Pożar zabrał im chleb

Z targowiska po pożarze zostało rumowisko

W nocy z 9 na 10 kwietnia doszczętnie spłonęło targowisko między ulicą Ruską a dworcem autobusowym. Straty materialne mogą sięgać 2 mln złotych. Handlujący tu kupcy, nie tylko z Polski, stracili miejsca pracy wraz towarem. Często był to dorobek życia. Służby badają sprawę, lecz na ostateczne ustalenia możemy jeszcze poczekać kilka tygodni.


Targowisko stanęło w ogniu późnym wieczorem. – Zgłoszenie otrzymaliśmy przed godz. 23. Na miejscu pracowało 60 strażaków w 14 zastępach. Około północy udało się nam opanować pożar, później strażacy mogli skoncentrować się na dogaszaniu pogorzeliska i pracach rozbiórkowych. Wstępnie straty oszacowaliśmy na około dwa miliony złotych – relacjonował kpt. Andrzej Szacoń, rzecznik KM Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie.
Pożar objął 2,5 tysiąca metrów kwadratowych targowiska. Następnego dnia na miejsce pospiesznie przybyli kupcy. Płakali i nie dowierzali, że w jedną noc stracili miejsca wieloletniej pracy. Reakcje administratora i zarządcy podległej marszałkowi województwa spółki Lubelskie Dworce były szybkie – porządkowanie zaczęło się już w piątek.

– Mamy swoje domysły, kto to mógł zrobić, ale nie chcemy ferować wyroków – mówił „Kurierowi Lubelskiemu” Andrzej Ziętek, dyrektor w firmie Euroconsult, administrator spalonego targowiska. Jeszcze w tym tygodniu kupcy mają wznowić handel. Wielu z nich utraciło cały towar właśnie tej nocy, z poniedziałku na wtorek, dostawy miały bowiem miejsce w poniedziałek…

Służby czekają na opinię biegłego

Straty szacuje też lubelska policja. Do końca tygodnia szczegółów nie poznaliśmy. – Prowadzimy postępowanie w sprawie pożaru na targowisku przy ul. Ruskiej. Czekamy na opinię biegłego z zakresu pożarnictwa. Trwa szacowanie strat – informowała przed tygodniem nadkom. Renata Laszczka-Rusek, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Sprawa stała się też przedmiotem badań prokuratury. – Na miejscu był prokurator z biegłym sądowym w zakresie pożarnictwa. Wciąż czekamy na opinię biegłego, może to potrwać nawet do trzech tygodni. Na ten moment nie mogę powiedzieć nic więcej – mówi Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – W sprawie przesłuchano świadków, prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku artykułu 163 Kodeksu karnego (spowodowanie katastrofy m. in. poprzez wszczęcie pożaru). Grozi za to do 10 lat pozbawienia wolności.

Służby biorą pod uwagę zwarcie instalacji elektrycznej, zaprószenie ognia i podpalenie.
W sprawie wypowiedział się też prezydent Krzysztof Żuk. – To dramat dla wszystkich, którzy stracili przedmiot aktywności zawodowej. Na szczęście nikt nie zginął, to jest szczęście w nieszczęściu przy tych wybuchach, które tam miały miejsce. Rozmawiałem z panem Mariuszem Gradem z zarządu Lubelskich Dworców. Będziemy na bieżąco współpracować w tej trudnej sprawie – mówił przed tygodniem prezydent Krzysztof Żuk. CH