Kodeks etyki zamieszał w radzie

Choć wtorkowa sesja nie była ostatnią w tej kadencji, radni i władze miasta już teraz zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie

Nie żadna z podejmowanych uchwał, a dyskusja na temat „Kodeksu etycznego rozwoju miasta” wywołała najbardziej ożywioną dyskusję na ostatniej sesji Rady Miasta Świdnik. Przyjęcie takiego dokumentu zaproponowali mieszkańcy, którzy sprzeciwiali się zmianom w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.


Temat „Kodeksu etycznego rozwoju miasta” wywołała radna Edyta Lipniowiecka (Świdnik Wspólna Sprawa).

– Otrzymałam ten kodeks od jednego z mieszkańców. Wiem, że inni radni również. Chciałabym poznać państwa opinię na ten temat i zaproponować, byśmy np. w ramach komisji spróbowali go przepracować – mówiła radna.

Jak się okazało, „Kodeks etycznego rozwoju miasta” to dokument, który przygotowali właściciele działek w rejonie ulic Popiełuszki, Klonowej i Brata Alberta, którzy obawiając się, że w ich sąsiedztwie powstaną bloki, sprzeciwiali się zmianom w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. „Kodeks” przedłożyli radnym w nadziei, że zechcą przyjrzeć się tej propozycji. „Kodeks” nie trafił jednak do wszystkich, dlatego niektórych radnych propozycja E. Lipniowieckiej bardzo zaskoczyła.

– O co chodzi? Brzmi to niepokojąco. Proszę o wyjaśnienie, o czym rozmawiamy – mówił radny Radosław Brzózka.

Jerzy Irasak tłumaczył, że dostał taki kodeks i był przekonany, że pozostali radni również.

– Mieszkańcy zabiegają o to, aby bardziej brać pod uwagę ich głosy, aby szerzej mogli uczestniczyć w sprawach związanych np. ze zmianami w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Proponuję, aby go skopiować i rozesłać do wszystkich radnych tak, aby każdy mógł na spokojnie się z nim zapoznać i już znając ten tekst, możemy o nim dyskutować – zaproponował radny.

Radni przystali na tę propozycję, choć nie brakowało głosów, że niektóre zapisy „kodeksu” są nieco kontrowersyjne, chociażby te dotyczące transparentności podejmowania decyzji przez władze miasta. Niektórzy radni uznali, że kodeks to pewna próba wywarcia presji i zabezpieczenia swoich interesów przez mieszkańców, którzy nie chcieli zmian w MPZP.

– Nie znam tego kodeksu, ale jeśli punktem wyjścia do jego stworzenia była sprawa zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla działek os. Brzeziny-Kalina, to nie jest to dobre odniesienie. Poszliśmy na daleko idące ustępstwa w stosunku do mieszkańców i zachowaliśmy szczególną ostrożność i transparentność przy ocenie tej sprawy – mówił wiceburmistrz Andrzej Radek.

Wśród radnych nie brakowało też głosów, że przyjmowanie kodeksu byłoby stratą czasu.

– Idąc tym tropem, zaraz będziemy potrzebować kodeksu dla terenów zielonych czy kodeksu ustawiania ławek. Każdy z nas, zostając radnym, składał przysięgę i deklarował etyczne rozwiązywanie problemów miasta. Tworzenie czegoś oderwanego od rzeczywistości i dotyczącego wąskiej grupy osób jest stratą czasu – ocenił radny Mirosław Tarkowski.

Radni Jerzy Irsak i Andrzej Krupa przypominali, że kodeks nie dotyczy radnych, a rozwoju miasta.

– Może jest to nieco dziwne pismo, ale uważam, że powinniśmy poważnie pochylić się nad każdym pismem od mieszkańców i ocenić czy jest zasadne, czy nie – proponował J. Irsak.

Radna Edyta Lipniowiecka, chcąc zakończyć dyskusję, zaproponowała, aby rozesłać pismo radnym, porozmawiać o sprawie na komisjach i ewentualnie wypracować wspólne stanowisko.

– Nie ma sensu dziś dyskutować o czymś, co nie wszyscy znamy, ale w imieniu mieszkańców prosiłabym, aby pochylić się nad tym na komisjach – proponowała.

W odpowiedzi radny Brzózka, uznając „Kodeks” za dobrą wolę rozwiązania trudniej sprawy ze strony jego autorów, nie powstrzymał się od uszczypliwości pod adresem ŚWS reprezentowanego przez radną Lipniowiecką.

– Tylko jedna rzecz budzi moją wątpliwość i niepokój – mówił radny. – Mianowicie, że to pani radna i pani środowisko podnosi tę kwestię, bo to państwo macie poważny problem z dobrymi obyczajami w życiu społecznym. Podam choćby dwa przykłady. Kto powszechnie znaną, lubianą i szanowaną osobę z życia publicznego nazywał błaznem, że musieliśmy się jako Świdnik tłumaczyć przed całą Polską? Kto godził się na to, by w Powiecie Świdnickim przed 4 lata na stanowisku sekretarza zatrudniona była osoba nieposiadająca do tego kompetencji? Szanowanie prawa i dobre obyczaje – tego byśmy oczekiwali od ŚWS, a z resztą sobie poradzimy.

– Pan radny chyba się zagalopował – odpowiadała Brzózce Lipniowiecka. – Rozmawialiśmy o kodeksie etycznym rozwoju miasta przygotowanym przez mieszkańców, nie przeze mnie i nie przez Świdnik Wspólna Sprawa. Przechodzenie na tematy dotyczące całkowicie innych kwestii etycznych w pana rozumieniu obnaża prawdziwe intencje pana pytania. Nie interesowało pana dobro mieszkańców ani to, co chcą zrobić, ale to – że się tak kolokwialnie wyrażę – żeby „dosolić” ŚWS i zacząć tematy, które nie są adekwatne do tego, o czym dziś rozmawiamy.

Próbując załagodzić dyskusję, przewodniczący rady Janusz Królik zaproponował, aby wszyscy radni na spokojnie zapoznali się z „kodeksem”.

– Nie uważam, że coś ukrywamy; że nie ma transparentności; że nie dajemy mieszkańcom możliwości spotkania i wyrażenia swojego zdania. Przekażę kopie „kodeksu” wszystkim radnym i jeśli będziecie państwo chętni, nie widzę przeszkód, by zająć się sprawą – mówił J. Królik.

Czas podsumowań

Choć wtorkowa sesja Rady Miasta Świdnik nie była ostatnią (kolejna odbędzie się w październiku, przed wyborami), radni już teraz zrobili sobie wspólne pamiątkowe zdjęcia. Sprawozdanie ze swojej działalności złożyła Młodzieżowa Rada Miasta, reprezentowana przez przewodniczącą Karolinę Czubak oraz Świdnicka Rada Seniorów, o której działaniach mówił przewodniczący Jan Pyszniak. (w)