Rachunek za kopalnię

Znowu zrobiło się głośno o projekcie kopalni Jak Karski, w Kuliku pod Siedliszczem. Niestety nie dlatego, że budowa ma szanse na realizację, ale z powodu międzynarodowego arbitrażu, do którego zawiadomienie złożyli inwestorzy. Będą domagać się nawet dziesięciu miliardów złotych odszkodowania od rządu polskiego za wywłaszczenie z inwestycji. To niemal dwa razy więcej niż Polska otrzymała w podobnym postępowaniu od rosyjskiego Gazpromu za źle naliczaną cenę gazu.

W czerwcu tego roku cieszyliśmy się, że rosyjska spółka Gazprom przelała spółce PGNiG około 6 mld zł odszkodowania w związku ze złym naliczaniem cen gazu sprzedawanego do naszego kraju. Udało się to dzięki postępowaniu przed międzynarodowym arbitrażem w Sztokholmie, do którego skargę złożyła strona polska. Teraz przed tym samym arbitrażem będziemy się tłumaczyć z zablokowania dwóch inwestycji australijskiej firmy Prairie Mining. Chodzi o kopalnie węgla – jedną na Śląsku a drugą w Kuliku, pod Siedliszczem. Przez kilka lat wszyscy żyli nadzieją na budowę kopalni w naszym regionie.

Mieszkańcy czekali na dobrze płatne miejsca pracy, a samorządy na potężne wpływy z podatków. Pomimo że inwestorzy przeszli niemal cały proces przygotowania do inwestycji i wydali miliony dolarów na dokumentację, prace rozpoznawcze i badawcze, pozwolenia i ekspertyzy, nie udało im się rozpocząć budowy zakładu. Ich zdaniem zawiniło Ministerstwo Środowiska, które – pomimo obowiązku – nie zawarło z firmą umowy użytkowania górniczego terenu pod przyszłą kopalnię.

Inwestorzy winią też Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, że zwlekała z wydaniem decyzji środowiskowej dla zaplanowanego przedsięwzięcia. Brak tych dwóch dokumentów uniemożliwił inwestorom wystąpienie o koncesję na wydobycie węgla. Gdy koncesja rozpoznawcza udzielona Australijczykom wygasła, to Bogdanka dostała koncesję na wydobycie węgla na tym obszarze.

Spółka górnicza Prairie Mining ogłosiła, że rozpoczęła międzynarodowe postępowanie arbitrażowe przeciwko Polsce i domaga się odszkodowania. Już przed rokiem mówiło się, że może chodzić nawet o 8-10 mld złotych. Czyli niemal dwa razy więcej, niż dostaliśmy od rosyjskiego Gazpromu za źle naliczaną latami cenę gazu, dostarczanego do Polski.

Cytowany przez „Gazetę Prawną” Ben Stoikovic, prezes Prairie Mining, mówił, że spółka musiała wystąpić do arbitrażu, żeby „wyegzekwować prawa spółki do odzyskania pełnej wartości dla akcjonariuszy”.

Kopalnia Jan Karski miała być najnowocześniejszym zakładem, produkującym niezbędny dla przemysłu metalurgicznego, węgiel koksujący. Miała dawać zatrudnienie około dwóm tysiącom osób w samym zakładzie. A pośrednio przyczynić się do utworzenia dodatkowych 8 tysięcy miejsc pracy w regionie. Ostatecznie jednak zamiast nowej kopalni mieszkańcy regionu dostali przysłowiową figę z makiem. (bf)