Trudna nauka w kwarantannie

Polskie szkoły nie są przygotowane na nauczanie on-line. Nauczyciele zarzucili uczniów zadaniami domowymi. Oburzeni są zarówno rodzice, jak i ci, którzy od lat uczą swoje dzieci w domu. – Tak nie wygląda edukacja domowa – apelują. Głos zabrała także lubelska kurator oświaty.


– W związku z uzasadnionym niepokojem rodziców, związanym z organizacją zdalnej pracy z uczniami, informuję, że praca zdalna powinna obejmować powtórzenie i utrwalenie wiadomości i umiejętności (nie ma możliwości realizacji nowych treści z podstawy programowej) i nie podlega ocenianiu – przypomniała w oficjalnym komunikacie Teresa Misiuk, lubelska kurator oświaty. – Nauka zdalna powinna być organizowana z zachowaniem higieny pracy, tak aby uczniowie nie zostali nadmiernie przeciążeni zadanymi zadaniami – zaznaczyła.

Takie wytyczne dostali wszyscy dyrektorzy lubelskich szkół, bo wystarczyły cztery dni domowej nauki, by w kuratorium rozdzwoniły się telefony od zaniepokojonych rodziców, którzy obserwują swoje przeciążone zadaniami domowymi dzieci. – Wielu nauczycieli nie ma pojęcia, jak ma wyglądać nauka w trakcie epidemii. Boją się, że uczniowie narobią zaległości i na wszelki wypadek zasypują ich zadaniami domowymi i dodatkowo straszą złymi ocenami za ich brak – żali się jedna z mam.

To nie są koronaferie!

Po zawieszeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych we wszystkich placówkach oświatowych MEN poprosił nauczycieli, by przygotowali materiały dydaktyczne do samodzielnej pracy uczniów w domu i umożliwili dostęp do e-materiałów i e-podręczników. Na to, by rozpocząć regularną pracę z uczniami on-line, potrzebne są jednolite metody. Pierwsze prace nad ich przygotowaniem i planem nauki z wykorzystaniem technik kształcenia na odległość rozpoczęły się dopiero w ubiegłym tygodniu.

W Lublinie lekcje on-line od początku wprowadziły szkoły prywatne, w tym Międzynarodowe Liceum Ogólnokształcące Paderewski, którego uczniowie korzystają ze specjalnej, wykorzystywanej już w latach ubiegłych, platformy internetowej, na której umieszczają m.in. swoje prace pisemne. Dodatkowo nauczyciele mają z nimi zajęcia on-line zgodnie z harmonogramem planu lekcji, tyle tylko, że nie siedzą w klasie, a przed ekranami swoich komputerów w domu. Szkoły publiczne nie są do tego przygotowane, a wszystko wskazuje na to, że uczniowie będą musieli pozostać w domach dłużej niż do 25 marca – niewykluczone, że nawet do Świąt Wielkanocnych, a może i dłużej.

– Nauczyciele są zagubieni, rodzice przemęczeni, dzieci zestresowane i zniechęcone. A to przecież dopiero początek izolacji, w której się znaleźliśmy. Z dnia na dzień wszystkie polskie dzieci stały się uczniami edukacji domowej. Ale wiecie co? Edukacja domowa wcale tak nie wygląda! Nikt nie wysyła zadań na konkretny dzień, nie rozlicza, nie przeładowuje. Na koniec roku odbywają się egzaminy klasyfikacyjne, ale to, jak przebiega sam proces edukacji zależy od konkretnej rodziny – napisały na facebookowym profilu Anna Marszałek i Agnieszka Pleti, założycielki magazynu dla rodziców o edukacji domowej „Kreda”.

Faktycznie w najtrudniejszej sytuacji wydają się być uczniowie klas ósmych i maturalnych. Do wyznaczonych na 21, 22 i 23 kwietnia egzaminów ósmoklasisty został zaledwie miesiąc, a do rozpoczynających się 4 maja matur niewiele więcej. A póki co te terminy – obowiązują. – Przerwa w zajęciach, zgodnie z rozporządzeniem, trwa do 25 marca. Taka dwutygodniowa przerwa nie powoduje żadnych perturbacji, egzaminy mogą odbyć się w terminie – przekonywał jeszcze w ubiegły wtorek minister edukacji Dariusz Piontkowski. Tego samego dnia szef resortu edukacji skierował do dyrektorów szkół informację w sprawie przygotowania szkół do przejścia na e-nauczenie.

Dyrektorzy muszą najpierw jednak sprawdzić, czy wszyscy uczniowie mają dostęp do Internetu. Do wypracowania jest też system sprawdzania wiedzy i jej oceniania. – W Ministerstwie Edukacji Narodowej trwają prace nad rozporządzeniem, które ureguluje organizację kształcenia wykorzystującego metody tzw. zdalnego nauczania – poinformowała lubelska kurator oświaty. Kiedy miałoby wejść w życie i objąć wszystkich uczniów jednolitym system zdalnej edukacji, na razie nie wiadomo.

Nauczyciele nie stracą finansowo

Nauczyciele za czas ograniczenia zajęć w szkołach otrzymają normalne wynagrodzenie. – Zgodnie z przepisami Kodeksu pracy, jeżeli zakład pracy przestaje funkcjonować nie z winy pracownika, wówczas należy mu się wynagrodzenie. Jeżeli pracownik był poza miejscem pracy, nie wykonywał żadnych zadań zleconych przez dyrektora – to dotyczy nauczycieli, ale także pracowników obsługi, administracji – należy mu się wynagrodzenie zasadnicze według stawek miesięcznego zaszeregowania, jakie by otrzymywał w pracy, ponieważ nie wykonywał żadnych czynności i ma tylko i wyłącznie gotowość do pracy” – poinformował w środę 18 marca na Twitterze minister Piontkowski.

– Jeśli natomiast dyrektor zlecił jakiekolwiek obowiązki czy pracownikom administracji, obsługi, czy nauczycielom, np. uzupełnienie dokumentacji, pracę zdalną bądź inne czynności: udział w jakiś zajęciach, radzie pedagogicznej, przygotowanie klasopracowni, wówczas należy mu się wynagrodzenie: zarówno wynagrodzenie zasadnicze, dodatek stażowy, a także dodatek funkcyjny. Nie jest więc prawdą to, co piszą niektóre gazety, że nauczyciel będzie otrzymywać tylko 60 proc. wynagrodzenia za czas ograniczenia zajęć w szkołach – zapewnił szef resortu edukacji.

Emilia Kalwińska