Chełm w dziurze

Nie będzie zaplanowanego na ten rok remontu ulicy Rejowieckiej i Rampy Brzeskiej w Chełmie. Budimex zerwał kontrakt przed rozpoczęciem robót. I chociaż od kilku miesięcy nieoficjalnie mówiło się, że firma nie podejmie się inwestycji, to władze miasta albo udawały, albo nie były świadome, że może do tego faktycznie dojść. A może czekano, aż sprawa sama się rozwiąże. Chełmianie czują się oszukani. I nic dziwnego, skoro od dawna mamiono ich wielkim przedsięwzięciem, które okazało się wielką klapą.


Na przebudowę ponad 8-kilometrowej trasy, zniszczonej głównie przez ciężkie samochody, których tysiące zmierzają do i z przejścia granicznego w Dorohusku, chełmianie czekali od lat. Nawierzchnie ulic Rejowieckiej i Rampy Brzeskiej niszczeją w oczach. Przejazd przez te drogi to dramat.

Położenie nakładki aslfatowej na części ul. Rejowieckiej tylko w nieznacznym stopniu poprawiło nastroje kierowców. Kiedy miasto ogłosiło, że są pieniądze na przebudowę całej trasy, a potem – że wyłoniono wykonawcę i podpisano z nim umowę, można było odetchnąć z ulgą i czekać na rozpoczęcie pierwszych prac.

I choć procedura przygotowawcza przeciągnęła się o kilka miesięcy, roboty budowlane ostatecznie miały ruszyć z początkiem kwietnia br. Ale informacja o tym, że Budimex wchodzi na plac budowy poszła w eter 1 kwietnia, czyli w Prima Aprillis. Z dzisiejszej perspektywy okazuje się, że było to co najmniej wymowne.

Największa… klapa

Na remoncie drogi lokalni politycy ochoczo budowali kapitał polityczny. Przed wyborami i rządząca miastem koalicja, i politycy PiS rychłą przebudowę newralgicznej dla Chełma drogi przedstawiali jako swój sukces. Jak widać – na dzisiaj – było to mydlenie oczu
Przebudowa krajowej „Dwunastki” miała być największą w historii miasta drogową inwestycją.

Zgodnie z przyjętym w czerwcu 2017 r. harmonogramem powinna rozpocząć się w listopadzie minionego roku. Ale już w październiku 2018 r., czyli na kilka tygodni przed wyborami samorządowymi, a na pewno przed drugą turą, poprzednie władze miasta wiedziały, iż roboty budowlane mogą ruszyć z kilkumiesięcznym opóźnieniem, bo przedłużały się prace nad dokumentacją techniczną.

Wykonawca negocjował też z ministerstwem infrastruktury odstępstwa od projektu i nie miał jeszcze pozwolenia na budowę. Nikt jednak wtedy – być może w obawie o wynik wyborczy, być może lekceważąc te sygnały – nie miał odwagi głośno o tym mówić. Ale gdy zamiast ruszyć z budową, w marcu br. „Budimex” wystąpił z dodatkowymi roszczeniami, można było przypuszczać, że do inwestycji nie dojdzie.

Wtedy też pojawiały się pogłoski, że firma ma inne, znacznie korzystniejsze kontrakty i będzie szukać pretekstu, by zwinąć się z Chełma. I mimo nasilających się plotek urzędnicy na ostatniej, czerwcowej sesji Rady Miasta zapewniali o negocjacjach, zmierzających do szczęśliwego finału.

Tymczasem w piątek, 12 lipca, warszawska firma wydała komunikat, który potwierdził to, o czym coraz głośniej mówiło się od tygodni. Firma odstąpiła od umowy przed rozpoczęciem prac budowlanych. „Budimex” już na wstępie oświadczenia zaznaczył, że decyzję podjął „w trosce o skuteczną realizację kontraktu budowlanego” i „biorąc pod uwagę interes społeczny mieszkańców Chełma”.

Te słowa potęgują jeszcze oburzenie ze strony nie tylko samych kierowców, których szlag trafia, gdy muszą pokonać dziury i garby na Rejowieckiej czy Rampie Brzeskiej. Jazda tą ulicą wiąże się bardzo często z uszkodzonymi felgami, oponami i wymianą zawieszenia, co niesie pokaźne wydatki.

Poszło o pieniądze?

