Rodzinni ciągle na telefon

To chyba ostatnia grupa zawodowa, która nie wróciła do normalnej pracy – tak o lekarzach rodzinnych mówi niemalże każda zapytana osoba. Od początku pandemii przychodnie działają wyłącznie „na telefon”, ale dodzwonić się nie jest tak łatwo. Karetki nie wyrabiają z wyjazdami do zdesperowanych i zapomnianych przez POZ-y pacjentów. Tylko od marca do końca czerwca do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło blisko 1200 skarg na problem z dostępem do lekarza (621 zgłoszeń dotyczyło POZ-ów, 317 – ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, 247 – pozostałych rodzajów świadczeń).

Od marca chorzy mają kontaktować się z przychodnią Podstawowej Opieki Zdrowotnej telefonicznie. Jeśli diagnozę da się postawić zdalnie, lekarz wystawia e-receptę i przepisuje leki. Jeśli nie, pacjent jest umawiany na wizytę w przychodni. W teorii brzmi świetnie. Telemedycyna miała pomóc w ochronie przed koronawirusem i zlikwidować kolejki w poczekalniach, ale doprowadziła do tego, że pacjenci zostali pozbawieni dostępu do świadczeń zdrowotnych. Lekarze pierwszego kontaktu całkowicie odizolowali się od ludzi i w ogóle nie chcą już przyjmować stacjonarnie, a jedynie „na telefon”. Niestety, do przychodni nie zawsze można się dodzwonić, bo albo zajęte, albo nikt nie odbiera. Tak od pół roku dzieje się w całej Polsce.

Zapłać, albo dzwoń po karetkę

Samym lekarzom zamknięte przychodnie i ograniczenie wizyt do teleporady zdaje się być na rękę, bo przelew z NFZ nie jest w żaden sposób uzależniony od liczby faktycznie przebadanych pacjentów. Problem w tym, że nie da się wszystkiego załatwić na odległość.

– Jeśli kaszlę, to nie da rady inaczej, trzeba osłuchać. Przecież ja nie wiem, czy to zwykła angina czy mam zapalenie płuc. No, ale gdy powiem, że kaszlę, to tym bardziej mnie nikt nie wpuści do przychodni – denerwuje się pani Anna.

– O co by nie chodziło, tylko teleporada. Jeśli się nie wykłóci i nie zrobi afery, to lekarz nie przyjmie w gabinecie – dodaje p. Ewa. – Ostatnio moje dziecko miało obowiązkowe szczepienie i tego nie dało się zrobić przez telefon. Dostaliśmy się, choć długo musieliśmy się dobijać do zamkniętych drzwi, do przychodni. Kiedy weszliśmy do gabinetu lekarskiego na biurku pani doktor leżała gruba książka. Bynajmniej nie o tematyce medycznej, ale zwyczajna beletrystyka…

Oliwy do ognia dolewa też widok doktora, który de facto odmówił wcześniej przyjęcia pacjenta, w zatłoczonym markecie. „Może powinni przyjmować pacjentów w sklepach? Tam się nie boją koronawirusa” – tego typu komentarze pod adresem rodzinnych to już norma.

Pacjenci są coraz bardziej zdesperowani i poirytowani. Tym bardziej w przypadku, gdy ten sam lekarz, który „na NFZ” od pół roku nie wpuszcza swoich pacjentów do przychodni, przez cały ten czas przyjmuje prywatnie.

Co mają więc robić ci, którzy nie mogą się dostać do lekarza lub uważają, że przez telefon doktor nie będzie w stanie im pomóc, ale nie stać ich na prywatną wizytę? Z bezsilności (ale jak się okazuje, również za poradą lekarza z poradni) wybierają numer 112 i dzwonią po pogotowie, bo to dostępne jest 24 godziny na dobę. Dyspozytorowi potrafią nakłamać po to tylko, żeby karetka została wysłana, a na miejscu mówią, jaka jest prawda (np. że od kilku dni boli w klatce piersiowej, skończyły się leki lub potrzebne jest skierowanie na konkretne badania, a w przychodzi nikt nie podnosi słuchawki etc.).

– Nie mając alternatywy, pacjenci przewlekle chorzy dzwonią po pogotowie. Coraz częściej otrzymujemy wezwania, które nie są nagłe i nie wymagają natychmiastowej pomocy medycznej. Odnotowaliśmy też widoczny wzrost zleceń transportowych – dowiedzieliśmy się od pracownika lubelskiego pogotowia.

