Robinson Slipper – mój tegoroczny killer

Wyścig zbrojeń trwa. Każdego dnia premierę ma jakaś nowa superskuteczna przynęta, która wabi nie tyle ryby, co wędkarzy. W zalewie modeli prawdziwą sztuką jest wybrać te naprawdę godne uwagi. Jedną z nich jest niepozorna guma od Robinsona – Slipper, który dość nieoczekiwanie stał się moją przynętą nr 1 na bużańskie szczupaki, sandacze i okonie.


Slipper z założenia jest gumą dedykowaną do zbrojenia hakami offsetowymi. W dolnej i górnej części korpusu posiada specjalne wyżłobienia, w których chowa się część haczyka. Ich budowa oczywiście wcale nie oznacza, że koniecznie musimy zbroić je w ten sposób. Z równym powodzeniem można sparować je ze zwykłą główką jigową, albo nadziać je np. na węgorzowy haczyk z długim trzonkiem i podpiąć to pod czeburaszkę. Jakiego sposobu byśmy nie wybrali, każdy bardzo skutecznie trzyma gumę na miejscu. Slipper jest zrobiony z miękkiego, ale bardzo sprężystego silikonu. Dzięki temu w ogóle się nie odkształca i jedną gumę możemy z powodzeniem kilkukrotnie nadziewać na hak bez większego dla niej uszczerbku.

Ripper Robinsona występuje w dwóch wariantach wielkościowych (7 i 10 cm) oraz w sześciu wersjach kolorystycznych. Kształtem przypomina klasyczną, małą rybkę. Cienki korpus rozszerzający się w części grzbietowej i okrągła płetwa na końcu cienkiego ogonka nadają mu charakterystyczną pracę. Przy klasycznym prowadzeniu ogonek porusza się bardzo intensywnie, ale nie zamaszyście, a korpus pozostaje nieruchomy. Układ ten zmienia się przy opadzie, kiedy to do falującej płetwy dołącza korpus delikatnie lusterkując. Taka praca przynęty w połączeniu z naturalnymi kolorami niezwykle skutecznie wabi drapieżniki. Na granicznym Bugu najlepiej sprawdzają mi się dwie wersje – ta z białym grzbietem i zielonym spodem z brokatem oraz z niebieskim grzbietem i białym brzuszkiem.

Gum Slipper używam przed wszystkim do łowienia z opadu. Wiadomo, że taki sposób prowadzenia wabika powoduje bardzo duże straty w naszych pudełkach z przynętami, i – co tu dużo ukrywać – w portfelach. Dlatego i na polu ekonomii docenimy firmę Robinson, bo rippery z serii Slipper kosztują niewiele – 7-centymetrowe można znaleźć nawet poniżej złotówki za sztukę, a to niewątpliwie duża, choć nie największa z ich zalet. Najlepszą bowiem rzeczą jest to, co wędkarze cenią najbardziej w przynętach, czyli skuteczność. Wersje 10-centymetrowe z równą zajadłością atakują sandacze i szczupaki. Nawet okonie zdecydowanie biją w przynętę ledwo dwa razy mniejszą od siebie. Czy istnieje lepsza rekomendacja dla tej niepozornej gumki? (mik)