Koniec schroniska nieuchronny

Brus i ponad pięćdziesiątka innych psów ze schroniska w Krzesimowie czeka na adopcję

Schronisko dla psów w Krzesimowie z końcem czerwca zostanie zamknięte, a wciąż przebywa w nim jeszcze 59 czworonogów, które czekają na adopcję i nowy dom. Co gorsza wciąż zdarzają się przypadki, że w pobliże przytuliska ludzie podrzucają niechciane zwierzaki, wiedząc, że krzesimowscy Animalsi na pewno je przygarną i się nimi zaopiekują. Taki przypadek miał miejsce w lutym, kiedy w tak bezduszny sposób ze schorowaną suczką postąpił mieszkaniec Łęcznej.


Na gorącym uczynku przyłapała go szefowa schroniska w Krzesimowie Maria Ferens. – Spacerowałam z psem nieopodal schroniska. W pewnym momencie zauważyłam zatrzymujące się auto, z którego wysiadł kierowca i wyciągnął psa. Coś mnie tknęło, że chce on pozbyć się tego psiaka. Podbiegałam do auta, by wyjaśnić sprawę – opowiada Maria Ferens.

– Najpierw tłumaczył się, że wcale nie chciał się pozbyć zwierzaka, tylko źle się poczuł i dlatego zatrzymał na skraju lasu. Ale wyciągnięta przez niego z samochodu suczka panicznie się go bała, więc zorientowałam się, że nie mówi prawdy. Przyparty do muru w końcu się przyznał, że chciał porzucić psa, który jest nieposłuszny, a celowo wybrał pobliże schroniska, bo wiedział, że zwierzakiem ktoś się tu zajmie. Stwierdził, że nie wiedział, że placówkę w ciągu kilku miesięcy czeka likwidacja.

Przerażony psiak chciał uciec, ale pracownikom schroniska udało się go złapać. – Okazało się, że sunia jest chora na odmienniczkowe zapalenie nerek i do tego była jeszcze w rui. Gdyby została sama w lesie, groziłaby jej śmierć. Po miesiącu leczenia jest już prawie wszystko w porządku, ale czeka ją jeszcze sterylizacja – informuje szefowa schroniska. –

Zastanawialiśmy się, czy nie złożyć oficjalnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa znęcania się nad zwierzęciem, bo tak w przepisach prawa traktowane jest jego porzucenie, ale rozmawiałam z policjantami i powiedzieli mi, że w tej sytuacji trudno będzie udowodnić temu mężczyźnie winę, jeśli będzie twierdził, że wcale nie chciał porzucić zwierzęcia więc odpuściliśmy. Najważniejsze, że psiakowi nic się nie stało.

Pilnie poszukiwani właściciele

W schronisku suczka oprócz opieki dostała imię – Lilii. Ma ok. dwóch lat, jest bardzo przyjacielska, łagodna i chodzi na smyczy. Poszukuje nowego domu, podobnie jak 59 innych psiaków wciąż przebywających w schronisku. Czasu na ich adopcję jest coraz mniej, bo do końca czerwca ośrodek ma być zlikwidowany (Nadleśnictwo Świdnik wypowiedziało schronisku umowę dzierżawy nieruchomości i w zasadzie nie ma szans na jej przedłużeniu).

Prowadzące schronisko Świdnickie Stowarzyszenie Opieki nad Zwierzętami ma nadzieję, że do tego czasu uda się znaleźć nowych właścicieli dla większości psiaków, a dla tych, które nie zostaną adoptowane, da się stworzyć tzw. „staruszkowo”, czyli małe schronisko w Świdniku lub okolicy. Ale póki co zainteresowanie adopcją jest niewielkie, a miejsca na „staruszkowo” też nie widać.

– Już nie wiem, do kogo się zgłosić po pomoc, bo do końca czerwca musimy wszystko zlikwidować. Mam kilku pracowników, którzy dwoją się i troją, żeby zapewnić psom wszystko. Zostały u nas tylko starsze i większe psy, z którymi nie wiemy, co będzie, ale nie zostawimy ich samym sobie – zapewnia Maria Ferens, mając nadzieję, że jednak znajdą się chętni na przygarnięcie większości przebywających w schronisku czworonogów.

Nadzieją na pomoc w rozwiązaniu problemu jest również wieloletnia współpraca schroniska w Krzesimowie z niemieckim stowarzyszeniem, które zajmuje się adopcją bezdomnych psów. Partnerzy zza Odry deklarują, że do końca kwietnia postarają się znaleźć nowy dom dla 20 krzesimowskich czworonogów. A co z resztą?

Wszyscy, którzy chcieliby mieć czworonożnego przyjaciela z krzesimowskiego schroniska, lub chcą pomóc placówce i jego podopiecznym w jakikolwiek sposób, mogą dzwonić pod numer 691 522 924. JN