PZL nadal na zwolnionych obrotach

W PZL-Świdnik nadal obowiązuje czterodniowy tydzień pracy, a w sierpniu wszyscy pracownicy będą wykorzystywać urlop wypoczynkowy

Od 1 lipca załoga Portu Lotniczego Lublin wróciła do pracy na cały etat i z pełnym wynagrodzeniem choć połączeń lotniczych, a tym samym przychodów, jest jak na lekarstwo. Tymczasem w PZL-Świdnik nadal obowiązuje skrócony tydzień pracy i wynagrodzenia obniżone o 20 proc. Jak będzie po wakacjach? – Zarząd zapowiada, że wszystko jest uzależnione od wielkości zamówień – mówią przedstawiciele związków zawodowych.


Pandemia koronawirusa dotknęła niemal wszystkie sektory gospodarki. Jej skutki boleśnie odczuł też przemysł lotniczy na całym świecie, w tym także PZL-Świdnik. Już z końcem marca zamówienia od spółki matki, czyli koncernu Leonardo Helicopters, w świdnickiej fabryce spadły o połowę, a zakład dla ograniczenia kosztów wysłał jak największą ilość pracowników na zaległe urlopy. Kolejnym krokiem było wprowadzenie przestoju w pracy od 27 do 30 kwietnia, a w zasadzie aż do 4 maja.

Potem zarząd spółki poinformował o planach zwolnienia do końca roku 90 pracowników zatrudnionych na umowach czasowych i tych, którzy w międzyczasie nabędą prawa emerytalne oraz porozumiał się ze związkami zawodowymi w sprawie redukcji całej załodze od 1 kwietnia, na trzy miesiące, o 20 proc. wymiaru czasu pracy i wynagrodzeń, dzięki czemu PZL mógł skorzystać z przewidzianych w tarczy antykryzysowej dopłat do wynagrodzeń i składek z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (PZL otrzymał wsparcie w wysokości blisko 18 mln zł – przyp. aut).

W międzyczasie zarząd spółki zakomunikował związkom zawodowym o konieczności rozwiązania umowy o prace z kolejnymi 120 pracownikami. Choć trzymiesięczny okres ograniczenia wymiaru czasu pracy minął z końcem czerwca, załoga w dalszym ciągu pracuje cztery dni w tygodniu, otrzymując niższe wynagrodzenie.

– W międzyczasie udało nam się wynegocjować zamianę premii na dodatkowe 10 proc. poborów. Oznacza to, że załoga ma pobory obniżone nie o 20, a o 10 proc. Za to w lipcu i sierpniu nie otrzyma premii asortymentowej – mówi Piotr Sadowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w PZL-Świdnik.

Większość pracowników ma przymusowe wolne piątki, niektórzy poniedziałki. Tak będzie do końca lipca. Natomiast od 3 do 21 sierpnia pracownicy wykorzystywać będą urlop wypoczynkowy. W tym czasie produkcja w fabryce zostanie całkowicie wstrzymana, z wyjątkiem sytuacji awaryjnych (np. remontów i ewentualnie pilnych prac wysyłkowych dla właściciela). Jak będzie wyglądała sytuacja po wakacjach, związkowcy jeszcze nie wiedzą. Od zarządu słyszą, że będzie to uzależnione od wielkości pozyskanych zamówień.

– Ilość pracy, którą teraz mamy pokrywa zaledwie 80 proc. naszych możliwości – mówi Sadowski. – Natomiast jak będzie to wyglądało po wakacjach, nie wiemy. Jak pojawią się jakieś zamówienia dodatkowe, wówczas wrócilibyśmy do cyklu normalnej pracy. W tej chwili jedynym dostawcą usług dla nas jest nasz koncern. Ze strony rządu RP mimo zapewnień, naszych wniosków i pism, nie pojawiły się żadne dodatkowe zamówienia.

Pod koniec kwietnia br. związkowcy z PZL-Świdnik zwrócili się do premiera Mateusza Morawieckiego z pismem o ratowanie zagrożonych miejsc pracy poprzez zlecenie obiecywanych zamówień rządowych na nowe śmigłowce oraz uruchomienie w trybie pilnym zapowiadanej modernizacji eksploatowanych przez armię śmigłowców W-3A do wersji wsparcia pola walki.

– Otrzymaliśmy odpowiedź z MON, z której wynika, że nie przewiduje się żadnych dodatkowych zamówień dla Świdnika, a zamówienia są realizowane zgodnie z planem modernizacji technicznej sił zbrojnych do roku 2023. Rządy wszystkich państw, w których działają zakłady Grupy Leonardo w jakiś sposób wsparły te zakłady, aby pracownicy nie ponosili kosztów kryzysu. Wszyscy z wyjątkiem Polski.

Upadek firmy nam nie grozi, ale pojawia się pytanie, w jakiej formie nasza firma będzie funkcjonować za dwa lata; czy będziemy jeszcze wykonawcą finalnym, czy tylko dostawcą podzespołów dla Grupy Leonardo; czy będziemy zatrudniać tyle, co obecnie, czy w związku z wygaszeniem produkcji rodzimych śmigłowców zatrudnienie radykalnie spadnie. Te pytania zadaję na wszystkich spotkaniach z zarządem, ale nie mamy jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, czy będziemy mieli zamówienia na nasze krajowe wyroby. Wszystko jest w rękach rządu – twierdzi P. Sadowski.

Port na pół gwizdka, pracownicy na całych etatach

Od ubiegłego tygodnia do normalnego czasu pracy i wynagrodzeń wrócili za to pracownicy Portu Lotniczego Lublin. Od 1 kwietnia oni też pracowali na 4/5 etatu i mieli pensje obniżone o 20 proc., po to by spółka mogła skorzystać z przewidzianych w tarczy antykryzysowej dopłat do wynagrodzeń i składek zus (PLL otrzymał na ten cel w sumie 1,8 mln zł – przyp. aut).

– 30 czerwca uległy rozwiązaniu – na skutek zakończenia okresu, na jaki zostały zawarte – porozumienia z pracownikami obejmujące ich obniżonym wymiarem czasu pracy w związku ze spadkiem obrotów gospodarczych w następstwie całkowitego ograniczenia regularnego ruchu lotniczego w kraju w związku z wystąpieniem COVID-19. W związku z tym od 1 lipca warunki pracy i płacy obowiązują jak przed 1 kwietnia br. – informuje Piotr Jankowski, rzecznik PLL.

Do poziomu sprzed epidemii nie wróciła niestety ilość obsługiwanych połączeń lotniczych, a tym bardziej pasażerów, których liczbę dodatkowo ograniczają obowiązujące w samolotach limity podróżnych. Na razie uruchomione zostały regularne loty do Eindhoven, Oslo, Londynu, Dublina oraz Splitu (loty w piątki). Od 7 lipca, co wtorek, będzie można polecieć na grecką wyspę Korfu, od 21 lipca ruszą czartery do Burgas (we wtorki i piątki), a od 22 lipca (w środy) do tureckiej Antalyi. Szczegółowe informacje na temat rozkładu lotów dostępne są na stronie internetowej: www.airport.lublin.pl. (w)