejsce. Mamy obawy czy nasza zagroda spełni oczekiwania gości i czy nasze plany się spodobają. Myślimy jednak, że warto spróbować.

Inicjatorzy przedsięwzięcia w Wolawcach dostali 100 tys. zł dofinansowania z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Pieniądze te udało się pozyskać dzięki wsparciu LGD „Ziemi Chełmskiej”. Zagroda w Wolawcach ma być wpisana do Sieci Zagród Edukacyjnych, będącej elementem ogólnopolskiej akcji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Do Sieci gospodarstwa przystępują po uprzedniej rekomendacji doradców z Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. O podjętej przez mieszkańców wsi Wolawce inicjatywie z aprobatą wypowiada się Urszula Wojewoda, koordynator ds. agroturystyki i turystyki wiejskiej LODR w Końskowoli.

– W powiecie chełmskim nie ma tego typu miejsc edukacyjnych i tym bardziej przedsięwzięcie w Wolawcach jest ważne – mówi Wojewoda. – To istotne, aby przypominać ludziom o tradycjach wiejskich, o tym, skąd bierze się żywność, w jaki sposób jest produkowana.

Gdy prowadzimy konkursy dla najmłodszych na ten temat, zdarza się, że dzieci nie wiedzą nawet, skąd bierze się mleko, nie rozpoznają warzyw. Taka edukacja prowadzona w zagrodzie przynosi większe efekty niż wiedza przekazywana ze szkolnej ławki. Aby coś naprawdę poznać trzeba tego dotknąć, posmakować, zobaczyć. (mo)