Obydwie strony przerzucają się odpowiedzialnością, ale dla użytkowników drogi, chełmian i nie tylko liczy się fakt, że remontu na razie nie będzie, a obietnice na przyszłość już wiele razy słyszeli.

Firma „Budimex”, która zgodnie z wartym ponad 118 mln zł kontraktem miała sporządzić dokumentację projektową, uzyskać od wojewody lubelskiego pozwolenie na budowę oraz wykonać roboty drogowe, w swoim komunikacie podkreśla, że odstąpiła od umowy z winy zamawiającego, czyli miasta.

Wykonawca tłumaczy, że na etapie uzyskiwania zezwolenia na realizację inwestycji drogowej zaszła konieczność podniesienia standardu drogi krajowej nr 12 w stosunku do warunków przetargu i zawartej umowy. Zakres dodatkowych prac związanych z przeprojektowaniem, dla drogi klasy głównej przyspieszonej, podniósł koszty realizacji projektu o około 15 proc. wartości całego kontraktu.

„Budimex” wystąpił do miasta z dodatkowymi roszczeniami. Przez ponad trzy miesiące strony negocjowały, ale kompromisowego rozwiązania nie znalazły.

– Odstąpienie przez „Budimex” S.A. od umowy jest skutkiem braku porozumienia się z miastem Chełm co do wykonania drogi w wyższym standardzie, wynikającym ze stanowiska ministerstwa infrastruktury i decyzji ZRID uzyskanej przez miasto – czytamy w komunikacie przesłanym przez Michała Wrzoska, rzecznika prasowego „Budimexu”.

Wykonawca podkreśla, że do samego końca wyrażał gotowość ukończenia inwestycji pod warunkiem, że miasto pokryje dodatkowe koszty, oszacowane na około 12 mln zł netto. Firma – jak tłumaczy Wrzosek – nie mogła ponieść tych kosztów, bo naraziłoby to na stratę akcjonariuszy „Budimeksu”, wśród nich także podmioty publiczne.

– Przy braku współdziałania zamawiającego, „Budimex”, mimo swojej dobrej woli, nie był w stanie kontynuować realizacji inwestycji, a Zarząd spółki został zmuszony do podjęcia trudnej decyzji o odstąpieniu od zawartej umowy z winy zamawiającego – podkreśla rzecznik prasowy spółki.

„Budimex” zapewnił, że wykonany projekt techniczny oraz zezwolenie na realizację inwestycji drogowej zostały przekazane miastu, co – według spółki – ma przyspieszyć kolejne postępowanie przetargowe. W zasadzie w opinii byłego już wykonawcy, miasto z miejsca może ruszać z ogłoszeniem nowego przetargu.

Zaskoczenie tylko w magistracie

Jakub Banaszek, prezydent Chełma, mówi, że jest zaskoczony komunikatem „Budimeksu”, o kórym dowiedział się z mediów i uznaje to za działanie nieprofesjonalne, świadczące o braku dobrej woli ze strony warszawskiej firmy. Prezydent chyba bardziej powinien przejmować się zerwaniem umowy, a nie formą i miejscem, z którego się o tym dowiedział.

Ciekawe, swoją drogą, jak wyglądały negocjacje magistratu z wykonawcą, skoro przez trzy miesiące udawano (przynajmniej na zewnątrz), że nie ma problemu a „dla dobra” rozmów nie informowano o ich postępie ani mediów, ani mieszkańców miasta…

Prezydent Banaszek nadal robi dobrą minę do przegranej już sprawy. Uważa decyzję „Budimeksu” za bezskuteczną, gdyż w jego opinii nie zaistniały żadne przesłanki uprawniające wykonawcę do odstąpienia od umowy. No to ciekawe, jak prezydent zamierza zmusić firmę, żeby ruszyła z robotami? – Wystosowaliśmy do wykonawcy wezwanie do niezwłocznego rozpoczęcia prac – mówi.

Już widzimy, jak ciężki sprzęt pędzi do Chełma i rwie się do roboty po tym wezwaniu…
Wydaje się, że urzędnicy i władze miasta dały się ogrywać do samego końca. Zabrakło im wyczucia i umiejętności odczytywania głośnych, choć nieoficjalnych, sygnałów o tym, że firma nie podejmie się prac.