Oznacza to, że lekarz rodzinny na podstawie telefonicznego wywiadu wydaje zlecenie na transport pacjenta karetką do szpitala. Pogotowie jest obłożone, karetka jeździ ileś razy częściej niż przed pandemią. Cierpią na tym wszyscy, bo w momencie gdy pogotowie jedzie do chorego, który nie wymaga natychmiastowej interwencji ZRM, ktoś inny może mieć udar mózgu czy zawał serca.

Rzecznik interweniuje

Tylko od marca do końca czerwca na infolinię Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło ponad 40 tys. sygnałów z województwa lubelskiego, z czego 1175 dotyczyło problemów z dostępem do teleporad (621 zgłoszeń dotyczyło POZ-ów, 317 – ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, 247 – pozostałych rodzajów świadczeń).

– W początkowym okresie zgłoszenia dotyczyły problemów z zapewnieniem świadczenia w formie konsultacji telefonicznej. Od maja zaczęły pojawiać się zgłoszenia dotyczące uniemożliwiania bezpośredniego kontaktu pacjenta z lekarzem i sprowadzanie leczenia jedynie do teleporady. Większość tych zgłoszeń pochodziła od osób, które nieskutecznie już korzystały z teleporad. W maju takich zgłoszeń zanotowano 49, w czerwcu 71. W lipcu na ogólną liczbę około 7500 zgłoszeń telefonicznych zagadnienia o problematyce braku dostępu do świadczeń zdrowotnych w podstawowej i ambulatoryjnej opiece zdrowotnej dotyczyły 1191 sygnałów (ok. 16 %), z czego zagadnienie teleporady były przedmiotem 114 rozmów telefonicznych – informuje Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Od marca do końca lipca do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęły też 3 pisma dotyczące trudności z dostępem do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej na terenie województwa lubelskiego. Każda ze spraw jest w toku postępowania. – Najczęściej pacjenci wskazywali na: ograniczone możliwości korzystania z dostępu do badań diagnostycznych w toku teleporady, problemy z zarejestrowaniem świadczenia telefonicznego, ograniczony dostęp do świadczeń tradycyjnych w sytuacji nieskuteczności porady telefonicznej, problem w porozumiewaniu się pacjenta z lekarzem – wymienia rzecznik.

W związku z kolejnymi skargami z całego kraju RPP zwrócił się do kierowników placówek medycznych z apelem, by nie stosować automatyzmu w wyborze rozwiązań telemedycznych, jako potencjalnie bezpieczniejszych. – Konieczna jest każdorazowa ocena rzeczywistej potrzeby osobistego kontaktu z lekarzem, uwzględniająca dobro pacjenta i staranność udzielania świadczeń.

Placówka medyczna powinna zapewnić pacjentom przychodzącym na potwierdzone, osobiste wizyty do przychodni właściwe warunki bezpieczeństwa w poczekalni rejestracji, co wymaga odpowiedniej organizacji pracy i dostosowania się do zaleceń m.in. GIS. Każdy pacjent, który uważa, że jego prawa zostały naruszone lub potrzebuje informacji, porady związanej z obecną sytuacją, może się z nami skontaktować poprzez infolinię 800 190 590, czat dostępny przez stronę internetową, mail: kancelaria@rpp.gov.pl – podkreśla Chmielowiec.

Rodzinni z dala od koronawirusa

Ministerstwo zdrowia ogłaszając na początku września nową strategię walki z epidemią koronawirusa chciało włączyć lekarzy rodzinnych w system testowania. Osoba z podejrzeniem zakażenia miała się kontaktować ze swoim lekarzem rodzinnym telefonicznie, a jeśli po udzieleniu teleporady objawy przez 3-5 dni, by nie ustępowały pacjent miał zgłosić się do swojego lekarza osobiście, a ten na podstawie bezpośredniego badania miał decydować o przeprowadzeniu testu.

Rodzinni stanowczo zaprotestowali podnosząc, że jeśli będę mieli bezpośredni kontakt z zakażonym pacjentem będą musieli pójść na kwarantannę, a wtedy pacjenci pozostaną bez jakiejkolwiek opieki i całemu systemowi podstawowej opieki zdrowotnej grozi paraliż. W ubiegłym tygodniu lekarzom POZ udało się przekonać ministra zdrowia do zmiany – nie będą musieli przyjmować w gabinecie pacjentów z jednoznacznymi objawami zakażenia, takimi jak gorączka powyżej 38 stopni, kaszel, duszności i utrata węchu lub smaku tylko kierować ich na testy Covid-19 na podstawie wywiadu telefonicznego. (pc)