Sąd nie aresztował sprawcy wypadku

Chłopak z Rejowca spowodował makabryczny wypadek, w którym jedna osoba zginęła, a cztery – w tym 11-letni chłopiec – zostały ranne. Prokuratura chciała, by najbliższe miesiące spędził w areszcie. Sąd uznał jednak, że nie ma takiej konieczności. Sprawca wrócił do domu.

Dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju – sąd uznał, że takie środki wystarczą, by prawidłowo zabezpieczyć tok postępowania w sprawie makabrycznego wypadku, do którego doszło w piątek nad ranem (około godz. 3:30, 16 listopada) na 132. kilometrze autostrady A4 pod Wrocławiem, tuż przy węźle Kostomłoty.

Prawym pasem jechał bus marki Volkswagen (należący do firmy z pow. zamojskiego), którym kierował 21-letni mieszkaniec Rejowca. Jego zmiennik, również mieszkaniec powiatu chełmskiego, spał na siedzeniu obok. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, bus zmierzał do Anglii, a na pokładzie byli mieszkańcy Stalowej Woli (pochodzenia cygańskiego), którzy podróżowali za chlebem za granicę.

W pewnym momencie 21-latek wykonał gwałtowny ruch kierownicą i odbił w lewo, uderzając bokiem VW w wyprzedzającego go akurat mercedesa (również osobowy bus, za kierownicą którego siedział 37-latek z powiatu janowskiego). Auto straciło przyczepność i kierowca nie był w stanie nad nim zapanować. Oba pojazdy odbiły się od barier energochłonnych, a VW przewrócił się na jezdnię, przygniatając pasażera (20 lat), który chwilę wcześniej wypadł przez szybę pojazdu.

Policjanci z grupy procesowej pod nadzorem prokuratora oraz z udziałem biegłego z zakresu wypadków drogowych wykonali na miejscu czynności niezbędne do późniejszego ustalenia okoliczności wypadku, a służby ratunkowe przewiozły do szpitala czworo pasażerów VW. Jak mówi asp. sztab. Marta Stefanowska, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Środzie Śląskiej, byli to 11-letni chłopiec oraz trójka dorosłych w wieku 22, 27 i 41 lat.

21-latek z Rejowca po wypadku został zatrzymany w policyjnym areszcie. Nie wiadomo, czy przyznał się do winy ani jak tłumaczył swoje zachowanie na drodze, za które życiem zapłacił młody człowiek. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Usłyszał już zarzuty, a prokurator wnioskował, by mieszkaniec Rejowca najbliższe miesiące spędził w areszcie. Sąd stwierdził jednak, że nie ma potrzeby zastosowania wobec podejrzanego tak surowych środków zapobiegawczych. Sprawca wypadku wrócił do domu, ma zakaz opuszczania kraju i dozór policji. (pc)