Czujność władz usypiały zabiegi wykonawcy, jak chociażby przejęcie placu budowy (8 lipca) czy wcześniejsze wystąpienie do miasta o gwarancje bankowe. Chyba, że to były działania pozorowane? Już wtedy miejska opozycja chciała bić na alarm i podjąć wspólne działania, by projekt nie przepadł. Tematu jednak nikt nie podjął.

Kto straci, kto zapłaci?

Urzędnicy przekonują, że zakres rzeczowy umowy zawartej z „Budimeksem” nie uległ zmianie, dlatego roszczenia wykonawcy od początku były nieuzasadnione i nie było podstaw do zwiększenia jego wynagrodzenia. Miasto stoi na stanowisku, że standard drogi nie uległ zmianie, bo przepisy w tym zakresie nie zmieniły się od 20 lat, o czym „Budimex” – zdaniem urzędników – powinien wiedzieć.

J. Banaszek tłumaczy, że zawarty w umowie ryczałtowy charakter wynagrodzenia nie pozwala na zmianę jego wysokości. Gdyby przystał na roszczenia wykonawcy, według niego, naruszyłby dyscyplinę finansów publicznych, co mogłoby narazić na odpowiedzialność karną osoby podejmujące decyzje w tej sprawie.

Miasto podkreśla też, że ma swoje roszczenia wobec „Budimeksu” na ponad 20 mln zł. Urzędnicy mówią, że wykonawca powinien rozpocząć prace, a o dodatkowe wynagrodzenie ubiegać się w postępowaniu sądowym. Ponadto twierdzą, że „Budimex”, jak już pisaliśmy przed tygodniem, przed podpisaniem umowy powinien oszacować i uwzględnić ryzyko, związane z realizacją inwestycji.

– O braku dobrej woli ze strony wykonawcy świadczy również fakt, że 22 maja br. „Budimex” wystąpił do miasta o przedłożenie gwarancji zapłaty za realizację inwestycji, pomimo iż nie było obaw, że nie dostanie wynagrodzenia. Gwarancja zapłaty została przedłożona w terminie, a miasto Chełm z tego tytułu poniosło dodatkowe, niepotrzebne koszty – wyjaśnia Banaszek.

– W najbliższych dniach zostaną oszacowane i naliczone kary umowne, z tytułu opóźnień w opracowaniu dokumentacji technicznej przygotowanej przez wykonawcę.

Ale żeby wyrwać jakiekolwiek pieniądze od firmy, zapewne trzeba będzie się z nią długo procesować. A wynik procesu nie jest pewny.

Co z remontem?

Mieszkańców mało obchodzi, kto w tym sporze ma rację, a interesuje, co dalej z remontem drogi. Banaszek zapewnia, że realizacja inwestycji, jak i jej dofinansowanie nie są zagrożone.

Ponieważ „Budimex” zapewne nie zmieni zdania po wezwaniu prezydenta, trzeba będzie ogłaszać kolejny przetarg na wyłonienie wykonawcy samych już robót budowlanych. Cała procedura potrwa co najmniej kilka miesięcy i konia z rzędem temu, kto powie, kiedy ruszą prace.

Decyzja „Budimeksu” oburzyła też polityków z opozycji. Krzysztof Grabczuk z Platformy Obywatelskiej uważa, że najbardziej potrzebna w mieście inwestycja oddala się na długi czas. – Jeszcze rok temu do Chełma przyjeżdżali ministrowie, premier, wszyscy obiecywali wsparcie. Skończyły się wybory i nie widać ani tych polityków, ani pomocy dla miasta – podkreśla były prezydent Chełma.

O sprawie huczy też w internecie. Nie brakuje komentarzy nieprzychylnych urzędnikom i wykonawcy. Mieszkańcy winą obarczają polityków. Niezbyt wierzą teraz w zapewnienia miejskich urzędników, którzy przecież do końca zapewniali, że mimo perturbacji inwestycja miała nie być zagrożona.

A odwiedzający albo przejeżdżający przez Chełm łapią się za głowę. – Miasta dookoła się rozwijają, remontują, budują, a w Chełmie na drogach czas zatrzymał się kilkanaście lat temu – mówią. – To, jak wyglądają drogi wjazdowe i wyjazdowe, buduje obraz całego miasta. Niestety, korzystając z Rampy Brzeskiej czy Okszowskiej nie można mieć dobrego zdania o Chełmie. (s)